Komedia · 52 min czytania
KURA DOMOWA AGNIESZKA - PODRYWACZ cz. VIII - 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nagle zadzwonił dzwonek przy drzwiach w bardzo denerwujący, przeciągły sposób. Potem drugi raz i trzeci. Normalnie szału można dostać z tymi ciągłymi gośćmi. Przez te ustawiczne wizyty to chyba nigdy sobie nie pociupciam. Moja gospodyni oczywiście pobiegła w te pędy otworzyć, ale chyba tylko po to, żeby wzmóc moją ciekawość, nie wpuściła gościa do mieszkania, tylko rozmawiała na progu. - Cześć Tereska! Ale cię dawno nie widziałam. - Wiem, wiem wczoraj nie mogłam przyjść, sorki, sorki – odpowiedział trochę piskliwy głos. - Ale ci powiem nowinę, Aga! Wojtka zwolnili z pracy za pijaństwo, notorycznie bieganie po terenie firmy z penisem we wzwodzie na wierzchu, trzepanie gruchy na zebraniach z dyrekcją i nagminne ruchanie wszystkich koleżanek, nawet tych starych, grubych i brzydkich! - Co ty powiesz! Kto wie, czy jak już je wszystkie przeleciał, to nie dobierał się też do facetów? - No a jak! Nawet prezesowi nie popuścił! - No to jak już na tyle sobie pozwalał, to jak amen w pacierzu wynosił też na lewo sprzęt firmowy – domniemywała Agnieszka. - Długopisy, breloczki, notatniki... - Kalkulatory, aparaty fotograficzne, laptopy... - Samochody, kontenery, dźwigi... - No tak, całe hałdy. I dlatego otworzył sobie firmę, żeby sprzedać ten sprzęt. A w tej firmie robił przekręty na VAT-cie. - No to teraz się wyjaśniło, dlaczego naraził państwo na wielomilionowe straty – oświadczyła Terenia. - A to teraz wiem, dlaczego mafia chciała go odstrzelić! - No to musieli go wywalić! Szkoda, że tak późno! Kobietki na chwilę zamilkły, pewnie dumając, komu by tu jeszcze tyłek obrobić? Kto się puszcza, z kim i za ile? Kto pije, gdzie i za kogo pieniądze? Kto kradnie, kto morduje, a kto gwałci? Baby, ach te baby, można je łyżkami jeść… - A widzisz, Natalii się udało – głos Agnieszki przerwał cisze. - Razem z koleżankami otworzyła burdel w domu, ona tam była szefową i wiadomo, że dawała najwięcej, więc tak się wyżarła, że kupiła sobie nową brykę. - No słyszałam, słyszałam. Miały tam full serwice, co kto chciał, oral, anal, fisting, największe zboczenia. - A w dodatku Natalka nagrywała te wszystkie świństwa kamerą i sprzedawała te zboczone filmy w internecie. - Znając ją wcale bym się nie zdziwiła, gdyby to były też pornosy ze zwierzętami – zaśmiała się Teersa. - No to nic dziwnego, że zarobiła na tym miliony. - Milenka też robi interesy jak się patrzy. Na pewno ci już donieśli, że wzięli ją do szpitala, bo temu kurwiszonowi pękła cipka od pieprzenia się dzień i noc z murzynami z fujarami do kolan? - Tak, jasne. A ona w tym szpitalu dalej się tak rżnie, a nawet otworzyła tam agencję towarzyską. Najpierw dawała tylko lekarzom, potem pacjentom, następnie gościom, a teraz pół miasta do niej wali na oddział ruchać. - Coś mi się obiło o uszy, ze mają o niej zrobić film dokumentalny pod tytułem; „Największa dziwka świata.” – powiedziała gospodyni tonem delfickiej wyroczni. - No cała nasza koleżanka Milenka! - Sodoma i gomora! – odezwał się głos jakieś starszej pani, pewnie któreś z przemiłych moherowych sąsiadek. – Jedno wielkie złodziejstwo, pijaństwo i kurestwo. Przed