Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 19 min czytania

Kufer na listy, cz. 2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Obudził się raptownie i usiadł na łóżku. Oddychał płytko i szybko, jakby właśnie przebiegł długi dystans. Poczuł, że plecy ma zroszone zimnym potem. Zorientował się, że jest już poranek. Wstał z łóżka. Poszedł do łazienki, aby wziąć prysznic. Poranna kąpiel sprawiła, że od razu poczuł się lepiej. Nowy dzień, nowe nadzieje. Zaparzył sobie kawy. Usiadł przy stole w kuchni i czytał gazetę, sącząc kawę. Nagle pewna informacja przykuła jego uwagę. Dokończył w pośpiechu swój napój, sprawdził, czy ma wystarczającą ilość pieniędzy w portfelu i wybiegł z mieszkania. Zaczął się trzeci tydzień mojego pobytu tutaj. Wczoraj byłam w galerii, oglądałam cudowne wystawy. Przedstawiały czarno-białe fotografie ludzkich twarzy. Każda fotka przedstawiała inne uczucie. Poruszające zdjęcia! Teraz spaceruję ulicą. Zostawiłam aparat w pokoju. Postanowiłam, że zrobię sobie przerwę od robienia zdjęć. Skręciłam w uliczkę prowadzącą na rynek główny. Mimo, że było tutaj wiele ludzi, to przyjemnie się spacerowało. Nagle usłyszałam coś dziwnego. Wydawało mi się, że ktoś woła moje imię. Pomyślałam, że to pewnie jakiś zbieg okoliczności, ale odwróciłam się. Ujrzałam Chłopaka z Niezapominajkami. I to dosłownie! Trzymał w rękach niezapominajki, tym razem bladoniebieskie. Uśmiechnęłam się. Pobiegłam do niego. Rzuciłam się mu w ramiona. O nic nie pytałam, nad niczym się nie zastanawiałam. Po prostu wtuliłam się w jego ramiona. Podał mi kwiaty. - To dla ciebie – powiedział cicho. Nic nie odpowiedziałam. Nie chciałam psuć chwili. Wziął mnie za rękę i poprowadził do bryczki. Otworzył drzwi na znak, abym wsiadła. Woźnicą był mężczyzna, który kontrolował wyczyny dwóch pięknych koni. Jeden był cały biały i posiadał długą grzywę, a drugi miał kolor kasztanowy. - Znalazłem cię, Weroniko – zaczął. – Chociaż nie byłem pewien swoich sił. - Skąd w ogóle wiedziałeś, gdzie mnie szukać? – odezwałam się w końcu. - Przeczytałem w gazecie, że trwa Miesiąc Fotografii w Krakowie. Od razu przypomniało mi się, że tamtego dnia robiłaś zdjęcia. To było jedynie przeczucie, ale bardzo silne. Nie zastanawiając się pobiegłem na pociąg – opowiadał. – Traciłem nadzieję, bo nie wierzyłem, że znajdę cię w tym wielkim mieście. Jednak moje sumienie mówiło mi, żebym kupił niezapominajki. Wybrałem takie. Uśmiechnęłam się i powąchałam kwiaty. Niesamowicie pachniały. To było takie słodkie. - Szukałeś mnie, mimo tego, że nawet mnie nie znałeś, niczego o mnie nie wiedziałeś? - Wiedziałem, że masz na imię Weronika – uśmiechnął się. - Jednak nie byłeś cierpliwy – spoważniałam. - Słucham? – uniósł jedną brew do góry. - Miałeś być cierpliwy – odparłam. – Minęły dopiero trzy tygodnie. Powinniśmy się zobaczyć dopiero za tydzień. - Weroniko, czy to ważne? – chwycił mnie za rękę i spojrzał głęboko w oczy. – Najważniejsze, że jesteśmy tutaj i teraz. Razem. Nic nie odpowiedziałam. Odpuściłam sobie. Wysiedliśmy z bryczki, gdyż nasza podróż dobiegła końca. Poszliśmy na spacer