Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Religia · 17 min czytania

Lady Marice

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Była to jedna z tych ciepłych letnich nocy, w trakcie których owady niemiłosiernie krążą nad twoim uchem a człowiek robi wszystko, byle nie wrócić do chłodnego domu z byt wcześnie. Siedziałem na tarasie, lekko po północy. Alkohol, który wypiłem tego wieczora lekko szumiał mi w głowie, więc postanowiłem się przewietrzyć. Nie pamiętam nawet, w którym momencie dołączył do mnie hrabia Edward, nie wiem też, skąd wziął drugi fotel gdyż byłem przekonany, że stał tu tylko jeden i dzięki temu będę mógł w samotności odpocząć od zgiełku toczącego się wewnątrz przyjęcia. Trzeba wam wiedzieć, że hrabia Edward był człowiekiem uczonym, władającym płynnie językiem francuskim i łaciną a także kilkoma innymi. Zdecydowanie stanowił elitę intelektualną dzisiejszego zgromadzenia, gdzie obecni mogli się pochwalić co najwyżej karcianymi sztuczkami z wykorzystaniem ukrytej talii znajdującej się w rękawie. Hrabia zawsze umiał znaleźć się w towarzystwie, zarówno wśród rabusiów jak i wśród najwyższej władzy polityków. Myślę, że była to kwestia jego obycia i bystrości, która była w stanie pomóc mu odnaleźć konieczny w tej umiejętności złoty środek. Gdy zaczynał opowiadać jedną ze swoich niesamowitych historii, nie było w tłumie osoby, która nie słuchałaby go z zapartym tchem. Ale ta, którą opowiedział mi tego letniego wieczora, wydała mi się być czymś zupełnie innym, niż opowieści o wyścigach konnych i anegdoty o sukniach pań z Wersalu. Była tak nieprawdopodobna, że wydawało się, jakby nigdy nie miała miejsca. "Jak panu zapewne wiadomo, sir Williamie, wywodzę się z niewielkiej i konserwatywnej mieściny na północy" - rozpoczął nagle, zapominając nawet o pozdrowieniu. Nie wzburzyło mnie to, ale zaczęło zastanawiać. Winę zrzuciłem jednak na zbyt obficie polewany tego wieczora alkohol i zacząłem słuchać. "Ludzie nie są u nas otwarci na nowości, zwłaszcza że ich dzień toczy się w dobrze znanym sobie towarzystwie. Gdy idzie się na targ po warzywa, spotyka się tam rozmaitych znajomych, z którymi prowadzi się swoje interesy. Kowalem jest sąsiad, a czynsz za mieszkanie co miesiąc płaci się dawnej znajomej rodziców. Wszystko toczy się w jednym kręgu" - westchnął, jakby chcąc pełnymi ustami uchwycić inne, obce powietrze, a ja przyglądałem się mu z uwagą. " Nic więc dziwnego, że gdy w miasteczku pojawiła się Lady Marice, potraktowano ją jak średniowieczną czarownicę. Była wróżką, a ludzie niechętnie widzieli u siebie na podwórku obcą osobę, która w dodatku zajmowała się profesją tak podejrzaną i nieznaną motłochowi. Osoby trudniące się magią nigdy nie cieszyły się zaufaniem społeczeństwa, nieprawdaż?" - chciałem coś odpowiedzieć, lub chociażby przytaknąć, lecz on bez chwili przerwy kontynuował swoją opowieść. " Sam zastanawiałem się nad wizytą u niej. Wiem co pan pomyślał o mnie w tej chwili. Nie, nie wierzę w magię, nie ukrywam jednak, że sprawiłaby mi niewiarygodną przyjemność choć chwila obcowania z osobą która - jeżeli wierzyć przesłankom - zna moją przyszłość. Mogłoby to wyglądać podobnie, jak rozmowa dziecka z matką. To niesamowite, ale one od chwili narodzin wiedzą, czym zajmie się ich dziecko." - uśmiechnął się, mi nie pozostawało nic innego jak zrobić to samo. " Wydawałoby się, że monopol na tą nieprawdopodobną zdolność mają tylko rodzice. Być może to tak wzburza negatywne emocje wśród ludu? Była obca, a jej zdolność mimo wszystko