Komedia · 1 godz. czytania
KURA DOMOWA AGNIESZKA - PODRYWACZ cz. VIII - 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
KURA DOMOWA AGNIESZKA
Po moich ostatnich raczej niekorzystnych doświadczeniach z młodymi, szalonymi dziewczynami chciałem trochę odpocząć. Postanowiłem zrobić sobie szlaban na dupeczki przez calusieńki tydzień, ale z ledwością wytrzymałem niecałe dwa dzionki. Wtedy pomyślałem sobie, że czas na odmianę i pora na poderwanie trochę starszej kobitki – statecznej, poukładanej, potrafiącej zająć się domem, posprzątać, wyprać facetowi gacie, a przede wszystkim dać mu. Tak, dokładnie, dać mu dobrze i za darmo zjeść. Ta ostatnia kwestia była dla mnie szczególnie istotna, bo jako biedny student, któremu właśnie skończyły się fundusze – prawdę mówiąc w większości przeputane na rozpustne, do szpiku kości zdegenerowane panienki - co tu kryć, przymierałem głodem. Dlatego właśnie bardzo się ucieszyłem, widząc na sex-chacie wielce obiecujący nick „gospodyni_35”. Kobieta w tym wieku jest już bardziej doświadczona, więc i można by było poduczyć się od niej nowych, fajnych, łóżkowych tricków, a skoro z niej taka gospodyni, więc pewnie oprócz ciupciania mógłbym również liczyć na jakąś dobrą, darmową wyżerkę. Zbajerowałem ją bez problemu, zwłaszcza iż była nawet bardziej chętna ode mnie na spotkanie w celach towarzyszko-seksualnych. Chciałem się z nią umówić w restauracji, ale wolała spotkać się u niej w domu. Trochę się zdziwiłem, że tak od razu zaprasza mnie do siebie na chatę. Ale cóż, jako prawdziwy dżentelmen, który zawsze rucha z klasą, nie opanowałem. Agnieszka mieszkała w bloku z wielkiej płyty, charakterystycznym dla budownictwa z lat siedemdziesiątych. Traf chciał, że windę właśnie trafił szlag, więc musiałem wysilić się i wdrapać po schodach na bagatela siódme piętro. Gdy zgodnie z umową zadzwoniłem pod numer dwadzieścia jeden, najpierw na korytarz wyszły dwie ciekawskie, moherowe babcie spod „19” i „20”. Ich przychylny i pełen ciepła wyraz twarzy wyraźnie sugerował, iż są zatwardziałymi słuchaczkami „Radia Maryja”. Dopiero potem drzwi otworzyła moja internetowa wybranka i widząc wścibskie spojrzenia przemiłych sąsiadek bez słowa wpuściła mnie do środka. Przestąpiwszy próg zlustrowałem ją z wprawą charakterystyczną dla prawdziwego znawcy kobiecego piękna, a zwłaszcza ponętnych cycuszków. Aga była w miarę wysoką, długowłosą blondynką o dużym biuście. Włosy miała spięte w kok, twarz dość ładną, nieumalowaną, a minę powiedzmy średnio inteligentną. Mocno średnio. Na różową, obcisłą bluzeczkę z dużym dekoltem założyła fartuszek w czerwone kwiatki, a na nogach miała bambosze z groteskowo dużymi pomponami. Cóż, chciałem gosposię, to miałem. No ale cycki miała duże i może da coś zjeść, więc nie można narzekać. Lekko przytuliła mnie na przywitanie, unikając pocałunku w policzek i poklepując po plecach jak jakaś stara ciotka. Zaraz potem zaskoczyła mnie pytaniem: - Chcesz kompotu? Dobry, jabłkowy, sama robiłam. - To dawaj. Nie będę wybrzydzał. - No to chodź ze mną do kuchni, bo mam robotę. Podreptałem za nią, wypiłem szklankę wręczonego mi kompotu, a Agnieszka zajęła się urabianiem ciasta. Stała tyłem do mnie, pochłonięta pracą, a że nie lubię mówić do pleców, a tym bardziej do tyłka, więc się nie odzywałem. Po chwili to ona przerwała milczenie: - Możesz mi rozmasować kark? Jestem taka spięta… - Oczy wiśnie. Jestem prawdziwym mistrzuniem w rozmasowywaniu karków – stwierdziłem tonem osoby świadomej swojej wysokiej wartości. Przystąpiłem do dzieła. Aga nadal ugniatała ciasto, ale po chwili powiedziała: - Niżej też jestem bardzo spięta. I trochę z przodu. - To znaczy gdzie? – spytałem przenosząc dłonie na bok, poniżej jej pach. - Nie tu, jeszcze bardziej do przodu – chwyciła mnie za ręce i położyła na swoim biuście. Zachęcony bezpośredniością dziewczyny złapałem mocno za te jej duże, trochę miękkie cyce i ugniatałem podobnie jak Agnieszka robiła to z ciastem. Jednak moje zabiegi nie do końca przypadły jej do gustu, bo po chwili powiedziała: - Jakoś przez materiał słabo czuję. Ale czekaj, coś zaradzimy. Rozpięła fartuszek, podciągnęła bluzeczkę powyżej piersi i kazała mi położyć łapy na swoim bufecie. Miętoliłem piersi, prawie wylewające się z za małego stanika, mając nadzieję, iż w końcu któryś cycek wyskoczy na wolność. Jednak nie dane mi było się tego doczekać, bo operację rozluźnienia kobiety brutalnie przerwał dzwonek do drzwi. - Dobra, dzięki – powiedziała Agusia, podciągając bluzeczkę i zapinając fartuszek. – Już mi lepiej. Muszę otworzyć, bo to może być coś ważnego. Zostawiła mnie z pustymi, wyciągniętymi do przodu rękoma, a sama szybciutko pomknęła do drzwi. Otworzyła je szeroko i wesoło zawołała: - A, to ty, Monia! Wejdź, kochana! Dawno cię nie widziałam, chyba ze dwie długie godziny. - Bo wiesz, byłam sklepie – odpowiedziała brunetka o szczurzej twarzy, małych cycuszkach i kościstym tyłku. – A tam kolejka dłuuuuuuuuuuuuga, aż do drzwi. - A w jakim byłaś sklepiku? W tym z tymi fajnymi ciuszkami, które tak super leżą na dupce i na cycuszkach? – zainteresowała się Agulina. - No w tym, w tym. Wiesz jakie przywieźli dzisiaj fajne majteczki? Takie stringasy, że aż żal byłoby nie kupić. No to kupiłam! - Tak? To ubierz i pokaż jak się w nich prezentujesz? - Ubrałam. Już w sklepie. Patrz jakie ładne! Monia podciągnęła spódniczkę do pasa, żeby pokazać czarne stringi. - A w dupci jak leżą? - Zajebiaszczo. Sama luknij! – odwróciła się tyłem do blondzi, a przodem do mnie i uwodzicielsko zakręciła tyłeczkiem, prezentując walory nowego zakupu. I dopiero wtedy mnie zauważyła. - A to kto? – zaskoczona wymierzyła we mnie palcem, z wrażenia zapominając o opuszczeniu spódniczki. - Jak to kto?! – odpowiedziałem zdziwiony jej ignorancją. – Jestem wesoły Romek, mam na przedmieściu domek, a w domku… - Nie gadaj Romku, co masz w domku! – zawołała Agusia zadowolona z tego, że udało jej się zrymować. – Nie mówiłam ci? To mój pomocnik, będzie mi pomagał przy różnych pracach domowych. No wiesz – odkręcić słoik, wbić gwoździa, zabić pająka, przeczyścić komin…. - Ale ty jesteś głupia cipka! – krzyknęła Monika. – Przecież w bloku nie masz komina. - Sama jesteś głupia cipka i pipka! Nie o taki komin mi chodziło! - A jaki? - No wiesz, bara bara bara, riki tiki tak, jeśli masz ochotę, daj mi jakiś znak.. - A, to trzeba tak było tak od razu mówić! Teraz już wszystko wiem! Riki tiki tak! Jeszcze ci przy okazji Romek zegary ponaprawia! - Tak, wiesz! Gówno wiesz! On nie jest zegarmistrzem. Ale ty tępa jesteś! A to ze mnie się śmieją, że jestem blondynką! - Coś ściemniasz, ale niech ci będzie. Monia zakończyła niezrozumiały dla siebie wątek. Widocznie już się na mnie napatrzyła, bo znów odwróciła się przodem do koleżanki, a tyłem do mnie. Puściła spódniczkę, a ta opadła z przodu, ale z tyłu została zadarta tak, że mogłem sobie popatrzeć na jej tyłek z bardzo wąskim paskiem stringów pośrodku. Trochę kościsty, ale nie był taki zły, więc przysunąłem się bliżej, żeby mieć lepszy widok. - A słyszałaś, Aga, że Wojtka zwolnili z roboty? – odezwała się dopiero po chwili. - Pewnie za pijaństwo – odpowiedziała Aga. - Sto procent, że pił. - I kradł. Bo to pijak. I złodziej. Bo każdy pijak to złodziej – skomentowała brunetka. - To ja ci powiem lepszą nowinę. Natalia kupiła sobie nowy samochód. Ciekawe skąd miała pieniądze? - Pewnie dawała dupy na prawo i lewo za kasę. - Na pewno. Ale to dziwka! - To jeszcze nic. Słyszałam, że Milenę wzięli do szpitala! - Ciekawe