Akcja · 6 min czytania
L.B. Noire 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
2
Zaszedł aż pod… hurtownię owoców. Nieważne skąd i tak je mają. Micollo wraz z Frankiem wysiedli z samochodu. Za nimi szli dwaj funkcjonariusze policji. Wyciągnęli rewolwery. Szli cicho i wolno aby nikt ich nie zauważył. Lekkim ruchem ręki Micollo otworzył żelazne drzwi do fabryki. Do wielkiego magazynu wpłynęło trochę światła. Pod sufitem wisiała kiwająca się jak zegar lampa oświecająca lekko pomieszczenie. Szli w stronę głosów. Micollo nakazał aby gliniarze zostali. Sam wraz z Frankiem poszli. Zobaczyli trzech ludzi. Stali przy koszu pełnym pomarańczy. Jeden z mężczyzn miał strzelbę. Drugi trzymał za kark skrępowanego mężczyznę i coś do niego gadał. Po chwili widocznie się zdenerwował i włożył głowę więźnia w kosz owoców. Głęboko. Potem podstawił mu do czaszki rewolwer. Skrępowany człowiek zaczął się szamotać w lewo i w prawo. Po chwili rozległ się strzał. Miąższ z pomarańczy wytrysnął w powietrze razem z krwią. Mężczyzna trzymający strzelbę spostrzegł detektywów i wystrzelił. Frank upadł na ziemię krzycząc. Chwycił się za krwawiącą nogę. Podczołgał się za regał z jabłkami i mandarynkami i próbował jakoś zatamować krwawienie. Policjanci podbiegli do Micollego i zaczęli strzelać do bandytów. Jednego udało się postrzelić w nogę. Nagle za bandytami otworzyły się drzwi. Stało w nich dwóch mężczyzn. Za nimi stała zaparkowana furgonetka. Rozległy się strzały z karabinu maszynowego. Jeden z napastników miał tommy guna. Seria za serią. Łuski pocisków spadały na ziemię. Funkcjonariusz Pete upadł na ziemię. Dwie kule przeszyły mu klatkę piersiową. Bandyci wsiedli do ciężarówki. Micollo zaczął pędzić do zaparkowanego przed magazynem samochodu. Wybiegł i wybuch odrzucił go w tył. Płomień z jego auta buchnął na dwa metry. Czarny dym unosił się w niebo. Ciężko dyszał. Podszedł do niego drugi z policjantów trzymając na barkach postrzelonego Franka. Jego noga dalej krwawiła. - Cholera, uciekli nam! Wezwałem już karetkę. Nic panu nie jest? - Nie, to tylko lekkie zadrapania. Kiedy będą? - Za jakieś pół godziny. - Mam nadzieję, że szybko złapiemy tych sukinsynów. - Ja też inspektorze, ja też.
***
- Sprawdziłeś ciało tego zamordowanego w magazynie? – zapytał Micollo. - Tak proszę pana. – odrzekł lekarz sądowy. - I co? Kto to jest? - James Winem. Brat tego zabitego Winema. - Teraz to już na pewno coś łączyło Winema z Minetoo. - Racja. Policja przeszukała jego ubranie. Znalazła w nim dziesięć tysięcy w gotówce i rewolwer. To musiał być mafiozo. Więc pewnie jego brat też był. Przypuszczam, że… - Może Minetoo był coś winien tym gangsterom. I Winem też. Aby spłacić długi Minetoo miał zabić Winema. A później z rozpaczy się zabił. - Przepraszam, ale przypuszczałbym, że Minetoo był szefem lub jakimś…