Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 34 min czytania

Kwiatuszek - rozdział 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Morderstwo - …koło dwunastej wyszliśmy z Lizard King i ja chciałam pójść gdzieś jeszcze, ale Aleks nalegał, byśmy wracali do domu. Zgodziłam się, ale tylko dlatego, że ma dziś rozprawę. Nie znoszę zbyt wcześnie kończyć imprez… Iza pozwalała, by słowa jej szefowej pływały wokół jej uszu, nie zwracając na nie zbytniej uwagi. Komisarz Felicja Markowska znana była ze swojego gadulstwa, a słuchanie jej wywodów było jednym z obowiązków sierżant Izabeli Majewskiej. Z początku Iza była bardzo zadowolona, miała nadzieję, że dzięki uważaniu na słowa Felicji wiele się nauczy i szybko awansuje. Okazało się jednak, że nie sposób było nadążyć za potokiem słów pani komisarz. Mówiła zbyt prędko i zmieniała tematy szybciej niż zawodowcy przeładowują broń. Może to świadczyło o bystrości jej umysłu i wysokiej inteligencji, ale czyniło strasznie trudną w kontaktach towarzyskich. Felicja Markowska w ogóle była dość nietypową osobą. Jak dotąd Izie nie udało się jeszcze odgadnąć jej prawdziwego koloru włosów, bo od kiedy się znały, zmieniała go kilkakrotnie. Teraz miała jasnorude włosy postawione do góry jakimś mocnym żelem. Tak samo kolor paznokci – nigdy nie był ten sam. Felicja widocznie była zainteresowana modą… albo wstąpieniem do szpiegowskiego wydziału gdzie szybka zmiana wyglądu była podstawową umiejętnością. Izabela, młodsza stopniem i wiekiem od Felicji była osobą z pozoru całkiem różną i nieciekawą. Nigdy nie przefarbowała swoich blond włosów ani nie malowała się ekstrawaganckimi cieniami. A przynajmniej nie na służbę. Była to drobna dziewczyna w przepisowym mundurku przypominająca bardziej dziewiętnastowieczną pensjonarkę niż poważną policjantkę z wydziału zabójstw. Tak w każdym razie utrzymywała Felicja, która twierdziła, że outlook Izy jest idealny, przynajmniej do tej pracy. Element zaskoczenia jest najważniejszy. - Sokolniki zawsze robią na mnie ciekawe wrażenie – kontynuowała przełożona. – To tak, jakby wjeżdżało się do jakiegoś mafijnego schronienia. Wszędzie las, cisza i te majestatyczne, puste domy oddzielone od siebie wysokimi żywopłotami. Wypieszczone do granic możliwości, ale nadal takie całkiem nieżywe. Tylko zaraz przy dzwonku znajduje się informacja, że obiekt jest chroniony przez jakąś dobrze opłacaną firmę. Ale ludzie – ich tu zupełnie nie widać. Jakby ich w ogóle nie było. - Jedziemy do martwego ciała. To już coś. Jednak Iza zgodziła się w duszy z Felicją, że Sokolniki to piękne, ale jednak nieprzyjemne miejsce. Las sam w sobie był wspaniały, jednak te wille pośród wysokich drzew naprawdę robiły wrażenie opuszczonych. Winę za to mógł ponosić maj, który nie jest jeszcze dobrym terminem dla zajętych ludzi z miast do porzucenia znajomego zgiełku i przeniesienia się choćby na parę dni do lasu. Majętni obywatele przyjadą tu dopiero pod koniec czerwca, kiedy pogoda się ustabilizuje i w zaciszu sosny będą mogli ustalać swoje dalsze wakacyjne plany. Dlatego większość domów stała pusta. Panie musiały zostawić samochód na ścieżce leśnej i dalej ruszyły piechotą. Felicja zachwycała się otaczającą ją przyrodą i próbowała odgadnąć nazwę każdej napotkanej rośliny. Nie zauważała przy tym, że jej nowe buty zupełnie toną w błocie. Dotarły do miejsca zbrodni. Pani