dlaczego? – spytała się Agulina. - Pewnie mąż jej rozkalibrował cipkę. On ma takiego dużego kutasa. - I w ogóle za dużo dawała na prawo o lewo. - No, a jak już szłam do domu w tych nowych stringasach – brunetka wróciła do tematu przerwanego prezentacją majteczek, a potem obgadywaniem koleżanek i kolegów – to już na klatce spotkałam tą rudą… - Tą zdzirę spod czwórki? – spytała Aga. - Tak, tę rudą, burą sukę, tę zdzirę! - Tę dziwkę, tę cichodajkę, ruchawicę pospolitą? - Tak, dokładnie, chodzi mi o tego kurwiszona! – sprecyzowała Monika. - No to trzeba byłą od razu mówić, że spotkałaś tę latawicę Anitę! - Mówię przecież cały czas. I ta ruda lampucera mówiła mi, że wczoraj zaprosił ją do mieszkania ten Staszek spod dziesiątki. - Ten stary kawaler, ten z tą wielką pałą? - Tak, ten, jaja też ma wielkie i dwa pieprzyki na tyłku. - Wiem, wiem, jeden na lewym, a drugi na prawym pośladku. - No i ten świntuch ją zgwałcił! – krzyknęła Monika z wypiekami na twarzy. - No a czego się spodziewałaś? Mnie też zgwałcił, jak kiedyś u niego byłam. A potem byłam jeszcze u niego ze cztery razy i za każdym razem kilka razy mnie zgwałcił. - Ale zbokol! Mnie też zgwałcił, jak do niego wpadłam przypadkiem na chwilunię, na trzy, cztery króciutkie godzinki. W lipcu dwa razy mnie zgwałcił, w sierpniu raz, a potem we wrześniu trzy razy, w tym raz w tyłek. - A w październiku ile razy? – dociekała Agnieszka. - No właśnie, już mamy czwartego października i jeszcze ani razu mnie nie zgwałcił, bo zapomniał mnie zaprosić! Cham! - To on gwałci wszystkie kobiety z naszej klatki! Co za napaleniec! - A jaką ma wielką pałę! - A jak fajnie posuwa! - Ale wszystkich nie zgwałcił! – oznajmiła Monika. - Pierdolisz? - Nie pierdolę, bo cipką nie ruszam. Naprawdę nie wszystkie. Wiolety nie zgwałcił. - Dlaczego? - Bo ona nie chciała! - Co za niewydymka! – zawołała Agnieszka. - Dziewicę rżnie, a wali się jak dzika! - Cnotkę udaje, a suka z niej jak cholera! - Pewnie by chciała kasę za gwałt, dziwka pieprzona! - A ja się dałam zgwałcić za darmo! - Ja też! – krzyknęła oburzona Monika. - O ty suczko! – Aga dała jej mocnego klapsa na chudy tyłek. – Dałaś mu dupki, a teraz ci żal, że ci nie zapłacił! - Sama jesteś suczka, bo też mu dałaś za free! – Monia zrewanżowała się równie mocnym klapsem na pupę blondynki. - Ale ja nie żałuję, a ty tak! O ty suczko! – znów dała koleżance mocnego klapsa. - Nie kłam, ty też żałujesz! – dłoń Moniki mocno klepnęła pośladki Agi. - To ty kłamiesz! O ty suczko! – Aga znów strzeliła brunetce na tyłek. - Romek, powiedz jej coś, bo ta suczka już zaczyna mnie denerwować – blondzia w końcu zwróciła na mnie uwagę. - Powiem jej, powiem. O ty suczko! – klepnąłem dupeczkę Moni tak mocno, że aż mnie ręka zapiekła. - O ty penisie! – zdenerwowała się brunetka i ścisnęła mnie za członka. – Co to jest za poklepywanie mnie po tyłku?! O ty penisie! Chwyciła mnie za jądra i zgniotła je tak mocno, że aż krzyknąłem z bólu. - A co to jest za obmacywanie mojego Romka? - wrzasnęła oburzona Agulinka. – O ty suczko! Blondynka mocno chwyciła koleżankę za cycuszki i boleśnie ścisnęła. - O ty suczko! Suczko, suczko, suczko! – przeszedłem do kontrofensywy i kilka razy zdzieliłem Monikę po tym jej chudym tyłku. - Ratunku, gwałcą! – wrzasnęła brunetka i otworzyła drzwi wejściowe. – Gwaaaaaaaaaaaałcą!!! – krzyknęła tak głośno, że pewnie było ją słychać na wszystkich dziesięciu piętrach klatki schodowej. - Chciałabyś! – stwierdziłem dając jej kilka naprawdę mocnych klapsów, na zmianę prawą i lewą ręką. - Gwaaaaaaaaaałcą!!! – znów zawyła Monia i uciekła po schodach w dół. Nie goniliśmy tej suczki. Aga zamknęła drzwi, nie zwracając uwagi na ciekawskie spojrzenia babcinek spod „19” i „20”. Wróciliśmy do kuchni, a wtedy pozytywnie