Horror · 4 min czytania
Kuba Rozpruwacz
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Biegła. Nie był to jednak zwyczajny sprint, gdzie w najgorszym wypadku będzie się gorszym od biegnącego obok, o nie. W tym szaleńczym biegu stawką było życie. Jej życie. Biegła. Wysokie, sięgające kolan czerwone kozaki spotykały się z mokrymi od deszczu brukowanymi ulicami Londynu z głośnym stukotem. Biegła, starając się podciągnąć jak najwyżej bujną, kolorową sukienkę; biegła. Zalewając się łzami. Łzami przerażenia. Wokół jedynie szare, jednostajne zabudowania Londynu, niby te same, jednak inne; wokół tylko mrok, ciemność. I deszcz. Strugi deszczu. Biegła, starając się nie spoglądać do tyłu, a właściwie nie chcąc tam spojrzeć. Wiedziała, że za nią czeka tylko śmierć. Tylko śmierć. Biegła, przed siebie, nie myśląc o drodze, myśląc o życiu. O wszystkim tym, czego nie zdążyła, a mogła zrobić. O tym, czy miała jeszcze szanse na odbicie się od dna. Czy mogła by zaprzestać. Zacząć nowe lepsze życie, założyć rodzinę... Dotarła na skrzyżowanie. Skręciła odruchowo, w lewo. Nie wiedziała, że to, właśnie ten skręt, zgubi ją. Biegła. A on szedł. Powoli, spokojnie, a każdy jego krok odbijał się echem w oddali. Był jak cień. Odziany na czarno, w pelerynie, cylindrze. Nie widziała dokładnie jego twarzy, lecz wiedziała, kim jest. Zwali go Cieniem, Koszmarem, Strachem. Wampirem. On kazał się zwać Rozpruwaczem. Kubą Rozpruwaczem. Biegła. A jej bieg skończył się na końcu ślepej uliczki. Zapłakana, wyprana z wszelkiej nadziei, wyczerpana rzuciła się kąt, skuliła. Czekała. Wiedziała, że nie ma po co uciekać, że on się nie myli, że zawsze znajduje ofiarę. Jego kroki były coraz głośniejsze. Dopiero teraz wybuchła płaczem, głośnym, niekontrolowanym szlochem. Ona…