Kryminał · 32 min czytania
Kwiatuszek - rozdział 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kasia Felicja Markowska uwielbiała swoją pracę. Izabela sądziła, że jej przełożona po prostu niczego nie brała poważnie. Życie było dla niej jedną wielką grą, każde kolejne morderstwo – wyzwaniem, a napotkany człowiek cząsteczką jednej wielkiej układanki. Widziała świat z zupełnie innej perspektywy. Związała się z patologiem pracującym w policyjnej kostnicy – Aleksandrem. Często przesiadywała u niego dyskutując o przywiezionych zwłokach. Aleks był przystojnym mężczyzną i na pewno stać go było na większy romantyzm, jak zabranie dziewczyny do restauracji czy spacer po parku. Ale tak widocznie było mu łatwiej, wśród zabieganego dnia spotykać się ze swoją dziewczyną i w ramach randek rozmawiać o kryminalnych sprawach. Według Izabeli Felicja nie postrzegała leżących na stole operacyjnym zmarłych jak prawdziwych istot, tylko jak puzzle, które musi wpasować w odpowiednie miejsce. Może była wypruta z wszelkich emocji, a może po prostu uwielbiała swój zawód. Teraz też z kanapką w ręku pochylała się nad nagimi zwłokami młodej dziewczyny i żując zadawała pytania swojemu chłopakowi: - Uważasz, że szła na imprezę? Ja właśnie takie odniosłam wrażenie, jak ją pierwszy raz zobaczyłam. - Tak, nie da się ukryć – Aleks, przystojny wysoki blondyn pokiwał głową. – Miała mocny makijaż, spodnie – biodrówki, spod których wystawały czarne stringi, swoją drogą myślałem, że już niemodne… - Och, pewne rzeczy nigdy nie wychodzą z mody! - …no, chyba tak. Nie znam się na tym. Poza tym miała czarną bluzeczkę na ramiona z wielką, tandetną złotą czachą i błyszczącą kurteczkę. Do tego mała, czarna, nabijana ćwiekami torebka. Jej zawartość jest tam na stole. Izabela podeszła bliżej. Równiutko, obok siebie leżały: telefon komórkowy, klucze, paczka papierosów, zapalniczka, jednorazowe chusteczki do nosa, portfel z pieniędzmi (ok. 150zł) i paczka prezerwatyw. Tym ostatnim Izabela przyjrzała się z wielkim zdziwieniem. - To chyba nie jest ważne! – zawołała do niej Felicja – Wśród nastolatków seks jest na porządku dziennym. Lepiej zajmij się sprawdzaniem połączeń na komórce. - Może i nie – Izabela wzruszyła ramionami starając się ukryć zażenowanie. – Ale dziwi mnie, czemu dziewczyna ma przy sobie takie rzeczy, a nie chłopak. Ona… chyba powinna mieć pigułki… czy coś w tym stylu. - Bo młodzi chłopcy raczej nie myślą o zabezpieczeniu się – mruknął Aleks. – To dziewczynki muszą unikać ciąży i uważać na swoich partnerów. -Yhm… chyba tak… Izabela odłożyła na bok prezerwatywy, a następnie wzięła do ręki komórkę. - Ale wydaje mi się, że ofiara nie miała na sobie żadnych śladów seksualnej napaści – ciągnęła dalej Felicja przyglądając się ciału i żując bułkę. - Absolutnie nic. Przyjrzałem się jej dokładnie. Ma rzecz jasna parę otarć, ale musiała nabawić się ich wcześniej. Bardzo dbała o swoją skórę. Można z niej czytać jak z otwartej księgi. Tylko, że dziewczyna nie została pobita czy zgwałcona. Ona po prostu nie żyje. - No i tu dochodzimy do najważniejszego. Powiedz mi, Aleks, jak! Patolog uśmiechnął się dziwnie i spojrzał na panią inspektor. Iza oglądała paczkę papierosów („dla