drugą wojną tego nie było! - Ani przed pierwszą – dodał inny kobiecy, zrzędliwy głos. - Wiesz co, Tereska? Wejdź do środka – powiedziała Aga. – Bo tu nas bezczelnie podsłu! Chujom! Zaproszona kobieta żwawo przekroczyła próg, odstawiając przy drzwiach kilka dużych, mocno wypchanych reklamówek. Teresa była lekko puszystą blondynką o naprawdę dużych cyckach i sporym, szerokim tyłku. - To jest Romek, mój dobry kolega, jeszcze ze szkoły – przedstawiła mnie Aga, zanim zdążyłem się odezwać. – A Teresa, sąsiadka i koleżanka od serca – wskazała na biuściastego gościa. - Cześć – Teresa wyciągnęła do mnie rękę, chwyciła za dłoń i objęła, mocno przyciągając do tych swoich piersi wielkich jak bochny chleba. – Fajny ten twój Romuś. I jak młodo wygląda, jak na twojego kumpla ze szkolnej ławy – poklepała mnie po policzku, a potem pogłaskała po udzie. - A jakiego ma wielkiego... Dobra, nieważne. Romuś, zmykaj do kuchni – Agulinka dała mi lekkiego klapsa. – Musimy tu sobie z Terenią porozmawiać w spokoju o naszych intymnych, babskich sprawach. Skoro tak, to wycofałem się w stronę lodówki, nie demontując bredni, że niby chodziliśmy razem do szkoły. Korzystając z okazji zająłem się opróżnianiem chłodziarki, a babki trajkotały w najlepsze. - A co masz w tych torbach? – zainteresowała się gospodyni. - A wiesz, mój mąż znów był w Łodzi i przywiózł trochę ciuszków na handel. Przyniosłam te lepsze, wybrane specjalnie dla ciebie, żeby ci zaprezentować, może się na coś zdecydujesz. Na przykład tutaj mam taką fajną, obcisłą, różową bluzeczkę, na pewno świetnie będzie ci leżeć. No przymierz, przymierz. Słysząc w jakim kierunku zaczyna przebiegać rozmowa, ustawiłem taboret zaraz przy drzwiach w kuchni, skąd miałem dobry widok na cały przedpokój. Usiadłem tam z kiełbasą w ręku i wszystko dokładnie obserwowałem, nie odzywając się ani słowem. - Ale nie bluzkę na bluzkę, bo po rozciągasz! Zdejmuj tę swoją – instruowała Teresa. Agnieszka posłuchała jej rady i chwilę stałą z cyckami na wierzchu, dopóki nie wciągnęła na siebie tego różowego ciuszku. - O, widzę, że nie nosisz stanika. Ja też – Terenia podciągnęła golf aż do brody i moim oczom ukazały się ogromniaste, obwisłe i mocno rozchylone na boki, rozkołysane cyce. – Tak jest wygodniej – to mówiąc kobieta ściągnęła golf w dół, ku mojemu niezadowoleniu kończąc pokaz. - O, a jak ci fajnie teraz sutki przebijają. – A co to dopiero będzie, jak się podniecisz – handlarka pogłaskała Agę po cycuszkach i uszczypnęła w sutki. - Mówisz, ze fajnie? – gospodyni odwróciła się w stronę lustra. – No rzeczywiście. Faceci lecą na takie rzeczy. - Nie ma to jak sterczące bimbałki – nie wytrzymałem i musiałem się odezwać. - Widzisz? Romusiowi też się podoba – zauważyła cycatka. - A masz może jakiegoś puszapka? – spytała Aga. - A co to je puszupek? To jakiś krewny Uszatka? Tego misia z dużymi uszami i jednym oklapniętym? - Co to je? To nic nie je. Bo to nie zwierzak. Zwierzaka to ma Romek w rozporku! - Tak? Pokaż Romuś? A czy ten zwierzak gryzie? A jakie ma oczy? - Nie gryzie, bo nie ma zębów – odpowiedziałem uprzejmie. – A oko ma jedno, wielkie, czerwone, na środku. - A jak się wabi? - Kundel bury. Bo penetruje wszystkie dziury. I te małe, ciasne, i te