zaskoczyła mnie swoją opiekuńczością i wrażliwością na ból bliźnich: - Nie stało ci się nic z jajkami? I z ptaszkiem? Zwłaszcza z ptaszkiem? - Nie, chyba nie – odparłem. - U mnie nie ma, że „chyba nie”. Ja muszę to zobaczyć, żeby mieć pewność. Pokazuj mi ptaka! Bez dyskusji! Raz, raz, raz! Nie zareagowałem, więc sama przystąpiła do działania. Błyskawicznie rozpięła mi zamek przy spodniach, wsunęła rękę w slipki i wyłuskała z nich penisa, wyciągając go na światło dzienne razem z jądrami. - Zobacz, jaki jest czerwony! Prawie siny! I jajeczka też. Nic nie rób, muszę go posmarować taką specjalną maścią. I nie waż mi się go chować, póki nie posmaruję! No to nie chowałem. Agnieszka wyciągnęła z jakieś szuflady wielgachną apteczkę i wyniuchała w niej maść w jaskrawo fioletowej tubce. Wycisnęła z niej na dłoń sporą ilość podejrzanie wyglądającej szaroburej substancji, a potem zaczęła mi ją energicznie wsmarowywać w członka i jądra. I wtedy – kto by pomyślał? – stanął mi, powiększając się do swoich maksymalnych, jak na moje oko znacznie ponad dwudziestocentymetrowych rozmiarów. Na wszelki wypadek nigdy nie mierzyłem, żeby czasami się nie zawieść i nie zdołować. - Nie myśl sobie, że robię to po to, żeby przekonać się, jakiego masz dużego fajfusa, zwłaszcza we wzwodzie – zastrzegła sobie, zwiększając tempo wsmarowywania tak mocno, że już nie wiedziałem, czy mnie leczy, czy raczej brandzluje. – Po prostu chcę ci pomóc i nic więcej. Taka ze mnie dobra samary, no ta, smarty... - Samarytanka – podpowiedziałem czując, że wytrysk jest blisko. - No właśnie. Mocno odciągnęła mi napletek, odsłaniając całą żołądź. Już dużo mi nie brakowało. I wtedy zadzwoniła jej komórka. Agusia natychmiast sięgnęła w stronę stołu po swoją różową Nokię i kompletnie o mnie zapomniała, całkowicie koncentrując się na rozmowie. - O, cześć, Krysiulka. Cześć, cześć, cześć! Siemanko, jak się masz? Ja się mam dobrze. Weekend minął dobrze. Stosunkowo dobrze. Trudno, żeby było inaczej, skoro miałam pięć stosunków, co nie? A ty ile? Tylko cztery? Słabiutko?! Cienko, kochana, cieniutko! Widząc, że konwersacja się rozwija i może potrwać dłużej, schowałem pytonga, zachowując siły na później. Jeszcze zdążę sobie pociupciać, zwłaszcza, że zamierzałem na tym lokalu przetrwać co najmniej ze cztery dzionki. Ostatnio trochę schudłem, odżywiając się bardzo nieregularnie, gdyż z uwagi na topniejące fundusze i odwieczny dylemat ubogiego studenta „pić czy jeść, o to jest pytanie” z reguły wybierałem to pierwsze, jako bardziej podstawową potrzebę fizjologiczną. W końcu nawet Jezus bez jedzenia wytrzymał na pustyni czterdzieści dni, a bez picia nie dałby rady więcej niż tydzień. A terasz przyszedł czas, by naładować organizm kaloriami. I przy okazji, nie marnując okazji, poruchać sobie do oporu. Tymczasem Agulina nawijała w najlepsze: - Jak to, muszę sobie golić cipkę? I co z tego, że na plaży włoski łonowe będą mi wystawać z bikini? Przecież to normalne, że każda kobieta ma z natury owłosienie łonowe, więc czego mam się wstydzić? Jak to nieestetyczne? A co mnie to obchodzi, że wszystkie sobie golą? Ja nie jestem taka jak wszystkie! Jestem lepsza niż większość tych lampucer i lachociągów! Lampucerów? Nie, chyba jednak się mówi, że lampucer. No i co z tego, że też ciągnę czasem pałę jakimś kolesiom, skoro i tak nikt o tym, nie wie? Absolutnie nikt. Ani jedna osoba nie wie, że na przykład obciągnęłam Danielowi i Łukaszowi. Naprawdę, ani jedna! Więc nie jestem lachociągiem i to jest dla wszystkich jasne. Co?! Że ty też się tam golisz? A nie boisz się, że się zatniesz? Ja mam taką delikatną skórkę na pipcę... Nie, naprawdę, boję się. No chyba, ze przyjedziesz i własnoręcznie mi ją ogolisz! Da się zrobić? O, dzięki, jesteś najlepszą cipulką