eleganckich kobiet”, oczywiście z wielką informacją od ministerstwa zdrowia, że mogą zaszkodzić) i zmyślną zapalniczkę. Nie była to byle jaka zabawka, ale wyprofilowana, w kształcie dygającej kobiety w długiej sukience. Gdy lekko naciskało się jej odsłonięte ramię, z aureoli nad głową wyskakiwał kształtny pióropusz ognia. Prawdziwe cacko, które bardziej pasowałoby do dojrzałej kobiety, niż licealistki. Dopiero po chwili zorientowała się, że w kostnicy panuje cisza. Felicja przewiercała Aleksa wzrokiem pełnym podekscytowania. - Zawał serca – powiedział wreszcie. - Że co?! - No, też jestem zaskoczony, ale wszystko na to wskazuje. Wygląda na to, że zmarła na zawał serca. Sprawdźcie, czy przypadkiem nie chorowała, ale stawiam, że raczej ktoś jej pomógł. - Ale jak? Przestraszył ją czy co? - Możliwe. Wysłałem do laboratorium próbki, niech to dokładniej zbadają. Ona nie wygląda na osobę, którą mogło coś łatwo wystraszyć. Nie jestem detektywem, ale wydaje mi się, że to nie była jakaś trzęsąca się trusia. - Nie, masz rację – przyznała Felicja. – Może gdzieś na ciele ma ślady po wbiciu igły czy coś? - Nie, na pewno nie, już to sprawdzałem. - Czyli nasza koleżanka też nie była ćpunką. - Raczej nie, ale poczekajmy na wyniki z laboratorium. - Zatem otruta! – wykrzyknęła radośnie pani inspektor. – Trzeba będzie ustalić, kto w okolicy używa leków nasercowych. Jaki jest czas zgonu? - Około dwudziestej drugiej. - Hmm, o tej godzinie leśnik chodził po lesie i nic nie zauważył… – myślała na głos. – Ale nie musiała zginąć w lesie. Jej ciało mogło zostać przywiezione i zakopane… - I prawdopodobnie tak było – zgodził się Aleks. - Myślicie, że to morderstwo z premedytacją? – zapytała Izabela. – Dziewczyna komuś się naraziła i postanowił ją zabić? - Możliwe – Felicja pokiwała głową. – Skoro jednak tak nad tym medytował, czemu nie zabrał pieniędzy i drogiej komórki, żeby przynajmniej upozorować motyw rabunkowy? - To ty tak uważasz, ponieważ masz już pewne… doświadczenie – zauważyła Iza. – Morderca mógł po prostu tego nie brać pod uwagę. Pozbył się kłopotu w postaci dziewczyny i koniec. Dla niego sprawa jest zamknięta. - Więc uważasz, że szukamy kogoś zadufanego w sobie, nie wierzącego w zdolności policji? To już coś. Iza, musisz się teraz dokładnie przyglądać wszystkim przesłuchiwanym i analizować ich próżność i szacunek dla nas. - Oj, to tylko jedna z możliwości! A może morderstwo wcale nie było przemyślane, tylko było aktem spontanicznym, napadem na zupełnie nie spodziewającą się dziewczynę? Może nie miała czasu się bronić. A jej wyraz twarzy wskazuje, że jednak się czegoś bardzo przeraziła przed śmiercią. - To naturalny odruch przy zawale serca – odparł patolog. – Nie mogła złapać tchu, zaczęła się dusić. Przeraziła ją sytuacja, w której się nagle znalazła. Przez Izę przebiegł dreszcz. - No dobrze – Felicja zwinęła papier po kanapce w kulkę i wrzuciła do kosza. – Poinformuj nas, jak przyjdą wyniki z laboratorium. My tymczasem zajmiemy się środowiskiem, w którym żyła denatka. Państwo Skorkowscy pracowali w Łodzi w jednym z wysokich, oszklonych biurowców. Znaleźli odrobinę czasu, by rozpoznać ciało własnej córki, ale potem policjantki musiały jechać z nimi do