Fantasy · 9 min czytania
Kula Śmierci
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ciemność zalała już cały świat niczym płaszcz. Drzewa, które podczas dnia promieniowały swoją jasnością i zielenią, teraz stały ociężałe, uginając się pod ciężarem ciemnych liści. Wszystko, co tylko można było ujrzeć, nie było już takie same. Wśród tego mroku szła niestrudzona postać. Cała okryta była czarną tkaniną, co czyniło ją niemalże niewidoczną. Na głowie miała kaptur, spod którego można było usłyszeć ciche sapanie. Zdecydowany krok, którym szła istota, nie pozostawiał śladów. Zaraz za postacią szło jakieś stworzenie. Było małe i przypominało nieco kota. Spod jego czarnej sierści wystawały gdzieniegdzie kolce zakończone ostrymi brzytwami. Oczy, które bacznie obserwowały świat, w przeciwieństwie do zakapturzonej postaci u tego stworzenia skrzyły się na fioletowo, czasami zmieniając barwę na zielony. Cała sierść, która była czarnego koloru, rządziła się idąc z głowy do ogona, na którym nie było jej wcale. Teraz ta dziwna para szła przez ciemny las, nie bacząc na nic. Po chwili zatrzymali się. Liście, które ugniatali nie pozostawiały za sobą żadnego szumu. W oddali można było usłyszeć pohukującą sowę. - Samotność doprowadza do rozpaczy – skrzekliwym głosem rzekło małe, podobne do kota stworzenie. Postać w płaszczu odwróciła się. - Nie wypowiadaj słów o samotności przy mnie. Daję ci pierwsze ostrzeżenie – spokojny, lekko syczący głos dobiegł spod kaptura. Na tym skończyła się rozmowa. Towarzysze jednak nie ruszyli w dalszą podróż. Stali, czekając na coś, co miało się zaraz wydarzyć. Po chwili okazało się, że nie na darmo. Z za pobliskiego krzewu wyłonił się mały gnom. Wzrostem nie przewyższał stwora kotopodobnego. Cały pokryty był startymi łachmanami, które jeszcze bardziej uwidaczniały na jego zgniłozielonym ciele odrażające brodawki. Gnom podbiegł do zakapturzonej postaci i włożył coś niewielkiego do jej dłoni. Niepewnym wzrokiem spojrzał na czarną postać. - Co teraz… - zastanowił się i po chwili dorzucił: – Panie. - Ars vis – po tych słowach z nieba spadł straszliwy jasny grom. Rozbłysł na niebie niczym jaśniejąca gwiazda. Z całą swoją siłą uderzył w gnoma, zwęglając jego ciało. Po chwili gnom upadł nieżywy na ziemię. Nastała długa chwila milczenia. - Tak. Upojenie myśli i samotność – niespodziewanie rzekło futrzane stworzenie. - Powiedziałem ci o słowie, którego masz w mojej obecności nie wypowiadać. Z trzech szans straciłeś już dwie – odwróciwszy się, rzekł zakapturzony. - Dwie? – z lekką kpiną dorzucił kotopodobny. - Tak, dwie. A wiesz, o jakie słowo chodzi? - Wiem. Chyba o… samotność, jak się nie mylę – z uśmiechem dodał futrzak. Nagle z nieba spadł drugi grom raniąc futrzane stworzenie. Martwe ciało opadło na suche liście. - Właśnie straciłeś trzecią szansę! – w powietrzu dało się wyczuć, że postać się śmieje.
***
Był następny dzień. Bezgwiezdna noc spowiła świat. Nawet księżyc nie raczył wyłonić się spośród gór. Mroczną drogą szła dalej postać w czarnym płaszczu. Drzewa nie ważyły się nawet szumieć. Wszystko zastygało, gdy istota przechodziła. Dało się zauważyć, że w jej lewej dłoni wciąż spoczywa ofiarowany przez gnoma przedmiot. Nagle na środku drogi stanął niespodziewanie rosły mężczyzna. - Zatrzymaj się, Errsa! – głośny basowy głos dobiegł od człowieka. - Nie. Będę podążał dalej. Nie zatrzymam się – spokój, z jakim zostały wypowiedziane te słowa, zaniepokoił mężczyznę. - Jestem Argen i nigdy nie pozwolę przejść ze spokojem śmierci! – rzekł zagryzając wargi Argen. - Czyń, co powinieneś. Ja jednak także będę czynić – spokojnie wysyczał Errsa. Człowiek stracił cierpliwość i rzucił się za zaciekłością na Errsę. Ten ujrzawszy biegnącego wyciągnął prawą dłoń i spokojnie wypowiedział konsystencję zaklęcia. Z nieba rozbłysł grom. Na ziemi widać już było tylko trupa. - Teraz przejdę.
***
Był dalszy ciąg długiej nocy. Nic się nie zmieniło. Niebo wciąż wiło zagadkową czerń. Errsa szedł wciąż bezgłośnie. Nie myślał. On tylko wiedział, co czynić. Wędrówka nie trwała długo. Po godzinie drzewa przerzedziły się, a na środku smukłej polany stała samotna chatka. Zakapturzony podszedł do niej bezgłośnie. Wyciągnął lewą dłoń, w której dzierżył tajemniczy przedmiot i otworzył ją. Była to mała niebieskawa kula. Na oko…