w tej części miasta! Stanąłem za jej plecami. Wyglądała mi na jakąś spiętą. Wiedząc już, jak mogę pomóc temu biedactwu, przystąpiłem do działania, chociaż oczywiście nie miałem z tego absolutnie nic dla siebie - ani przyjemności, ani odrobiny zadowolenia. Taka już ze mnie dobra, szlachetna duszyczka. Znając już preferencje Agusi, rozpiąłem jej fartuszek i zadarłem bluzeczkę do góry aż do szyi. Masowałem jej duże cycuchy z pełnym namaszczeniem, a kobieta ciągle nadawała jak nakręcona: - Naprawdę wsadził ci aż po same jajka? Przecież ty masz taką ciasną! Jak to nie? Skąd wiem? Pytasz głupio! Opowiadali mi. Kto? Andrzej, Roman, Wojtek, Jarek, Darek, Marek, Czesław, Wiesław, Zdzisław, Mścisław, Warcisław, Tomek, Olek, Bolek... Dlaczego mam już przestać wymieniać? Akurat do takich spraw to mam dobrą pamięć! Ciągle wydawała mi się taka jakaś zestresowana, więc postanowiłem zrobić wszystko, absolutnie everything, by polepszyć jej samopoczucie. W tym celu, myśląc absolutnie wyłącznie o Agusi, rozpiąłem jej stanik i wysoko podniosłem miseczki, kładąc dłonie na imponujących krągłościach. Dziewczyna głośno westchnęła, a ja zacząłem ugniatać efektowny biust, wkładając w to całe serce i nie pozwalając się rozproszyć przez gigantyczną, nieoczekiwaną i nieuzasadnioną erekcje. - Ja tam nie szlajam się nigdzie i nie daje się rżnąc gdzieś w podejrzanych miejscach przez jakiś nieznajomych facetów. Trzeba się szanować! – chwaliła się moja cycata blondzia, a ja nie przerywałem swoich zabiegów. – Wiesz dobrze, co o tym sądzę. Byle komu, byle w domu, taka ze mnie domatorka. Nie zniżę się to tego, żeby obciągać komuś gdzieś pod mostem. Tak, żebyś wiedziała, wolę u siebie w kuchni. Byle komu, byle w domu. Moja mamusia zawsze tak mówiła i ja się z nią absolutnie zgadzam. Już przestań mi wypominać jakieś pierdoły z zamierzłych czasów, z przed pół roku czy nawet więcej! To pod mostem Karola w Pradze i pod mostem Poniatowskiego to był tylko wypadek przy pracy i wyjątek potwierdzający regułę. A ty co, myślisz, że jesteś lepsza? Nie pamiętasz, jak cię rżnęli w pięciu na stole bilardowym w klubie Chaos?! Albo jak dawałaś dupy tym wszystkim dziadkom z domu starców w Ciechocinku? Nie, ja wtedy nawet nie wychodziłam z pokoju, to znaczy z kibla, bo miałam sraczkę, więc nie wmawiaj mi, że ja też! Co?! Kto jest szmatą?! Ty zdziro, ty, suko, ty kurwiszonie! I więcej do mnie nie dzwoń! Ty też się pierdol! Zdenerwowana rozłączyła się i rzuciła komórką o podłogę, a później jeszcze ją kopnęła, posyłając biedną, różową Nokię w róg kuchni. By ją uspokoić, zacząłem jeszcze intensywniej ugniatać biust, ale moja gospodyni miała widocznie lepszy sposób na stres, bo zerwała się na równe nogi i dopadła do lodówki. Nie chowając cycków wyciągnęła z niej tabliczkę czekolady i pochłonęła ją w oka mgnieniu. Widząc moje zdziwione spojrzenie uprzejmie spytała: - Co się kurwa gapisz, bucu? Nie bój się, dupa mi nie urośnie. Wszystko mi idzie w cycki. To mówiąc dumnie wypięła do przodu te swoje wielkie bufory. Uspokojony odetchnąłem z ulgą, a tymczasem Agniecha znów sięgnęła do przepastnych czeluści królestwa lodu i mrożonek, tym razem wyciągając z niego kubek z kisielem. W szufladzie w stole wyszukała łyżeczkę, nabrała na nią trochę czerwonawej żelatyny i wyciągając w stronę moich ust rozkazała: - Spróbuj! Dobre, sama robiłam. Wobec tak postawionej sprawy połknąłem pożywienie i spojrzałem na kobietę, z nadzieją oczekując powtórki. - Co, dobre? – spytała blondynka. - Tak, nawet bardzo – odparłem bez zastanowienia. - W takim razie sama sobie zjem ten kisiel, skoro taki dobry. - Jak to? - A tak to! – odpowiedziała pałaszując malinowy specjał i odwracając się do mnie tyłem, żebym czasem nie zabrał jej kubka. - To taka jesteś