biura. Ojciec tłumaczył, że to pozwoli zapomnieć im o tragedii, ale Iza miała wrażenie, że Remus dobrze ich podsumował. Pieniądze, były ich jedynym celem. - Kasia często wychodziła wieczorami – mówiła matka. – Pozwalaliśmy jej na to, rzecz jasna. I nie pytaliśmy, gdzie idzie. Uważaliśmy z mężem, że to ograniczałoby jej swobodę. A w końcu nastolatki potrzebują wolności, inaczej stają się nieznośne. My z Kasią nigdy się nie kłóciliśmy. - To prawda, w naszym domu zawsze było cicho – wtrącił ojciec. Felicja pochwaliła ich za nowoczesne podejście do wychowania dzieci. Iza nie wiedziała, co powiedzieć. - Czy dostawała od państwa jakieś kieszonkowe? - Och tak, oczywiście – matka pokiwała głową. – Pięćset złotych na miesiąc. Tylko na tym polu mieliśmy kiedyś małe starcie. Sugerowała, że jej koleżanki dostają więcej. Powiedziałam jej, że jeśli chce więcej pieniędzy, niech je sobie zarobi. No i zaczęła zarabiać. Była z niej taka odpowiedzialna dziewczynka. Rodzice na chwilę zamilkli. Oboje wytarli oczy w chusteczki. - A gdzie pracowała córka? – zagadnęła Iza. - Och, to tu, to tam – powiedziała matka zdławionym głosem. – Ale już uczyła się samodzielności. - Wydaje mi się – odparł ojciec – że pracowała dla pani Helenki. To nasza sąsiadka. Ma córkę, trochę starszą od naszej Kasi. - To bardzo niemiła dziewczyna – dodała matka. – Raz złapała mnie w sklepie i zapytała, czy zdaję sobie sprawę, gdzie moja córka bywa wieczorami. Odpowiedziałam, że to nie jej interes. Próbowała potem jakoś się tłumaczyć, ale wyszłam obrażona. Sugerować coś takiego przy matce! Wyjątkowo źle wychowana dziewucha. Zapewne zazdrościła naszej Kasi powodzenia. Do niej praktycznie nikt nie zaglądał. Dopiero niedawno wprowadził się ten artysta i żyją razem ku zgorszeniu okolicy! - Może pani Potowska jest tak samo tolerancyjna i otwarta na potrzeby młodych jak państwo? – zapytała Felicja. - Być może. Ja tam się nikomu do spraw prywatnych nie wtrącam, w przeciwieństwie do tej niegrzecznej Elzy. Niech żyje sobie z kim tam chce, ale niech nie sugeruje dziwacznych rzeczy! - A co dokładnie próbowała powiedzieć? - Ach, tak dokładnie już teraz nie pamiętam, a wiem, że dla policji dokładność jest najważniejsza. Powiedziała chyba coś w stylu, że praca dla jej matki nie jest odpowiednim zajęciem dla młodej dziewczyny z dobrego domu. - To chyba niewiele znaczy – zauważyła Izabela. - Może i nie, ale sposób, w jaki to powiedziała, bardzo mnie uraził. Tak jakby sugerowała, że nie wiemy, co się dzieje z naszą córką. - A inne prace? Pracowała gdzieś jeszcze? - Oj, chyba tak – ojciec pokiwał głową. – Przynajmniej nie było już awantur o pieniądze. Chyba raz przyszła do nas ta stara panna z niedawno otwartej restauracji… - Bardzo szykowna dama, szkoda, że nie znalazła męża. Widocznie mężczyźni uznali, że nie stać ich na tak drogą dziewczynę – wtrąciła matka. - …przyszła i powiedziała, że nasza córka dla nich pracuje w takich i takich godzinach. - Bardzo stosowne zachowanie – matka pokiwała z aprobatą głową. - Myślę, że moja córka dobrze wtedy wybrała. Julia Kowalczyk to jedna z najlepiej ubranych kobiet. Na pewno dobrze jej płaciła. - Przynajmniej nie było awantur o pieniądze. Znów zapadła niezręczna