komisarz zwróciła się z paroma pytaniami do pracujących policjantów, następnie poszła obejrzeć ciało. Pochylając się nad odkopaną twarzą młodej dziewczyny zwróciła się do Izabeli: - No i co możesz mi o tym wszystkim powiedzieć? - Co? Znaczy, słucham? - Opowiedz mi swoje pierwsze wrażenie. A jeśli go nie masz, to po prostu opisz mi co widzisz. Chcę poznać odczucia inne od moich własnych. Możliwe, że coś mogę przeoczyć. - Acha… ee… - Iza rozejrzała się dokładnie by zebrać jak najwięcej „pierwszego wrażenia”. – Więc sprawa wygląda następująco: młoda dziewczyna znaleziona w lesie, złożona w niedawno wykopanym grobie. Na oko nastolatka, może siedemnaście – dwadzieścia lat. Ciemnowłosa, zgrabna i za życia prawdopodobnie ładna. Ubrana w krótkie spodenki i czarną bluzeczkę na ramiączka – widocznie wybierała się lub wracała z imprezy. Na pierwszy rzut oka nie widać żadnych śladów walki czy gwałtu. Ale jej twarz… - No właśnie, jej twarz… - Felicja pochyliła się jeszcze niżej nad ciałem. – Wygląda, jakby właśnie zobaczyła ducha. Twarz dziewczyny wykrzywiona była w nienaturalny sposób. Usta otwarte, jakby niemy krzyk próbował ostatni raz wydrzeć się z sinych warg. Nozdrza były powiększone, oczy wyszły z orbit i zastygły w wyrazie całkowitego przerażenia. Izie ciarki przeszły po plecach. Felicja zdawała się jednak bardzo zadowolona z odkrycia. - Ciekawe, wygląda, jakby umarła ze strachu. Tak jak to zazwyczaj się dzieje na filmach grozy. Czy w Sokolnikach straszy? - Ee… nic mi o tym nie wiadomo. - Tak, duch tłumaczyłby też kompletny brak śladów walki. Wygląda na to, że nasza denatka zupełnie nie spodziewała się śmierci. – Felicja oderwała wzrok od niesamowitej twarzy i powiodła wzrokiem po scenerii. – Tak, najwyższy czas się dowiedzieć z kim w zasadzie mamy do czynienia. I całe szczęście, że już jest pierwszy świadek. Świadek, czyli Michał i de facto jego suczka Bereta czekali niecierpliwie, aż śledczy łaskawie zwrócą na nich uwagę. Michał już parę razy mówił, że ma o wiele ważniejsze sprawy na głowie i musi wracać do swojej leśniczówki. Felicję obdarzył niechętnym spojrzeniem. - No co chce pani wiedzieć? – zapytał ponuro – Proszę pytać szybko, bo mnie się śpieszy. - O, a gdzie się panu śpieszy? – zagadnęła uprzejmie pani komisarz. – Pan jest tu leśniczym, co nie? - Co nie. To znaczy tak, jestem. I jestem przez to bardzo zajęty. Jeśli chcecie panie wiedzieć kim jest ta dziewczyna to już mówię: to Katarzyna Skorkowska, mieszkała tutaj z rodzicami. Nie znałem jej, tylko tyle, że z widzenia. To wszystko? Mogę już iść? - Nie, nie, niech pan poczeka! Proszę mi dokładnie opisać, jak pan znalazł ciało! Michał zerknął na zegarek i westchnął z rezygnacją. Potarł czoło i oczy jakby próbował zetrzeć z siebie ślady zmęczenia. Felicja przyglądała mu się z uwagą, bez jednak tej radosnej ciekawości z jaką patrzyła na przerażoną twarz Katarzyny. Izabela podejrzewała, że jej przełożona już ma wyrobione zdanie o tym człowieku. Również spróbowała wyrobić sobie jakiś pogląd, ale jakoś nic nie przychodziło jej do głowy. Na zawód Michała wskazywał jego zielony mundur, zaś z wyglądu przywoływał na myśl pana Wołodyjowskiego – niski, o jasnych włosach i zaciętym wyrazie twarzy. - Widzą panie, moja córka została sama w domu. Ma teraz ciężki okres, zdaje maturę. Obiecałem, że będę jej robić śniadania i takie tam, żeby nie musiała