gościnna? – zawołałem oburzony. - Jestem gościnna, ale jak jest coś dobrego i starcza tylko dla jednej osoby, to sorry winnetou, kobiety mają pierwszeństwo, więc jem ja. - Co to znacz: „jemja”? - No że ja jem! - Jajem? Już ty się tak nie interesuj moim jajem. Dałem ci nasmarować moje jaja jakimś podejrzanym gównem i wystarczy. - Nie gównem, tylko super maścią prosto z Rumunii – oburzyła się Aga. - Skoro pomogła mi, jak miałam wrzody na kocie, to na ptaka też ci pomoże. - Na kocie? To jest maść dla zwierząt a nie dla ludzi? Nie jestem jakimś zwierzakiem! - To jest maść dla ludzi. - To co mówiłaś o kocie? - Bo chodziło mi o mojego no wiesz, tego, bobra… - Przecież bóbr to też zwierzę. - O bobra czyli o myszkę… - Myszka to też… - Cholera jasna! – zdenerwowała się kobiecina. - O cipę mi chodziło! Rozumiesz?! O moją cipę! - To co mówiłaś o kocurach, bobrach i innym tałatajstwie? - Bo nie chciałam się brzydko wyrażać, do jasnej cholery! O jasna dupa! O ja cię pierdolę. - A, to o takiego bobra kota chodziło! – zaśmiałem się. - A mogę położyć rękę na twoim kocie? I pomiziać go po futerku? - Nie teraz, później. Najpierw pokaż mi ptaka, czy się dobrze goi. - A co mi się miało zagoić przez tę chwilę? - Nie dyskutować! Pokazywać! Nie stawiać oporu! – wydarła się na mnie jak na dzieciaka. Odłożyła opróżniony kubek, w końcu schowała cycki w staniku i opuściła bluzeczkę. Rozpięła mi rozporek i pasek od spodni i mocno pociągnęła w dół. Następnie błyskawicznym ruchem ściągnęła slipki do połowy uda. Jedną dłonią chwyciła za jądra, a drugą za penisa i uklękła przede mną. Z najbliższej odległości bacznie przyglądała się moim genitaliom, leniwymi ruchami pocierając członka i miętosząc jądra. Mój najlepszy przyjaciel szybko podniósł swa czerwoną główkę. Wobec takiego przebiegu wydarzeń liczyłem na coś więcej, ale blondyneczka puściła prącie, wstała i stwierdziła wszechwiedzącym tonem lekarza ordynatora. - Ładnie się goli, ale muszę mieć miejsce chorobowe pod stałą kontrolą! Jednak co maść z Rumunii, to maść z Rumunii. Ta Rumunia to dopiero ma rozwiniętą medycynę! - Na pewno. Kobiety też mają nieźle rozwinięte, widzę czasami, jak stoją przy drodze – odparłem chowając swój oręż w gacie. - Jak rozwinięte? Intelektualnie? I to było widać z samochodu? - Tak, są inteligentne i oczytane. I to było widać bardzo wyraźnie. Miseczki „d” to ja widzę z kilometra. - Niezły wzrok, pogratulować. Ale my tu pierdu, pierdu o jakiś pierdołowatych pierdach, a robota leży. - Jaka robota? - Jaka, jaka?! W domu zawsze jest jakaś robota! Wy faceci, myślicie, że jak kobieta nie chodzi do pracy i zajmuje się domem, to nic nie robi! A ja tu sobie ręce urabiam po łokcie. Ciągle coś, już szlag mnie jasny trafia! Pranie, sprzątanie, prasowanie! Gotowanie, odkurzanie! No i jeszcze trzeba biegać na zakupy i wszystkie ciężkie siaty tachać samemu! W tym markecie promocja na to, w tamtym na tamto, a w sramto na sramto! Żeby tanio kupić coś przyzwoitego, ile to się człowiek musi nauganiać po całym mieście! - Wielkie mi tam miasto – niecałe sześćset tysięcy mieszkańców. - Bo wy faceci, to nigdy nie potraficie docenić kobiety! Tylko fotel, gazetka, telewizor, piwo, a kobita niech na pysk padnie! A ja po kolanach, pod stołem, za fotelem, w łazience, na balkonie! - Wymieniasz miejsca, w których najbardziej lubisz uprawiać seks? - Nie, wymieniam, gdzie myję podłogę, ty ciężko kapujący męski szowinisto! - Dobra, dobra, już się tak nie rozpędzaj. To co chcesz robić? - A na zupkę chińską mam ochotę. A ty nie? - A ja tak. Chociaż wolałbym golonkę. - To idź sobie kup i zrób! Myślisz, że co?! Że ja forsą sram i na forsie śpię?! - Ja tam nie wiem, czym ty srasz i na czym śpisz. Ani do kibla po tobie nie wchodziłem wodę spuszczać, ani do