cisza. Felicja zapytała jeszcze o nazwiska przyjaciół Kasi, których rodzice niestety nie znali, a Izabela o połączenia. Ze wstępnej analizy wynikało, że około dwudziestej pierwszej ojciec dzwonił do córki. Pan Skorkowski nie mógł jednak przypomnieć sobie tego wydarzenia. - Wczoraj o dwudziestej pierwszej siedziałem u siebie w domowym biurze i pracowałem. Jestem pewien, że do nikogo wtedy nie dzwoniłem. - Mogę zobaczyć pana telefon? Ojciec wahał się, ale w końcu podał im swoją nowoczesną komórkę bardziej przypominającą maleńki komputer niż telefon. Musiał pokazać Izie, jak znaleźć historię ostatnich połączeń i ze zdziwieniem odkrył, że faktycznie dzwonił wczoraj do córki. - Nie, na pewno nie – kręcił głową. - Czy telefon miał pan cały czas przy sobie? - Szczerze mówiąc nie. Zanim dostaliśmy wiadomość, że… no… i musieliśmy jechać do… no… to szukałem telefonu. Na szczęście żona wykręciła mój numer i odnalazłem ją po sygnale. - Rozumiem, to chyba wszystko - Felicja z wdzięcznością uściskała dłonie zbolałym rodzicom. – Chciałybyśmy jeszcze przeszukać pokój waszej córki. O której będą państwo z powrotem w domu? - Tak jak zazwyczaj, czyli koło dwudziestej drugiej. No, może dzisiaj postaramy się być wcześniej. Przy pożegnaniu, gdy państwo Skorkowscy już mieli zniknąć za szklanymi drzwiami wielkiego biurowca, Felicja odwróciła się do nich z okrzykiem „Aa!” w stylu porucznika Colombo i podeszła z ostatecznym pytaniem: - Czy pańska córka chorowała na serce? - Słucham?! Nie, oczywiście, że nie! Była całkowicie zdrowa! – rodzice wymienili spojrzenia. - Ustaliliśmy, że zmarła na zawał. Na pewno nie brała żadnych leków? Ojciec ukrył twarz w dłoniach. Matka zesztywniała i zdławionym głosem zwróciła się do policjantki: - Powiedziano nam, że została zamordowana. Szybko weszli do środka, pozostawiając Felicję wpatrzoną w rozchwiane drzwi. - Co za okropni ludzie – jęknęła Izabela. – Mieli gdzieś swoją córkę. Mogła równie dobrze pracować jako striptizerka i tak by ich to nie obeszło. Najważniejsze, żeby po pracy mieli ciszę w domu. I teraz będą mieć! - Uspokój się, Iza – Felicja szybko wróciła z otchłani własnych rozmyślań i z uśmiechem spojrzała na partnerkę. – To przecież nie twoja sprawa. Pomyśl jednak, ile ważnych rzeczy od nich usłyszałyśmy! - Doprawdy?! Na przykład co? O cokolwiek byś ich nie spytała na temat ich własnej córki – nie wiedzieli! Nawet nie znali imion ludzi, do których wczoraj jechała. Jak my ich teraz odnajdziemy? - Spokojnie, na pewno się znajdą. - Jak byłam w jej wieku, matka nie wypuściła mnie z domu, dopóki nie wyspowiadałam się, z kim idę i gdzie! - I dlatego zapewne nikt cię nie mordował po lasach. Ci państwo zostawili córce zbyt wiele swobody, a przez to również spore pole do popisu mordercy. To musiał być ktoś, kto wiedział o stosunkach panujących w tym domu. Miał sporo czasu, praktycznie cały wieczór i noc na opracowanie planu, bo i tak nikt by się o dziewczynę wcześniej nie upomniał. To ważne. Bardzo ważne. I musiał jeszcze widzieć, że zakopując zwłoki nie zostanie złapany… - Czyli co, wiedział o gestapo-gajowym Michale i zawsze-na-posterunku-przy-oknie Remusie? - Nie wiem, jak lekki sen ma Remus oraz czy przypadkiem to nie