się niczym przejmować poza nauką. Śmierć kole… dziewczyny z sąsiedztwa jest już dostatecznym przeżyciem i chciałbym być z nią w tej chwili. Oczywiście one się nie kolegowały – dodał pośpiesznie – ale… rozumieją panie. Mieszkam jakiś kawałek stąd, zanim dojdziemy, na pewno zdążą mnie panie o wszystko wypytać. - Doskonały pomysł! – ucieszyła się Felicja – I przy okazji będzie pan mógł dostarczyć nam mapę lasu oraz przepytamy pana córkę! Jak się nazywa? - Yhmm… Lidia… Czy to konieczne? One się praktycznie nie znały. - No to nie będziemy długo rozmawiać. Felicja wydała rozkazy technikom po czym ruszyli leśną ścieżką. Bereta posłusznie szła przy nodze pana, jakby przeczuwała, że stało się coś niedobrego i nie należy w takiej sytuacji zbytnio się oddalać. Kiedy jednak Izabela schyliła się by ją pogłaskać, wyszczerzyła w jej stronę wielkie kły. - Jak to się stało, że znalazł pan ciało? – zapytała Felicja biegnąc niemalże przy leśniku. - Mój pies ją wykopał. Myślałem z początku, że to martwe zwierze, a to była… ech… Zdarza się, że rano znajduję pozostawione przez kłusowników ciała małych zwierząt. To takie przykre. Słońce przebiło się przez wysokie korony drzew i oświetliło na chwilę jego twarz. Malowało się na niej zmęczenie i zatroskanie. Izabela zastanawiała się, czy to przez odnalezione ciało, czy może wspomnienie kłusowników. Wciągnęła gwałtownie powietrze do płuc i aż zakrztusiła się jego świeżością. Wokół niej intensywnie pachniał las. - Czyli codziennie rano obchodzi pan cały las? - No, nie cały, jest zbyt duży. Mam wydzielone rewiry, które odwiedzam w różnych porach dnia. - I tak jest zawsze? - Oczywiście. Dla mnie jest to o wiele wygodniej, a i moja córka wie, w jakiej części lasu może mnie znaleźć. - A ile osób, poza pana córką, wie o pana codziennym planie zajęć? Michał zastanowił się chwilę. Bereta bardzo nieufnie przypatrywała się obu policjantkom. Udało jej się dostatecznie zrazić do siebie Izabelę, że ta teraz szła z drugiej strony i w pewnym oddaleniu. Tymczasem Felicja zupełnie nie zwracała uwagi na złowrogie spojrzenia psa. - Raczej nikt, bo się z nikim tym nie dzielę. Właściciele pubu przy drodze wiedzą, że co rano przechadzam się koło ich śmietników, bo mieliśmy na ich temat małe starcie. I jest jeszcze taka dziwaczna kobieta, co przechadza się po lesie i zbiera rośliny. Nazywa się Natalia Licka. Mieszka w wielkim domu w środku lasu i utrzymuje, że jest farmaceutką i potrzebuje ziół do badań. Spotykam ją od czasu do czasu podczas obchodu. Możliwe, że domyśla się, jaki jest mój rozkład dnia. - To wszyscy? Ale chyba w Sokolnikach obecnie mieszka trochę więcej osób? – Felicji udało się dogonić Michała, bo wyszli wreszcie na udeptaną leśną ścieżkę. - Nie interesuje mnie to – leśnik wzruszył ramionami. – O takie rzeczy proszę pytać właścicieli pubu, oni powinni być w tym lepiej zorientowani niż ja. - Ta droga prowadzi wprost do pubu, tak? Często nią pan chadza? Michał nerwowo zamrugał oczami. By ukryć zmieszanie, znów przetarł oczy. - Mówiłem już, że mieliśmy ostrą wymianę zdań na temat ich śmietników. Gdy się tu sprowadzili, wystawiali je luzem na zewnątrz, a to przyciągało dzikie zwierzęta. Musiałem ich upomnieć. Ale to jakieś miastowe bufony nieprzyzwyczajone do takiego życia. Dlatego przychodziłem tam co rano i robiłem awanturę. Wreszcie mieli tego dosyć i zabudowali śmietniki. Nadal