Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 11 min czytania

Kula Światła

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Patrzyłem na nią przez szarawą szybę pociągu. Czułem smutek, a w głębi duszy wiedziałem, że tak będzie najlepiej. Tak było najlepiej. Diana mnie opuszczała, nie jako pierwsza, jednak teraz było inaczej. Spoglądała na mnie smutno swoimi pięknymi, niebieskimi oczami. Wkrótce się zobaczymy-obiecywałem jej przed kilkoma minutami, jednak wiedziałem, że i ona zdawała sobie sprawę z nieprawdziwości tych słów. Usłyszałem cichy, szybko narastający ryk silnika. Pociąg ruszył a ja patrzyłem jak powoli się oddala i znika za horyzontem. Chciałem za nim pobiec, pomachać ukochanej na pożegnanie, jeszcze raz spojrzeć w jej oczy jednak nie miałem siły,nie miałem ochoty, smutek całkowicie mnie sparaliżował. Świat się zmienił... Powolnym ruchem ruszyłem w kierunku kwater, spoglądając na zegarek binarny, cóż elektroniczne nosili jedynie bogaci, a ci już dawno przestali chodzić po tym świecie, można powiedzieć,że stanowili gatunek wymarły. Co za okropne czasy-pomyślałem, obserwując uliczki zagracone stertami różnorakiego żelastwa. Kiedyś mogły biegać tu bawiące się dzieci, wdychając zapach świeżo ściętej trawy, a dziś jest tu wysypisko śmieci. Kiedyś by zdobyć uran należało się zdrowo namęczyć, a dziś wystarczyło wyjść na ulice i nazbierać tyle ile potrzeba. Zresztą nie wiem tylko po cholerę byłoby komuś potrzebne to świństwo. Pozostało 5 godzin do ataku HK -odezwał się misterny głos w megafonie, znajdującym się na rynku. Minąłem pulchną, szerzącą się babę, biegnącą w kierunku dworca, o mało nie zostając przy tym staranowanym. Tylko tchórze uciekają-pomyślałem. HK...Armia, wroga armia, co gorsza. Patrząc przez pryzmat tych wszystkich lat można w końcu zdać sobie sprawę, że ludzie to głupcy. Wszystko, co budowali, niszczyli wojną. Konstantynopol, Egipt. Przykładów jej wiele i doskonale udowadniają one, że przeszłość to dziś. Od starożytności człowiek nie rozwinął się w żadnym stopniu. Oczywiście wynaleźliśmy kodeks prawa, wiemy, że Ziemia jest okrągła, chwalimy się równaniem e=mc2, choć 80% społeczeństwa nie rozumie, co to znaczy. Ale gdy dochodzi, co do czego, wszystko niszczymy. I teraz było podobnie, choć już niewiele zostało do zniszczenia. Ziemia w tym momencie przypominała czwarty reaktor Czarnobyla, a mimo to wojny ciągle było nam mało. No jasne bracia, nasza planeta jest jeszcze za mało zniszczona, zdemolujmy więcej!. Doszedłem do kwatery i szybko wbiegłem po schodach. Otworzyłem drzwi i po chwili znów znajdowałem się w dziurze, którą od biedy mogłem nazwać domem. Usiadłem na zniszczonej kanapie i po raz kolejny odtworzyłem nagranie, nagranie, które tak niewiele mówiło o tym, co się stało:

* Grupa mężczyzn w garniturach siedziała przy wielkim, okrągłym stole, patrząc na siebie z niezbyt poważnymi minami, nawet w krytycznym momencie nie zdawali sobie sprawy z powagi sytuacji -Panowie-odrzekł najstarszy z nich- to pismo.. -zawahał się na moment wskazując srebrzystą teczkę- otrzymałem przed kilkoma godzinami z siedziby głównej HK. Spojrzeli w kierunki wskazywanym przez starca, choć nie było takiej potrzeby. Każdy wiedział, co znajduję się w tej teczce, niestety nikt nie mógł przewidzieć jak zgubne będą tego konsekwencje. Spojrzeli na niego wyczekująco i bezradnie jednocześnie. -Jak wiecie nasze wojska są w stanie odeprzeć wzmagających się ataków na południu jednak w ciągu kilkunastu dniu wrogie wojska zapewne przedostaną się w głąb kraju, natomiast jednostki nadziemne dotrą tu w ciągu kilku godzin. Całkowita klęska jest kwestią kilku tygodni, jednak całkowita utrata kontroli państwa, godzin.- przerwał na chwilę przypatrując się uważnie zebranym. -Możemy przecież uciec-odezwał się jeden z zebranych- Mamy przecież pociski tunelowe. Kilka godzin i jesteśmy w Chinach. -Ucieczka nie wydaje mi się dobrym rozwiązaniem,mam inny pomysł- generał uśmiechał się, po czym wyjął niewielką konsole z rzędem wypukłych przycisków. Wstukał coś, po czym wstał i wyszedł. Nagranie się skończyło.

* Obudziłem się zlany potem, powoli uchyliłem oczy, odbiornik śnieżył wydając z głośników charakterystyczny szum. Spojrzałem na zegarek: 15:40. Zostały mi niecałe trzy godziny życia. Jak to miło. Chciałem się pocieszyć, że zobaczę jeszcze zachód słońca, szkoda, że słońce było zakryte przez radioaktywną chmurę. Co za parszywe czasy. Zbyt parszywe nawet, by godnie umrzeć. Zamyśliłem się. Żeby tak mieć wspaniałą broń i zniszczyć wszystkich wrogów, wszelkie zło i okrucieństwo...I zniszczyć przy tym połowę Ziemi jak to uczynili twoi poprzednicy ?Zastanów się trochę...Zmieniaj świat inteligencją, pogodą ducha i pogardą dla zła. Żadna broń tu nie pomoże. Apropo broni, musisz przecież czymś walczyć z najeźdźcami. Myślę, że w tym przypadku, pogoda ducha nie wystarczy-uśmiechnąłem się. Wstałem pośpiesznie. Może i nie miałem szans, ale mimo to nie chciałem, by wróg zastał mnie nieprzygotowanego. Chciałem mieć świadomość, że moja śmierć sprawi mu, choć trochę trudności, by moja i jednocześnie nasza zguba nie przyszła mu zbyt łatwo. Tylko tchórze uciekają, ale tylko głupcy walczą do końca. Niech mnie nazywają głupcem, ja

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Kula Światła — czytnik · opowiadania