duże, porozpychane – reklamowałem się w subtelny sposób. - O nie, teraz to już naprawdę muszę go zobaczyć! – Teresa ruszyła w moim kierunku. - Gdzie, gdzie? – Aga pociągnęła ją w tył. – To mój Romuś i tylko mi pokazuje tego swojego napalonego zwierzaka z wielką żyłą pośrodku. A ty pokazuj mi tego puszupka, to znaczy ten cyckonosz z usztywnieniem, podnoszący biust. Bo chyba masz coś takiego? - A, to trzeba było od razu mówić, że chodzi ci o stanik z cyckowypychaczem. Pewnie, że mam! Zobacz na przykład ten! Teresa wyciągnęła z torby jakiś wielgachny biustonosz w biało-czarną kratkę. - Nie będzie na mnie za duży? - Niii – czyściutka polszczyzną zaprzeczyła handlareczka.- Co ty, jak na ciebie zrobiony. Przymierzaj, przymierzaj. - No dobra, to tę bluzeczkę biorę i odkładam – Aga ściągnęła różowy ciuszek i odrzuciła na bok, znów bez skrępowania stojąc przed nami z cyckami na wierzchu. A to cudeńko przymierzę. Ubrała biustonosz, zapięła go sobie z przodu, ale jednak był za duży. Maksymalnie ściągnęła paski, ale mimo tego miseczki były co najmniej o dwa numery za wielkie. Piszę to z pełnym przekonaniem, jako znawca tematu, bo chociaż nigdy nie handlowałem gaciami na targu, jak nie przymierzając Marian Paździoch, ale na czym jak na czym, na cyckach i damskiej bieliźnie to ja się znam, że ho, ho! - Mówiłam, że za duży. To twój rozmiar, Terenia. Ja nie mam wymion jak krowa. - Gdzie mój rozmiar, gdzie mój rozmiar!? Nie obrażaj mnie, ja też nie ma dydków jak krowa. Na mnie te ten cyckonosz jest za mały. - A własne, że dobry! – stwierdziła Aga. - Nie kłóćcie się –zawołałem jako miłośnik pokoju i wielbiciel zgody. – Po prostu przymierz, Terenia, i tyle! - Masz rację, Romuś! Ty to masz łeb! – doceniła mnie handlarka. - Normalnie jak jakiś Slalomon. - Albo Salomon – sprostowałem. - No właśnie, albo nawet jak Salomonon. Terasa zdjęła golf i powiesiła go na wieszaku. Moim oczom ukazał się wielgaśny, bielutki jak śnieg biust rozmiaru co najmniej F. Miękkie, ciężkie piersi wyraźnie poddawały się prawu grawitacji. Pomyślałem, że w nocy dobrze byłoby się przytulić do czegoś takiego - na bank spało by się znakomicie z nosem wtulonym w te ogromne poduchy. Mój najlepszy przyjaciel, dotąd spokojnie dyndający miedzy nogami, najwyraźniej był podobnego zdania, bo nagle podniósł się do pionu. Kobiety póki co nie zauważyły mojego ożywienia w strategicznych rejonach poniżej pasa. Handlarka w odróżnieniu od Agi maksymalnie pościągała paski przy stanikach, przełożyła ramiączka przez ramiona i z najwyższym trudem zapięła stanik z przodu. Piersi powędrowały wysoko w kierunku brody, ściśnięte do granic możliwości. - Za mały – sapnęła z trudem, stojąc przed lustrem. – Mówiłam, że będzie za mały. - Nie, dobry jest, w sam raz – powiedziała gospodyni. - Pewnie, że dobry – potwierdziłem. – Bardzo seksownie podnosi ci biust i tak fajnie zbliża piersi do siebie. Ten roweczek między cycuchami jest taki ciasny i podniecający! - Bo wam, facetom, to tylko jedno w głowie! – krzyknęła Aga, szczypiąc mnie w członka, będącego właśnie w błogim stanie pełnego wzwodu. - Widzę, że już myślisz tylko o tym, żeby wsadzić tego swojego zwierzaka miedzy te wielgachne bimbały! Zapamiętaj sobie, że na wspaniały seks