jednak chadzam tam około szóstej. Jak już mówiłem, niezbyt lubię zmieniać raz podjęte nawyki. - No dobrze, czyli dziś rano był pan w drodze do pubu i z powrotem. Czy zauważył pan coś dziwnego? - Nic – Michał pokręcił głową. - A wczoraj wieczorem lub w nocy? O której godzinie robi pan ostatni obchód i gdzie? - Mniej więcej to samo miejsce co rano, tylko krócej, bo jestem zazwyczaj zmęczony. Wychodzę koło dwudziestej trzeciej, jak Lidia już śpi. I, niestety, nic wczoraj nie zauważyłem. Felicja wyjęła notesik i zapisała w nim coś. Tymczasem dochodzili już do leśniczówki. Michał mieszkał w małym ocieplonym styropianem domku otoczonym schludnym ogródkiem i wysokim, drewnianym płotem. Bereta miała tu swój wybieg i budę, ale po tym, jak śmiało przekroczyła próg, można było sądzić, że zazwyczaj spała w domu. Od razu zajęła pokryty sierścią dywanik przy wejściu i stąd obserwowała obie policjantki. Michał, choć niechętnie, zaprosił je do środka i wstawił wodę na herbatę. Zawołał również córkę, która siedziała jeszcze w sypialni na piętrze i suszyła włosy. - Mieszkacie tu we dwójkę? – zapytała Felicja. Krążyła po pokoju i oglądała dokładnie prawie każdą rzecz. Izabela próbowała naśladować jej ruchy, choć nie widziała nic ciekawego w tym prosto umeblowanym saloniku. Ot, parę drewnianych mebli, przezroczysty stół jadalny, na ścianie porozwieszane poroża i dumnie oprawiony w ramki dyplom za zajęcie trzeciego miejsca w ogólnopolskich zawodach strzeleckich. Może ten ostatni bardziej by ją zainteresował, ale Kasia nie została zastrzelona. - Nie wiem, co ma to wspólnego ze śmiercią tej dziewczyny, ale tak – mruknął Michał z przekąsem. – Jestem rozwodnikiem. Matka Lidii zostawia nas gdy mała miała dwa lata. - Uu, przykro mi. - Niepotrzebnie. Czasem lepiej jest żyć samotnie, niż z kimś. Ostatnie zdanie Michał powiedział bez cienia żalu. Izabelą wstrząsnął dreszcz. Miała nadzieje, że nigdy w swoim życiu do takiego wniosku nie dojdzie. Felicja musiała zobaczyć już wszystko, co ją mogło interesować, bo usiadła na pokrytej filcem i psimi włosami kanapie i zapytała o herbatę. Leśnik trochę się zmieszał. Widać było, że nie miał ochoty bawić dłużej w towarzystwie wścibskich, w dodatku młodszych od niego policjantek. Herbata tylko przedłużyłaby proces wywiadu. - Więc mówił pan, że nie znał dobrze Katarzyny Skorkowskiej? – zapytała Iza. - Jestem przekonany, że ze wszystkich osób mieszkających w Sokolnikach ja o niej mogę powiedzieć najmniej. Wiem, że pracowała we wspomnianym już przeze mnie pubie, bo widziałem ją jako kelnerkę. Potem jednak odeszła, lub może ją Julia zwolniła, nie wiem dokładnie. Julia – pani Kowalczyk, to właścicielka pubu. Na pewno chętnie paniom udzieli wyczerpujących odpowiedzi. - Świetnie, udamy się tam zatem! – Felicja znów zapisała coś w notesiku i zerwała się z kanapy. W tej chwili usłyszały kroki i na schodach ukazała się drobna, dziewczęca postać. Skoro zdawała maturę, można się było spodziewać dziewczyny o już wyraźnie kobiecych kształtach z odrobiną jeszcze tej dziecinności na twarzy. Tymczasem na dół schodziła panienka, którą można by najwyżej posądzić o lat czternaście. Lidia była niska, a figurą bardziej przypominała chłopca niż kobietę. Była podobna do swojego ojca. Wspólne cechy kończyły się na twarzy, gdzie królowały wielkie, brązowe oczy otoczone gęstymi rzęsami i naturalnie