fantastyka · 7 min czytania
Lądowanie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
16 Lądowanie Świat ziemski przywitał ich chłodem. Tal wyszedł pierwszy, a za nim reszta rodziny. Kurczyli się. Alan, widząc negatywny wpływ zimnego powietrza na ich ciała kazał wszystkim cofnąć się do rakietnicy. - Nikt nie mówił, że tutaj jest zimno – stwierdziła Sara. - Saro! Alan włączył analizator i czekał na odpowiedź. - Na Ziemi jest teraz jesień. Możliwe, że temperatura jest poniżej zera. - U nas zawsze jest ciepło – oznajmiła Sara. - Możesz zaczekać aż skończę. Nie jesteśmy już u siebie. Komputer wskazuje, że musimy wstrzyknąć sobie syrium oznaczone numerem trzynastym. Wtedy nasze organizmy przystosują się do ich warunków atmosferycznych i przestaniemy kurczyć się. - No tak. Nikt nie wziął pod uwagę, że jesteśmy inni niż Ziemianie. - Saro! Możesz na chwile zamilknąć. Idę po syrium – powiedział Tal. - Wyglądamy poza tym śmiesznie. Oni noszą inne ubrania niż my. Zobaczcie! - A skąd weźmiemy takie ubranie? – zapytała Sara. - Jeszcze nie wiem. Chyba masz zły humor. - A gdzie my w ogóle jesteśmy? Miał na nas ktoś czekać, a tymczasem nie ma nikogo. - Saro, bo stracę do ciebie cierpliwość. Chwilkę. Jesteśmy we Włoszech, język włoski, waluta liry. To znaczy, że wylądowaliśmy w niewłaściwym miejscu. Coś poszło nie tak.Nie znamy tego języka. Programator zakodował nam język polski. - I co teraz zrobimy? - Trzeba połączyć się z Franciszkiem. Może on coś poradzi. - Nie da nam przecież nagle ubrań- oznajmiła córka Tala. - I co?- zapytał Alan. - Nie odbiera. Później spróbuję jeszcze raz. - Analizator pokazał nam miejsca, gdzie możemy kupić ubrania.Patrz tam pisze… - Widzę co pisze, ale za co mamy kupić. Nie mamy ich waluty– oznajmił Tal. - No to koniec . Ugrzęźniemy w rakietnicy – powiedział Rek. - Wychodzę – poinformował Alan. - Nie możesz tak wyjść. - Mogę Tal. Wy zostaniecie i będziecie czekać aż wrócę. - Idę z Alanem. Tak będzie bezpieczniej - powiedział Rek. - Nie. Zostaniesz z mamą i siostrą. Musisz sprawdzić układ lokacyjny, skoro wylądowaliśmy nie tam gdzie zamierzaliśmy musi być uszkodzony. Usuniesz usterkę. W razie zagrożenia uruchomisz rakietnicę i odlecisz, nie czekając na nas. Weź kurs na Polskę. Tam się spotkamy. Zrozumiano? - Tak. Do centrum miasta mieli dość daleko. Nałożyli conveyorsy. - Lepiej zamknij, bo jeszcze nie dolecisz i co wtedy? - Dobrze, dobrze. Nie wymądrzaj się. Szybko znaleźli się w centrum miasta. Dzięki lokalizatrowi odszukali szybko sklep z odzieżą. - Nie zimno wam? – zapytała ekspedientka, widząc dwóch przybyszów skąpo ubranych. - Nie. Właśnie weszliśmy, żeby coś cieplejszego kupić. - Skąd jesteście? - Z daleka. - Znajdzie pani coś na tak wielkich mężczyzn. - A co trzeba? - Kurtki, swetry, spodnie. - Proszę. W rogu po prawej stronie mają panowie przymierzalnie. - Tal. Widzisz tam pisze „Cassa”. Ziemianie podchodzą do niej wyjmują jakieś papierki. Musimy dowiedzieć się co to takiego. Tal i Alan byli zagubieni, pytali o rzeczy, które dla przeciętnego człowieka są oczywiste. Dość, że zwracali na siebie uwagę innych klientów. W końcu podszedł do nich kierownik sklepu mocno zaniepokojony dziwnymi klientami i zapytał: - O co chodzi? - O nic, tylko chcemy kupić co nieco. To wszystko. - Czy gdzieś w pobliżu jest maskarada? - Nie wiem co to „maskarada”. - Ja też nie. - Musicie opuścić sklep. - Ale my naprawdę chcemy kupić ubranie – oznajmił Alan. - Czy mam wezwać…