szczęście, że udało mu się wyminąć Michała i jego psa… Widziałaś ciuchy tej Julii? Ciekawe, na czym tak się dorobiła, że stać ją na prowadzenie mało dochodowego interesu w środku lasu. Nawet businesswoman Skorkowska docenia jej gust! Co za kobieta! - Felicja, czy to ważne? – jęknęła Iza. – Nie wyobrażam sobie panny Kowalczyk mordującej tą biedną dziewczynę w środku lasu. A potem co, poprawiła swój warkocz, bo parę kosmyków osunęło się na ramiona podczas wysiłku zarzucania jedwabnych rajstop na szyję dziewczyny i odeszła w swoich bucikach na obcasie, by razem z bratem omawiać wspólne alibi? - Masz stanowczo zbyt płytką wyobraźnię. I nie mogła tego zrobić rajstopami, nawet najdelikatniejszymi, bo duszenie zostawia ślady. Nie, musiała ją otruć. Tylko jak? - Zaraz, więc ta Julia jest podejrzana? Felicja obdarzyła koleżankę wymownym spojrzeniem. Następnie uniosła oczy do góry i lekko pokręciła głową, jakby nie mogła się nadziwić nad małą bystrością podwładnej. - Oczywiście, że jest podejrzana! Wszyscy są podejrzani, dopóki nie udowodnią mi, że nie mogli popełnić tej zbrodni! A teraz choć, Izabello, użyjemy twoich technicznych zdolności, by przy pomocy komórki i tych ochłapów wiedzy rzuconych nam przez Skorkowskich wyśledzić przyjaciół naszej denatki. Potem zaś wracamy do Sokolnik! Młodzi ludzie, z którymi udało się porozmawiać Izie, byli wstrząśnięci śmiercią koleżanki, ale chyba jeszcze bardziej przerażała ich wizja rozmowy z policją. Wzajemnie dawane sobie alibi jednak potwierdzały się, a na ich korzyść jeszcze przemawiała odległość między Łodzią a Sokolnikami. Felicja i Iza natrafiły na dziewczynę tytułującą się „najlepszą przyjaciółką” Kasi. Ta młoda kobieta miała w sobie coś. Na pierwszy rzut oka wyglądała jak zwyczajna dziewczyna z opalenizną z solarium, szponiastymi, wypukłymi paznokciami i twarzą pokrytą grubą warstwą podkładu, by ukryć oznaki niewyspania. Przez tą starannie wymalowaną buzię, na której nie zostało już nic naturalnego, przebijał się wyraz cwaniaczki, starszej kobiety, która w swoim młodym życiu przeżyła o wiele więcej niż Iza i Felicja razem wzięte. Gdy dodatkowo z czarnej, plastikowej torebki wyciągnęła zapalniczkę w kształcie dygającej kobiety, by przypalić sobie papierosa, Iza aż krzyknęła. Pani komisarz spojrzała na nią wymownie. Sama stała jak najdalej od palaczki, obsesyjnie bojąc się, by szkodliwy dym nie uszkodził jej wypachnionej skórki. Izie jednak nie chodziło o urodę, o której zachowanie tak uporczywie walczyły obie panie. Wyciągnęła rękę i wskazała na ołowianą postać, którą zdobił teraz język niebieskawego płomienia. - Skąd masz tę zapalniczkę? – zapytała. - A co? – zapytała wyzywająco dziewczyna patrząc odważnie policjantce w oczy. - Taką samą miała Kasia. Kupiłyście ją w tym samym miejscu? Ma dość niespotykany kształt. - Eee… - przyjaciółka podrapała się po głowie, sadza z papierosa opadła na jej śliwkowo czarne włosy. – Możliwe. Ja i Kaśka wiele rzeczy robiłyśmy wspólnie Była moją przyjaciółką od serca. - Rozumiem – Iza pokiwała głową. – A nie zdziwiłaś się, czemu Kasia nie zjawiła się o dwudziestej drugiej na imprezie? - Nie – dziewczyna szczerze pokręciła głową, choć chytre oczka wciąż przesuwały się po