wygiętymi, miękkimi brwiami. Wyrazu słodyczy dodawały jej złote loczki wijące się wokół policzków i opadające na ramiona. Pani komisarz nie traciła czasu i zanim Michał zdążył się zorientować, już stała przed śliczną panienką i machała jej przed oczyma odznaką. - Dzień dobry, moje nazwisko Markowska Felicja i zajmuję się sprawą zabójstwa Katarzyny Skorkowskiej. A oto – tu wskazała na Izę – moja partnerka Izabela Majewska. Chciałybyśmy zadać tobie kilka pytań. Lidii, choć starała się być bardzo dzielna, wargi zadrgały, a oczy napełniły się łzami. - Och, tak wiem, Kasia nie żyje – jęknęła cicho. – Tata zdzwonił do mnie i powiedział… Michał zrobił taki ruch, jakby chciał odepchnąć Felicję, ale powstrzymał się i zrezygnowany odszedł do kuchni. - Lidia nie znała się dobrze z Kasią! – zawołał. Dziewczyna uśmiechnęła się nieśmiało. - To niemożliwe! – zaprzeczyła żywo pani komisarz. – Przecież byłyście sąsiadkami, jedynymi dziećmi mieszkającymi tu na stałe w okolicy. Musiałyście się dobrze znać! - No… trochę się znałyśmy – szepnęła. – Może nawet więcej niż tata by sobie tego życzył. Ale zabronił mi się z nią kolegować, więc nie mogę paniom teraz pomóc. Proszę to zrozumieć… To błagalne spojrzenie zmiękczyłoby nawet najtwardsze serce, a serce Felicji było zazwyczaj ciepłe i otwarte. Odwzajemniła promiennie uśmiech i uścisnęła lekko dłoń Lidii. - Oczywiście, porozmawiamy kiedy indziej. Przez najbliższy tydzień będziemy z Izabelą chodzić po okolicy więc na pewno jakoś się spotkamy. Panienka odetchnęła z ulgą. Spojrzała ponad ramię policjantki na Michała, który wysunął się z kuchni zaniepokojony tajemniczymi szeptami i teraz patrzył badawczo na córkę. Lidia zeszła ze schodów i zaproponowała, że zrobi śniadanie. - Chyba będziemy już musiały się zbierać – powiedziała Iza mająca już dosyć nieprzychylnej im atmosfery panującej w tym małym domku. – Musimy wreszcie rozejrzeć się dokładnie po okolicy. Obiecał nam pan mapę lasu z zaznaczonymi pana czasowymi rewirami, prawda? - Tak, oczywiście – mruknął Michał. Mapę zdjął ze ściany i czerwonym flamastrem naniósł odpowiednie granice wraz z godzinami. Oddając ją policjantkom powiedział, że mogą już ją sobie zatrzymać i pisać na niej do woli, bo tego typu rzeczy ma mnóstwo. - Może nie jestem zbyt rozmowny i towarzyski – powiedział, gdy się żegnali, - i nie lubiłem tej dziewczyny, ale naprawdę zależy mi, żebyście złapały panie tego drania. W końcu moja córka jest… była w jej wieku. Felicja szła ścieżką bardzo zadowolona z siebie. Nawet wsadziła ręce do kieszeni i wesoło pogwizdywała. Izabela szła tuż przy niej próbując odgadnąć dobry humor przełożonej. - Niezbyt przyjemny ten człowiek – mruknęła, by zagaić rozmowę. - A owszem – przytaknęła Felicja. – Ale wbrew pozorom będziemy miały z niego mnóstwo pożytku. To uszy i oczy tego lasu. Nic się tu nie może zdarzyć bez jego wiedzy. - No, ale przecież powiedział, że nic nie zauważył wczoraj w nocy! A ze wstępnych ustaleń techników wynika, że musiała zginąć późnym wieczorem. - Nie musiała ginąć w lesie, jej ciało mogło zostać tam zawiezione. - No tak, ale i tak wtedy powinien on albo jego pies coś zauważyć! - I właśnie to jest w tym najciekawsze! – wykrzyknęła radośnie Felicja. Gwizd przeszedł w wysokie tony. Pani komisarz była bardzo…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Kwiatuszek - rozdział 1 — czytnik · opowiadania