wzdłuż Wisły obok Wawelu. W jednej ręce ściskałam niezapominajki, a drugą dłonią ściskałam jego rękę. - Opowiedz mi o sobie – zagaiłam. - Nie. - Słucham? – teraz dopiero się zdziwiłam - Znalazłem cię. To na razie wystarczy – uśmiechnął się tajemniczo. – Masz rację. Nie byłem cierpliwy, ale ty teraz bądź. Spotkamy się za tydzień w Sosnowcu, tak jak się umówiliśmy. Musnął moje usta swoimi malinowymi wargami i odszedł. Stałam jak wryta. Nie ruszyłam się, ani nawet nie krzyknęłam za nim. Po prostu stałam. Ten tydzień strasznie mi się dłużył, ale w końcu dotrwałam do końca. Festiwal Fotografii w Krakowie dobiegł końca. Wróciłam wieczorem do Sosnowca. Rano miałam się spotkać z nim. Noc szybko mi minęła. Może dlatego, że byłam zmęczona podróżą. Postanowiłam, że na spotkanie włożę moją ulubioną czerwoną sukienkę na cienkich ramiączkach. Poprawiłam włosy i wybiegłam z domu. Spieszyłam się na tramwaj. Byłam wcześniej. Musiałam chwilę na niego poczekać, ale było warto. W końcu w Nim była moja miłość. Gdy tylko wsiadłam, rozejrzałam się po tramwaju. Był tam. Siedział tam, gdzie pierwszy raz go ujrzałam. Trzymał w rękach niezapominajki. Dzisiaj miał dwa rodzaje. Niebieskie i bladobłękitne. Obok niego było miejsce. Czyżby było dla mnie? Widział mnie. Z daleka się uśmiechał. Przeszłam cały tramwaj i usiadłam obok. Podał mi bukiecik. Nic nie powiedział. Ja także. Uśmiechnęłam się jedynie. Po chwili był przystanek, na którym Chłopak z Niezapominajkami wysiadał. Dzisiaj także ja poszłam z nim. Złapał mnie za rękę, nadal nic nie mówiąc. Szliśmy w stronę cmentarza. Poprowadził mnie na grób, przy którym zawsze zostawia kwiaty. - To grób mojej siostry. Parę lat temu opiekowałem się nią – powiedział cicho. – Poszedłem do sklepu po mleko, bo zachciało się jej naleśników – próbował się uśmiechać. - W mieszkaniu wybuchł pożar. Biegłem szybko, musiałem ją uratować. Wyciągnąłem ją. Jednak jej małe ciałko było strasznie poparzone. Przyjechała straż pożarna i pogotowie. Próbowali ją ratować. Jednak w płucach miała zbyt wiele dymu, a skóra schodziła z niej płatami. Nie udało się jej uratować. Walczyłem o nią, ale przegrałem tę bitwę. Spojrzałam na niego. Miał wzrok utkwiony w grób siostry. - Nie myśl tak – próbowałam go pocieszyć. – To nie twoja wina. Walczyłeś. Starałeś się. Twoja siostra na pewno to docenia. Nie twoja wina, że Bóg chciał mieć tego aniołka w niebie. - Miała tylko osiem lat – wydusił z siebie. Przytuliłam go do siebie tak jak matka przytulająca swoje dziecko, które właśnie straciło ulubioną zabawkę. Wyszliśmy z cmentarza. Poszliśmy do parku. Usiedliśmy na ławce. - Dziękuję ci. - Nie ma za co – odpowiedziałam. - Przekazałem ci coś, co rzadko komuś opowiadam – oznajmił. – Zwłaszcza osobom, które dopiero co poznałem. - Doceniam to... Przyłożył palec do moich ust na znak, żebym nic nie mówiła. - Jestem ci winien parę informacji o mnie – uśmiechnął się. – Mam na imię Nataniel. Dobrze znam Kraków, gdyż tam się urodziłem. To moje miasto rodzinne. Dziesięć lat temu przeprowadziliśmy się tutaj, bo tata dostał tu pracę. Nie mam pracy. Pomagam mojej matce prowadzić