Dla dzieci · 7 min czytania
Labirynt wśród majtek i biustonoszy.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W zeszłym roku pojechaliśmy na wystawę piłek nożnych. Była to moja najlepsza wycieczka szkolna. Te wszystkie marki jak adidas, nike, puma, rebok i wiele, wiele innych. Jeszcze teraz na samo wspomnienie przeszywa mnie dreszcz podniecenia. W tym jednak roku wycieczkę wybierały dziewczyny. Do tej pory nie wiem, czy to była zemsta z ich strony czy też zwykła bezmyślność. Wybrały wyjazd do fabryki produkującej damską bieliznę. Co więcej, pani aż podskoczyła z radości w przeciwieństwie natomiast do Josuy, który tego nieszczęsnego dnia był akurat w szkole. Po usłyszeniu tej niewesołej wiadomości aż spadł z krzesła łamiąc przy okazji jedną z nóżek. - Do, do, do majtek? – spytał leżąc już na ziemi. - Tak, do majtek. A może masz coś przeciwko? – powiedziała pani stanowczym tonem. - Nie, oczywiście, że nie. Będzie to najlepszy wyjazd pozaszkolny – odparł podnosząc się z ziemi. Dziewczyny prawie nie udusiły pani uściskami. Nam jednak odeszły chęci do życia. Najgorsze, że wyjazd miał sie odbyć w dniu, kiedy mamy najlepsze lekcje: informatykę, plastykę, w-f i matematykę. Josuę tak przeraziła ta wycieczka, że do dziś nie pojawił sie jeszcze w szkole, chociaż minęły już dwa tygodnie. Tak, dziś był niestety dzień wyjazdu. Do klasy przyszedł komplet dziewczyn. Zamiast jedenastu, przyszło tylko trzech chłopaków: ja, Mark i Omar. - No, dzieci. Wszyscy do autobusu i jedziemy – powiedziała pani. - Ja nawet odrzutowcem nie chciałbym tam lecieć – burknął pod nosem Mark. Wsiedliśmy wreszcie do autobusu. My wyglądaliśmy jak gang. Wykałaczki w zębach, buty sportowe, na głowach przewiązane chusty, ręce w kieszeniach. Pani natomiast jak jakiś błazen. Różowe, przydługie spodnie, biała bluzka w fioletowe pasy, klapki i parasol nie wiadomo po co, gdyż słońce prażyło jak szalone. Kierowca autobusu na jej widok aż złapał się rękoma za głowę po czym nachylił się nad Markiem i zapytał: - W jakim cyrku występuje ta kobieta? Miał ogromne szczęście, że Lurdes była już w głębi autobusu i nie słyszała tej uwagi. Jedyne co teraz zrobiła, to na głowę założyła jeszcze słomiany kapelusz z ogromnym rondem. Wyglądała jak pomylony Meksykanin. - Widzicie to co ja? – upewnił się Omar. - Masz na myśli komika z Meksyku? – zapytałem. - Chłopcy wiem, że przeżywacie wycieczkę, ale to nie powód aby zakłócać spokój w autobusie – oznajmiła Lurdes, kiedy to Mark słysząc moją wypowiedź na temat pani buchnął głośnym śmiechem. Po dwóch godzinach ciężkiej drogi w gorącym, zatłoczonym autobusie i przy ciągłych westchnieniach podnieconych dziewczyn dotarliśmy wreszcie do fabryki. Tak, nie przejęzyczyłem się, w zatłoczonym autobusie, gdyż zajechaliśmy po drodze do Plany aby zabrać stamtąd jeszcze dwie klasy innych dziewczyn. Tamte były jeszcze głośniejsze i bardziej napalone niż nasze. Co najzabawniejszego, to nie było wśród nich ani jednego chłopaka. Co z tego, że na początku wyglądaliśmy jak gang. Przy siedmiu dziewczynach mogliśmy tak wyglądać ale już wśród dwudziestu sześciu wyglądaliśmy niestety jak dupki. Pierwsze z autobusu wyskoczyły dziewczyny, później Lurdes i dwie inne nauczycielki z Plany a na końcu…