hiszpański możesz liczyć tylko i wyłącznie ze mną, a nie z Teresą. - A dlaczego? – spytałem nieśmiało. - Bo Terenia nie lubi! - Lubi, lubi – jęknęła cicho handlareczka. – Ale teraz nie mogę oddychać! - To nie oddychaj – zgodziłem się łaskawie. - Nie dam rady! – Teresa rozpięła stanik, uwalniając piersi, które natychmiast rozkołysały się jak fale na wzburzonym morzu. - A widzisz, ten cyckonosz jest dla ciebie za mały! – stwierdziła z satysfakcją Agulina, a potem pochyliła się na moim uchem i szepnęła cichutko. – Tak jak mówiłam, wymiona ma jak krowa. - Co wy tam sobie szeptacie? – spytała Terenia trzymając się za obolały biust i oddychając głęboko. - Zastanawiamy się, czy masz też może jakieś stringasy? - Takie malutkie galotki ze sznureczkiem z tyłu na rowku? - Dokładnie. - Pewnie, że mam. Ja wszystko mam. Nie przejmując się szczegółem, że jest obnażona od pasa we górę, sięgnęła w czeluście jednej z toreb i wydobyła z nich kilka par stringów. - Przymierz, malutka – zachęciła Agusie. Gospodyni nie trzeba było dwa razy powtarzać. Szybciutko zrzuciła spódniczkę i figi, a potem błyskawicznie naciągnęła na tyłeczek kuse, czerwone majteczki. Obróciła się dwa razy dookoła własnej osi, seksownie kręcąc dupeczką i prezentując swoje niewątpliwe walory. - Ale super wyglądasz! – Terenia aż zaklaskała.- Jakbym była facetem to bym cię tu na miejscu schrupała. I nawet włoski ci nie wychodzą na wierzch! - Nie wychodzą, bo mam wygoloną – Agnieszka w łobuzerski sposób pokazała język i z uśmiechem odciągnęła na bok przód stringów, pokazując nam swoje wygolone do zera łono. - Extra. Widzę, Romuś, że tobie też bardzo się podoba – Terenia ścisnęła mnie za członka, cały czas będącego w pełnej erekcji. - Łapy przecz od mojego Romusia! I jego Wacusia – krzyknęła ostrzegawczo gospodyni. - Dobrze, już dobrze – Terasa cofnęła swą ciepłą, miłą w dotyku dłoń. - A dlaczego? – chwyciłem Terenię za rękę i położyłem ją z powrotem na moich klejnotach. – Przecież to nic takiego, że mnie tak po koleżeńsku ścisnęła. - No pewnie, że nic takiego – potwierdziła handlareczka. – Tak samo on może mnie po koleżeńsku ścisnąć – to mówiąc położyła moją dłoń na swojej imponującej piersi, więc nie pozostało mi nic innego, jak pomacać ją trochę. - Po koleżeńsku to ja mogę kopnąć cię w jaja! A ciebie w cipkę! – wydarła się Aga. Przestańcie się tu dotykać w mojemu publicznym! To jest obleśne! Podeszła do mnie, odepchnęła Teresę i położyła rękę na moich genitaliach. Zaczęła je miętosić i patrząc prosto w oczy koleżance cedziła przez zaciśnięte zęby: - Romuś to mój chłopak. Zapamiętaj to sobie, lampcerowata lampucero. A to znaczy, że tylko ja mogę miętosić mu wacka, ugniatać orzeszki, wkładać rękę w slipki, bawić się ptaszkiem, wyciągać go na wierzch, chować, znowu wyciągać, pocierać, podszczypywać, głaskać, ściągać napletek i brandzlować ile tylko zapragnę. A nie ty, ty cipowata cipko. Mówiąc to dokładanie demonstrowała Teresię, co takiego może robić z moim instrumentem, a czego kategorycznie nie wolno Teresię. Biednej handlarce aż prawie oczy wyszły z orbit, zwłaszcza gdy zobaczyła moje sterczące przyrodzenie masturbowane przez rąsię Agnieszki. - A teraz dawaj mi jeszcze coś fajnego do przymierzenia! Natychmiast! Ręka