łóżka nie zaglądałem – odpowiedziałem zdenerwowany jej głupimi zaczepkami. - Ale jesteś bystry! Jak woda w sraczu! – odpowiedziała złośliwie. Już chciałem odparować, że na tyle bystry, żeby spłukać takie gówno jak ona, ale nie zdążyłem, bo przeciągle zadzwonił dzwonek przy drzwiach i zbił mnie z pantałyku. Agulina pobiegła jak na skrzydłach i otworzyła drzwi na oścież. Na korytarzu pojawiło się jakieś rude czupiradło, a blondzia wesoło przywitała gościa: - O jak fajnie, Dorotka, że wpadłaś! W końcu będę miała z kim chwilkę porozmawiać. Wiesz, że Wojtka zwolnili z pracy za pijaństwo i złodziejstwo? - To ciekawe co takiego robił po pijaku w zakładzie? - Pewnie się obnażał. - I publicznie onanizował! - dodała ruda. - A w dodatku ruchał wszystkie pracownice! - Na bank! To do niego podobne. - Co za degenerat! – zawołała Aga. - A słyszałaś, że nasza dobra koleżanka Natalia zarobiła tyle kasy na dawaniu dupy na prawo i lewo, że kupiła sobie nowy samochód? - No tak, mąż ciągle w delegacjach, to pewnie burdel zrobiła w mieszkaniu. - Wcale bym się nie zdziwiła. Kto wie, czy nie naspraszała koleżanek, a to przecież same dziwki – zauważyła Dorota. - A jak dziwki to na pewno dawały chłopom za kasę. - A Natalia najwięcej! - No i zarobiła na nową furę, pieprzona blachara! - A nie mówiłam ci, że Milenę wzięli do szpitala, nie dość, że dawała na potęgę na prawo i lewo, to jeszcze mąż do końca jej rozkalibrował cipkę tym swoim wielkim kutasem? - No, pałę to on ma naprawdę niesamowitą, widziałam nieraz. Mówisz, że puszczała się na prawo i lewo? A to cichodajka! - Jaka tam cichodajka? – nie zgodziła się blondzia. – Zawsze przy seksie darła się jak opętana. - No tak. Podobno jak ją kiedyś rżnęli na balkonie, to pół bloku pobudziła, aż dzieci płakały, a po wszystkim, jaka już skończyła, kupa ludzi poszła sobie zapalić. - No to nie ma się co dziwić, że ją wzięli na ostry dyżur z powodu pękniętej kuciapki. Przecież żadna cipka by nie wytrzymała takiej ilości ruchania. - Ktoś mi zdradził, że kiedyś jeden murzyn tak jej wsadził tego swojego półmetrowego, że aż biedulce uszkodził macicę! – wyznała dyskretna Dorotka. - To możliwe! Nawet bardziej niż możliwe! Naprawdę cieszę się, że wpadłaś. Siedzę tu sama cały dzień, non stop sprzątanie albo przy garach, nie mam nawet do kogo buzi otworzyć, jakbym umarła, to chyba by mnie znaleźli dopiero po miesiącu, jakbym zaczęła śmierdzieć! - Już po trzech dniach byś zaczęła śmierdzieć – rzeczowo i konkretnie wtrąciłem się do rozmowy, wchodząc na przedpokój. - No to może trochę szybciej by mnie znaleźli. - A to kto? – ruda podeszła do mnie i z bardzo bliskiej odległości spojrzała mi w oczy. Skromnie spuściłem wzrok, bo po pierwsze skromność to moje drugie imię, a po drugie dzięki temu mogłem zapuścić żurawia za jej spory dekolt. Piersi miała ładnie opalone, średniej wielkości i tak jak lubię najbardziej – nie nosiła stanika. Powoli obracała się w prawo i w lewo, powodując, że biust delikatnie jej podrygiwał. Doprawdy nie wiem w jakim celu to robiła, ale wacek od razu zaczął podnosić główkę z wyraźnym zainteresowaniem. - To jest wesoły Romek, ma na przedmieściu domek – odpowiedziała Agnieszka. – A w domku… - O ty suczko! Na chatę lecisz! – Dorota doskoczyła do niej i dała mocnego klapsa na tyłek. – A to jest twój nowy fagas! - Au! Co mi robisz, ty pindo?! Sama na chatę lecisz – Aga zrewanżowała się równie mocnym pacnięciem. - A ja nie jestem żaden fagas, tylko big fucker, ty cholerna zdziro! – delikatnie dałem Dorocie do zrozumienia, żeby mnie nie obrażała. - Romek, pomóż mi, załatwimy tę rudą suczkę! – zawołała blondzia. No to pomogłem. Dopadliśmy ją we dwójkę, przegiąłem Dorotę w pół, przytrzymałem w pasie lewą ręką, a prawicą wymierzyłem kilkanaście mocnych