kwiaciarnię, a niezapominajki sam hoduję w ogrodzie. Jula strasznie lubiła niezapominajki, Stąd właśnie zanoszę je na grób. - Wreszcie poznałam twoje imię – wypaliłam. – Kamień spadł mi z serca. Już nie muszę nazywać cię Chłopakiem z Niezapominajkami. Oboje się roześmialiśmy. Nataniel odprowadził mnie do domu. Następnie zaprosił mnie do siebie na kolację. Miałam stawić się następnego dnia o 1800. Tak właśnie zrobiłam. Wcisnęłam się w czarną spódniczkę, która pamiętała lepsze czasy, ale wciąż wyglądała uroczo i fioletową bluzkę. Na szyi zawiesiłam perły od mamy. Nataniel już na mnie czekał. Zjedliśmy przepyszną kolację, którą on sam przygotował. Po posiłku nalał czerwonego wina do kieliszków. Wyszedł na chwilę z pokoju. Po chwili wrócił z niezapominajkami. Szedł prosto do mnie. Nagle uklęknął wprost przede mną i powiedział: - Wyjdziesz za mnie? – zapytał delikatnym głosem. – Pewnie uważasz, że to za wcześniej, ale zamieszkajmy ze sobą. Jesteś osobą, z którą chcę spędzić resztę życia i… Nie dałam mu dokończyć. Rzuciłam się w jego ramiona i mocno pocałowałam. Po chwili podał mi bukiecik i wyjął z kieszeni marynarki bordowe pudełeczko. Otworzył je, a moim oczom ukazał się srebrny pierścionek z oczkiem. Wsunął mi go na palec. Był idealny. I pierścionek, i mój przyszły mąż. Wydaje Ci się, że już kończę? Właściwie tak, ale tutaj opisałam tylko początek mojej miłości. Jak się pewnie zorientowałaś, miłością mojego życia jest Twój tata. Przeżyliśmy razem cudowne lata. On był Chłopakiem z Niezapominajkami i to właśnie on sprawił, że niezapominajki stały się dla mnie symbolem miłości i śmierci. Zanim pojawiłaś się Ty i Twoje rodzeństwo - to Twój tata sprawiał, że każdy dzień staje się piękniejszy. Nadal kocham go bardziej niż wczoraj, ale bardziej niż jutro. Mama PS. Lena, kocham Cię całym moim sercem. Pamiętaj, że zawsze będę przy Tobie. Jestem Twoim Aniołem Stróżem, Słoneczko. Nigdy nie zapomnij o mnie!

Skończyłam czytać list od mamy. Nie wiem, co mam myśleć. Postanowiłam, że się prześpię. Włożyłam list do koperty i odłożyłam go razem ze skrzynką na komodę. Nie ściągając ubrań, zasnęłam w łóżku. Rano obudziłam się, przebrałam, i zeszłam na dół. Tata czytał gazetę w pokoju. Na stole czekało na mnie śniadanie. Pewnie zrobiła je moja siostra. Zawsze to robi. Po śniadaniu razem z tatą poszłam na cmentarz. Postanowiłam, że o coś go zapytam. - Które piętro wybrałeś wtedy w hotelu? Tata spojrzał na mnie badawczym wzrokiem, po czym się uśmiechnął. - Nacisnąłem dziesiąte. - To niemożliwe! – byłam zdumiona. – Przecież mama także wybrała to piętro. - Jednak los chciał, żebyśmy się nie zobaczyli. Do mojej windy wsiadło wiele osób i nie było mi dane dojechać na czas – wyjaśnił mi tata. – Gdy byłem już na miejscu, twojej mamy tam nie było. Szliśmy w milczeniu. Doszliśmy do straganów z kwiatami, które stały przy cmentarzu. To znów ja miałam wybrać kwiaty na groby. Tym razem wybrałam je bez wahania. - Weźmiemy bukiet niezapominajek. Obudził się raptownie i

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Kufer na listy, cz. 2 — czytnik · opowiadania