Tereni zniknęła w torbie, by sekundę później wyciągnąć z niej kolejne stringi, wyraźnie większe od poprzednich. Aga bez przekonania zdjęła czerwone majteczki i zamiast nich naciągnęła na dupeczkę niebieskie. Jednak gdy tylko je puściła, zsunęły się z powrotem na podłogę, sprawiając iż gospodyni znów stała na golasa na środku pokoju. - Zdecydowanie za duże na moją zgrabną, szczupłą figurę. Podejrzewam, że na ciebie byłyby dobre. - Mówisz? Zobaczymy. Cycatka zdjęła dżinsy, a potem bawełniane gacie. Nie mogłem się powstrzymać przed zajrzeniem jej między nogi. Miała naprawdę mocno zarośniętą kuciapkę. Prawdę mówiąc z takim buszem mogłaby śmiało zagrać w pornosie pod tytułem ”Księga dżungli”. Nie spiesząc się i absolutnie nie wstydząc mojej obecności, powoli ubrała niebieskie stringaski. Z zadowoleniem przejrzała się w lustrze. I słusznie, bo pasowały jak ulał. - I jak wyglądam, kochani? – spytała z uśmiechem na ustach. - Super – odpowiedziałem bez zastanowienia. - Tak, super – odezwała się z przekąsem Agnisia.- Tylko kłaki wychodzą ci z gaci. - Gdzie? Gdzie?! - Z lewej. I z prawej. I z góry. I z dołu. I w ogóle wszędzie. - O cholera! I co teraz zrobić? Może uda się je jakoś schować. Terenia naciągnęła majtki w lewo, ale wtedy odsłoniła jeszcze większa kępę włosów po prawej. Ściągnęła majtki niżej z bioder, jednak efekt tego był mizerny, bo naszym oczom ukazało się wówczas gęste owłosienie łonowe ponad majtkami. Zdesperowana próbowała jakoś wcisnąć włoski pod majtki, ale materiał był taki skąpy, iż ta akacja zakończyła się całkowitą klapą. Widząc smutek w jej oczach zawołałem: - Czekaj, zaraz ci pomogę z tą twoją cipką zarośniętą jak Fidel Castro. Gdzieś tu widziałem nożyczki. Przyniosłem z kuchni wielkie nożyce, ukląkłem przy Teresie, odciągnąłem stringi trochę na bok i zacząłem ścinać włosy. Zaskoczona handlarka odzieżą stała jak wryta, za to Aga zareagowała i to dość gwałtownie: - Co ty robisz, bałwanie! Ręce przecz od obcej cipki! To ze mną umówiłeś się na randkę, a nie z tym zarośniętym małpiszonem. I dlatego to moją cipką powinieneś się zająć, do jasnej cholery! - Ale tobie nie mam co obcinać, bo tak sobie dokładnie wygoliłaś, że nie ma ani jednego włoska! – to mówiąc przejechałem dłonią po gładkiej jak kolano waginie Agusi. - Ściągam te gacie, bo tylko się ze mnie śmiejecie – Terasa zdjęła stringi i rzuciła jej daleko w kąt. - Nie denerwuj się, zwierzaczku – uspokajała ją Aga, kładąc rękę na jej łonie i buszując w gęstym owłosieniu jak ten słynny gość, który tak biegał po zbożu. – zaraz temu zaradzimy, żaden kłaczek nie będzie ci wystawał z majteczek. Mam w łazience taką ostrą maszynkę, wygolę ci kuciapkę całkowicie do zera. - A ja ogolić sobie cipki nie pozwolę! – krzyknęła Teresa. – Noszę zarost od matury! - Już nie bądź taka staroświecka. Teraz wszystkie sobie golą. - A ja nie golę. I w ogóle teraz idzie zima i z wygoloną będzie mi zimno. - Takie są odwieczne prawa natury – odezwałem się filozoficznie. – Jak jest zima, to musi być zimno. - Uważaj, żeby w jajka ci nie było zimno! To moja cipka i ja decyduję czy ma być wygolona czy nie! - To może chociaż wygolę ci mocno po bokach, a na środku zostawię wąski pasek. - Nie, nie i jeszcze raz