Rodzina · 6 min czytania
Kubuś
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Kubuś! Kubuś! – z wnętrza domu dobiegał nieco zniekształcony męski głos. Kubuś siedział na progu i był pochłonięty lizaniem jednej z łapek. Miał wyjątkowo długie uszy jak na małego kota, śliczne niebieskie oczka i przedziwną chmurkę dookoła siebie utkaną z długich włosów kociej sierści. Przerwał toaletę i spojrzał w kierunku korytarza,w którym powoli poruszał się starszy mężczyzna. Pan Teodor ciężar ciała opierał na metalowej kuli, prawa ręka zwisała bezwładnie w wymownej niemocy a prawa noga skutecznie spowalniała krok. - Tu jesteś, Kubusiu, a tak cię szukałem – mężczyzna uśmiechnął się krzywo, jakby część jego twarzy nie miała ochoty na ten uśmiech. - Chodź, chodź do domu. Zaraz przyjdzie Aniela – kotek miauknął cicho, podniósł ogon i posłusznie wszedł za próg. Drzwi przymknął wiatr… - Pójdziemy teraz do mojego pokoju, tak, do mojego, bo ja sobie go sam wybudowałem, wiesz? A mówili wtedy, że to najwyżej na 10 lat. Tak dyrektor mówił. Potem obiecywał, że szybko nas stąd zabierze, a tu patrz już 40 lat mija… Mówiąc te słowa, pan Teodor opadł ciężko na miękki fotel, przykryty robioną na szydełku narzutką. Oparł zdrową dłoń na kuli i zamyślił się, otwierając przy tym szeroko oczy, jakby to miało pomóc lepszemu widzeniu przeszłości… Kubuś usiadł u jego stóp i kończył kocią toaletę. W pokoju panował przyjemny chłód. Większą jego część zajmowała trzyczęściowa, obszerna szafa z lakierowanymi na wysoki połysk drzwiami. Na niskim stoliku królował duży wazon z bukietem sztucznych czerwonych róż. Kolor kwiatów komponował się z zasłonami i narzutą na jednoosobowym tapczanie. Mężczyzna westchnął ciężko i powtórzył: - 40 lat… Aniela była taka piękna, a teraz ono takie bidne, chore. Głos mu się załamał, usta wykrzywiły jeszcze bardziej, zaczął szlochać: - Dwa zawały miała, bez nerki jest, bez jelita, jak ono żyje jeszcze? – pytał Kubusia… Kubuś odpowiadał jedynie sobie znanym: „miau”… Pan Teodor kiwał siwą głową, a łzy spływały po policzku, szukając znanej drogi, wytyczonej zmarszczkami. - Może gdyby nie Romek, może byłaby zdrowsza… ten pierwszy zawał, to przecież przez niego. Romek właśnie wrócił z wojska, był taki szczęśliwy, bo ona – Iza na niego cały czas czekała. Przyjęła pierścionek jeszcze przed jego wyjazdem, a teraz on już jest wolny, już odsłużył ojczyźnie i już jest cały Izy! Tak długo na to czekał, że teraz ten wyjazd do Kazimierza, to będzie jedno wielkie święto. Pojechali, Iza zmarniała przez to czekanie, ale teraz jej oczy śmiały się tak pięknie, kiedy patrzyła na Wisłę. Było ciepło, początek lata…do ślubu jeszcze tydzień. Romek był teraz tak mało odporny na kokieteryjne gesty i spojrzenia Izy. Jej długie krucze włosy prowokacyjnie kontrastowały z czerwienią polnego maka zatkniętego za ucho. Siedzieli na kocu, pili słodzoną herbatę z termosu. W pewnej chwili Iza zrzuciła…