klapsów, do których Aga dołożyła kilka swoich. Zaskoczona dziewczyna znieruchomiała i dopiero po kilku sekundach ożyła. Wyrwała mi się i uciekła do kibelka, zamykając się w nim od środka. - Ale mam czerwoną dupę! – rozległ się po chwili jej głośny krzyk. – Nigdy wam tego nie wybaczę! - Czerwoną dupę? Muszę to zobaczyć! – zawołała Agusia. - Ja też! – dołączyłem się do chętnych na widowisko. - Chodź tu z tą dupą i pokaż ją! Może będę ci mogła pomóc. - Jak? – zainteresował się rudzielec. - Mam taką specjalną super maść prościuteńko z samiutkiej Rumunii. Romanowi pomogła na jaja. - I na kutasa też – dodałem żeby nie było niedomówień. - Nie bądź taka! Pokaż dupę! - Pokaż dupę! Pokaż dupę! Pokaż dupę! – skandowałem wesoło stojąc pod drzwiami toalety. - Dobra, już dobra! Pokażę! Ale tylko Agulince! - A Romusiowi też? – domagałem się swoich praw. - Romusiowi nie! - Dlaczego? Why? - Bo się wstydzę. - Pewnie ma brudny tyłek – szepnąłem tak cicho, żeby tylko Aga usłyszała. - Nie mam brudnego tyłka, debilu! – odezwał się głos z ubikacji. – Nie znamy się nawet pięciu minut, a ty chciałbyś, żebym pokazywała ci gołą dupę? Nigdy! Always! To znaczy never! - Powiedziałaś: „forever”? – udałem głupa. - Nie udawaj głupa! Powiedziałam never! Odsuń się Roman! Tylko Aga wchodzi! Dorota otworzyła drzwi, robiąc wąską szparę między nimi a futryną. Agnieszka zwinnie prześliznęła się przez nią do środka i natychmiast rozległ się chrzęst przekręcanego klucza. Kilka sekund później usłyszałem głośne westchnięcie i okrzyk: - Ale masz dupę! - Ja też chcę zobaczyć! – załomotałem w drzwi. – Muszę! - Mówiłam ci już! Nie znamy się nawet pięć… - Sześć minut dwadzieścia jeden sekund, z zegarkiem na ręku! Przysięgam! – zaklinałem się, chociaż nawet nie miałem zegarka. - Poważne już tak długo się znamy? – zdziwiła się Dorota. – Ale ten czas zapierdala! - No właśnie! Bardzo szybko zapierdala! - No dobra! Ale nie pokażę ci dupy, zanim ty mi czegoś nie pokażesz - targowała się jak stara przekupa. - Czego? - Nie mówi się „czego”, tylko „słucham”. Ty pierwszy musisz mi coś pokazać. - Co? - Kutasa i jajca! – postawiła twarde warunki. - No dobra – chciałem już zakończyć te długie i męczące negocjacje. – Ale jak mam to zrobić przez zamknięte drzwi? - Przygotuję ci szparkę. Wsuniesz w nią, a ja sobie obejrzę. - Ok. Bardzo chętnie wsunę w szparkę. A co z dupą? - Dupę później. Najpierw wkładaj w szparkę. - No dobra. Błyskawicznie rozpiąłem spodnie, zsunąłem je razem ze slipkami i wziąłem penisa w rękę. Kilkunastoma szybkimi ruchami doprowadziłem go do wzwodu i gdy drzwi odchyliły się, tworząc z futryną kilkunastocentymetrową szczelinę, wpakowałem w nią swój oręż w pełnej gotowości bojowej. - Ooo! Jaki duży! – rozległ się okrzyk zachwytu. – Prawie taki jak Staszka! - Tak, tylko Romek nie ma pieprzyków na jajach – dodała Agnieszka. - Mogę go wziąć do ręki? – spytała Dorotka słodkim głosem i nie czekając na odpowiedź ucapiła go tuż przy nasadzie, drugą ręką trzymając drzwi i pilnując, żeby szparka nie zrobiła się zbyt duża. - Zostaw, to kutas mojego fagasa, a nie twojego – Agulina dała koleżance po łapie, a gdy ta puściła fiuta, sama wzięła go do ręki i zaczęła mnie brandzlować. - O co ci chodzi, ty głupia zdziro?! – ruda taktowne zwróciła uwagę koleżance, że tak się nie robi. – Przecież nie chcę ci zabrać fagasa, chciałam tylko oblukać kutasa! - Co ty jadasz, że tak wierszem gadasz? – zarymowałem. - Króliki, chuju dziki! – tym razem to Dorcia strzeliła Agę po łapie, a gdy blondzia cofnęła dłoń, ręka rudej zajęła jej miejsce i teraz to ona mnie brandzlowała. - Chyba chciałeś oglądać dupę tej rudej zdziry, a nie dawać się jej obmacywać tymi brudnymi łapami?! – wrzasnęła na mnie Aga. Zdaje się, iż Dorcia nie lubiła krzyków,