nie! Tylko dziw-ki, golą sobie cip-ki! – krzyknęła Terenia podkreślając słowa: „dziwki” i „cipki”. - Sugerujesz, ze jestem dziwką?! – zdenerwowana Agnieszka pokazała na swoją waginę. - Ja nic nie sugeruję! Ja to po prostu ... - Przestańcie już, dziewczyny! – przerwałem im rozmowę, widząc, w jakim kierunku zmierza. – Jak nie o cyckach, to o cipkach, co z was za erotomanki! Jesteście bardziej zboczone na tym punkcie ode mnie. Może, Terenia, masz też dla mnie coś fajnego z ciuchów? Spojrzałem na nią, a potem na Agusie. Baby jak to baby, obie były tak pochłonięte przymierzaniem, że nawet nie zwróciły uwagi na to, iż stoją przede mną nagie jak je natura stworzyła. Od dłuższego czasu miałem tak gigantyczny wzwód, że czułem, iż za chwilę już nie wytrzymam i eksploduję. - A mam tu takie fajne męskie slipy, w sam raz na zabawę karnawałową albo jakiś inny bal przebierańców – Terasa podała mi gacie ze słonikiem z przodu. Jak na moje oko był to słoń afrykański, bo po bokach miał przyszyte duże uszy, a dokładnie na środku dużą, luźno dyndającą trąbę. - Romuś, musisz to ubrać! – zwołała Aga. - Koniecznie! Zdejmuj te spodnie! Nim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, razem rozpięły mi pasek, zdjęły spodnie, ściągnęły slipki i założyły na tyłek te ustrojstwo z trąbą. Gospodyni nie omieszkała własnoręcznie chwycić mnie za członka i wprowadzić go w doszytą z przodu rurkę, imitującą narząd chwytny tego największego z lądowych ssaków. - Ale ma trąbę – zawołała Terenia chwytając mnie za przyrodzenie i pocierając energicznie w przód i w tył po całej długości narządu. - Pewnie, że ma – Aga strzeliła ją połapie i sama zaczęła mnie brandzlować. – A widziałaś kiedyś, żebym miała chłopaka z małą trąbą? - No nie widziałam. - No a widzisz! W tym momencie nie wytrzymałem i moja broń wypaliła. Wystrzeliła jak jasna cholera, zalewając swym ładunkiem całą trąbę. - Co ty narobiłeś najlepszego, misiaczku! – zawołała Agnieszka. – To znaczy słoniku. Pobrudziłeś i pomoczyłeś Tereni całe majtaski i komu ona teraz to sprzeda? - No właśnie? Komu? Teraz musisz je ode mnie kupić. - No już dobra, dobra, kupię – odparłem zrezygnowany, patrząc na mojego w tym momencie raczej sflaczałego przyjaciela. Z tej niezręcznej sytuacji wybawił mnie dzwonek do drzwi. Aga już chciała biec otworzyć, ale Terenia zdążyła ją chwycić za tyłek, a ja za cycuchy i razem udało nam się ją powstrzymać. - No co ty? Gdzie ty lecisz? Przecież jesteś goła! – zwróciła jej uwagę przyjaciółka. - I ty też! To może być ten stary listonosz. Ale będzie wstyd, jak otworzymy mu w tym stroju, to znaczy bez stroju. - No właśnie! To Romek niech otworzy! Zebrały z podłogi wszystkie ciuchy i pobiegły z nimi do kuchni, zostawiając mnie na placu boju. Na chwilę zapomniałem o swoich niecodziennych majtkach i ruszyłem w stronę drzwi. Otworzyłem je bez pośpiechu. Na korytarzu stał młody facet z bardzo ładną, długowłosą brunetką. W rękach trzymali jakieś duże torby. - Dzień dobry panu! - odezwał się blondas. – Na dzisiaj byliśmy umówieni z przemiłą panią Agnieszką na prezentację naszego rewelacyjnego, podkreślam – re-we-la-cyj-ne-go, kompletu kołder, poduszek i pościeli z najlepszej na świecie wełny z merynosa. Popchnął mnie dość mocno bezceremonialnie w głąb mieszkania i wszedł do środka, a za nim ta oszałamiająca brunetka. Rzucił torby na ziemię i przedstawił się: - Nazywam się Andrzej Nowicki, a to moja narzeczona, Ilona Staniszewska. Czy zostaliśmy na miejscu przemiłą, jak już wspomniałem, panią Agnieszkę. - Oczywiście, jestem! – z kuchni wyskoczyła już ubrana gospodyni, a za nią wyszła, niestety również ubrana, Teresa. – To właśnie ja jestem przemiła Agnieszka. A to moja koleżanka, całkiem znośna Tereska. - A pan jak ma na imię? – spytała piękna Ilona, patrząc nie na mnie, tylko na słonika z uszami i przede wszystkim z trąbą, która zaczynała znów nabierać odpowiedniego rozmiaru. - Roman, miło mi – przedstawiłem się, potrząsając tą częścią, którą słonie zwykle pakują sobie do gęby pożywienie. - Bardzo mi miło, Ilona! Zamiast jak to bywa w zwyczaju za dłoń, chwyciła mnie za trąbę, wypełnioną od wewnątrz moją najważniejszą częścią ciała. Potrząsnęła nią kilkukrotnie, a potem ciasno otoczyła pierścieniem utworzonym z palca wskazującego złączonego z kciukiem. Szybko i rytmicznie przesuwała nim w przód i w tył, sprawiając mi niewymowną przyjemność. - Ale fajną trąbę ma ten słonik! – nie omieszkała skomentować panna Staniszewska. – Jaka ciepła i duża! I cały czas się powiększa! I jak rytmicznie pulsuje! - Puść to, do jasnej cholery! – blondyn strzelił jej po łapie i panienka puściła w końcu mojego członka. – Przecież tam w środku tej trąby jest jego penis! Czy ty jesteś taka durna czy co? Facet po prostu ubrał takie pajacowate gacie! - Penis? Taki duży byłby penis? – Ilona zrobiła wielkie oczy.- W życiu takiego nie widziałam! Przecież ty masz o wiele mniej... - Zamknij się! – wrzasnął Andrzej, brutalnie jej przerywając.- Zamknij się do jasnej cholery! Bo więcej cię nie wezmę! - Chciałeś mnie tu wziąć? Przy wszystkich? Ty świntuszku! - Na pokaz nie wezmę! Przyszliśmy tu na pokaz! Żeby sprzedać te badziewiastą kołdrę za kupę szmalu! To powiedziawszy Andrzej zrobił się czerwony na twarzy i zakrył dłonią usta, jakby wysmyknęło mu się o kilka słów za dużo. Brunetka spojrzała na niego i znieruchomiała, a jej twarz dla odmiany przybrała śnieżnobiały odcień. - No właśnie! – wydarła się Agnieszka. – Proszę nie łapać za trąbę, to znaczy za penisa, mojego Romka! Tylko ja, jego prawie narzeczona, mogę to robić! – to mówiąc mocno ścisnęła mi pytonga. - Bo nic nie kupię! - Słyszałaś, co ta przemiła pani powiedziała? – facet oskarżycielsko wymierzył palcem w stronę swojej narzeczonej. - Uważaj, bo jak jeszcze raz coś takiego zrobisz, to tak ci wyszczypię bobra, że ci się przypomni poprzednie wcielenie. Dla podkreślenia swoich słów gospodyni wsadziła rękę pod mini spódniczkę Ilony i zaczęła energicznie i boleśnie szczypać jej waginę. Brunetka krzyknąłem rozpaczliwie i wycofała się w kąt przedpokoju. Nie znoszę przemocy wobec kobiety, więc złapałem Agulinkę za jej najbardziej nadającą się do złapania część ciała, to znaczy za biust. Odciągnąłem ją w tył, uwalniając cipkę Ilonki od natarczywych paluchów gospodyni. - Dobrze już, dobrze. Spokój. Rue! Silencio! Wystarczy! Pan zaprezentuje nam pokaz. - No właśnie! – podchwycił temat Andrzej. – Nasze kołdry, poduszki i pościele są po prostu just znakomite! Oprócz swych niewątpliwych zalet zdrowotnych nasza kołdra z merynosa jest bardzo ciepła, a równocześnie ma tak zadziwiające właściwości, iż powoduje, że człowiek się w niej w ogóle nie poci! - Kobieta też? – spytała Terenia. - Kobieta też! Zresztą proszę sprawdzić na własnej... że tak powiem... - Skórze – podpowiedziała mu jego narzeczona. - No właśnie, dziękuję ci, kochanie. Na własnej skórze. Niech się pani tutaj położy. Andrzej pociągnął Agnieszkę w stronę tapczanu, a gdy rozłożyła się na nim jak długa, przykrył ją aż po uszy naprędce wyciągniętą kołdrą z owczej wełny. - Na pewno już się pani dobrze czuję. I dużo zdrowiej. A będzie jeszcze lepiej. Proszę zauważyć, że jest pani ciepło, ale wcale, powtarzam to jeszcze raz, ale wcale się pani nie poci. - Potwierdzam! – powiedziała Aga dotykając jedną ręka swoja skroni, a drugą wpychając sobie między nogi.- Póki co nic mi się nie poci. Powtarzam! Nic mi się nie poci! - To znakomicie! – ucieszył się Andrzej. – Ale to jeszcze nic! Najlepsze dopiero przed nami! Niewątpliwie największe działanie naszej rewelacyjnej, powtarzam: re-we-la-cyj-nej, kołdry odczujemy wówczas, gdy będzie z nią miała kontakt goła skóra. - To co, ma się rozebrać? - No, jak by to elegancko i dyplomatycznie powiedzieć... - Ściągaj, Aga, bluzkę, spodnie i galoty! – wesoło zawołała Teresa. - Dokładnie tak. Z ust mi to pani wyjęła – Andrzej z sympatią spojrzał na handlareczkę. - Skoro pan tak długo i tak ładnie prosi, to ewentualnie przychylę się do pańskich błagań. Nie odkrywając się Aga zdjęła bluzkę i rzuciła ją na podłogę. Chwilę później w tym samym miejscu wylądowały dżinsy i stringi. - Czy jest już pani naga pod kołderką? – spytał blondas. - Tak. - Czy aby na pewno? - No przecież mówię, że tak. - Ale czy aby na pewno, na pewno! - Tak do jasnej cholery! – zdenerwowana Agnieszka na moment całkowicie się odkryła, prezentując swe niewątpliwe wdzięki, z jędrnymi cycuszkami i wygolonym łonem na czele. - Teraz pani wierzę – powiedział Andrzej obcierając pot z czoła. – I jak się pani teraz czuję, leżąc tak naga, nagusieńka pod tą super zajefajną kołderką? - Zajebiście! - Przyjemniej? - Przyjemniej! - Zdrowiej? - Zdrowiej! - Na co ma pani teraz ochotę? - Prawdę mówiąc, to na seks. - No dobrze, skoro tak pani postawiła sprawę, to poświęcę się dla dobra współpracy handlowej i pozwolę się pani przekonać, przy mojej niewielkiej pomocy, iż ta nasza rewelacyjna, powtarzam: re-we-la-cyj-na, kołdra znakomicie się sprawdza również podczas seksu, zwłaszcza iż nawet podczas wykonywania intensywnych, powtarzam: in-ten-syw-nych, ruchów posuwisto-zwrotnych wcale się człowiek, a nawet kobieta, pod nią nie poci. Andrzej zaczął rozpinać guziki przy tej swojej irytującej hawajskiej koszuli, najwyraźniej chcąc dołączyć do prężącej się pod kołderką golusieńkiej Agnieszki. Oczywiście nie mogłem do tego dopuścić, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż w dupie miałem perspektywy ich dalszej współpracy handlowej. Błyskawicznie zdjąłem koszulkę i słonika. Wskoczyłem pod kołderkę z merynosa i przytulając się do cycusi gospodyni zawołałem gromkim głosem: - To ja jestem prawie że narzeczonym Agusi, więc to ze mną, a nie z jakimś tak zakichanym akwizytorem…