równała się sięganiu w najintymniejsze szczegóły. Momentami z pewnością niesmaczne i wstydliwe. Sam pan wie - niezależnie, co się dzieje, powinno to dziać się we własnym domu, najlepiej za zamkniętymi drzwiami i oknami, z tymi ich ciężkimi ponurymi zasłonami. Paskudna moda zapanowała, naprawdę okropna." - zaskoczyła mnie ta dygresja, gdyż nigdy nie sądziłem, że wśród obecnych dzisiejszego wieczoru mężczyzn znajduje się choć jeden, który zwraca uwagę na takie szczegóły jak zasłony w oknach pospólstwa, którego nierzadko nie było stać nawet na najtańszy skrawek materiału. On sam mógł przecież mieć zasłony, o jakich tylko zamarzył. Widać nie doceniałem jego zdolności zapamiętywania, co sprawiło, że przez moment czułem się jak ignorant."Nie wiem, czy miał pan kiedykolwiek do czynienia z wróżką. Lady Marice była nieprawdopodobnie przyjemną postacią, która nadawała temu sennemu miasteczku kolorów." - lekko wnosił głos, wychwalając z błogością tą kobietę. Naprawdę zaczęło mnie intrygować, kto mógłby być na tyle wyjątkowy, by zostawiać w pamięci tak pozytywne wrażenie. " Przepiękna i inteligentna kobieta. Zawsze wydawało mi się, że ktoś pracujący w tym fachu nie rozstaje się na krok z czarnym kotem albo nawet z krukiem i, szczerze mówiąc, spodziewałem się nawet przed naszym pierwszym spotkaniem, że może ona więcej niż tylko sprawiać wrażenie opętanej. Miałem do niej przyjść podczas mojej najbliższej wizyty w mieście, o czym powiadomiłem służącego, aby uprzednio ją o mojej wizycie poinformował. Wie pan przecież, jak niemiłe jest czekanie na swoją kolej, gdy zjawi się w nieodpowiednim czasie." - Szczerze mówiąc nie wiedziałem. Nawet pomimo mojego stanu niższego niż hrabia, nigdy nie było mi dane czekać. Nie miałem też w zwyczaju posyłać służących by umawiali moje wizyty, zwłaszcza z mieszczanami. Widać mam bardziej konserwatywne podejście do kwestii hierarchii stanów. Hrabia tymczasem kontynuował swoją opowieść, co jakiś czas przerywając zdania marzycielskim westchnięciem. Był jednak wystarczająco dystyngowany, by pominąć soczystsze opisy wdzięków nieznanej mi wróżbiarki. Stopniowo nawet zaczynałem się gubić w tej historii, nie wiedząc nawet, czy Lady Marice kiedykolwiek widziała na własne oczy kryształową kulę, czy była jedynie kobietą, której udało się oczarować hrabiego, który teraz - najprawdopodobniej pod wpływem podawanych tu mocnych alkoholi - zapragnął wspomnieć wybrankę serca, korzystając ze sposobnej okazji i magicznej wieczornej pory. "Nie wiem czemu spodziewałem się u niej tłumów. Okazało się, że ludzie bali się do niej przychodzić za dnia. Oczywiście, Lady Marice była zbyt dobrze wychowana, by wspomnieć mi o tym. W drodze do miasta dorożkarz opowiedział mi nieco plotek, które od kilku tygodni krążyły po mieście. On sam spędza w nim trochę czasu i orientuje się w jego sprawach o wiele lepiej ode mnie. Ponoć już w tydzień po przyjeździe Lady Marice, wielebny Otis wygłosił ponad czterdziestominutowe kazanie, choć wszyscy wiedzą, że nie przesadza on z przygotowywaniem się do mszy. Nawet w wigilię Bożego Narodzenia w zupełności wystarcza mu kwadrans na przekazanie swojego błogosławieństwa wiernym. Tym razem jednak przez niemal godzinę opowiadał o pośmiertnych niebezpieczeństwach grożących ludziom maczającym ręce w magii i szatańskich praktykach. Zadziwił mnie fakt, że był on aż tak zdeterminowany, by sięgnąć po średniowieczne inskrypcje. Nie ma się więc co dziwić, że Lady Marice nie była oblegana przez klientów. Nigdy nie wiadomo, czy ksiądz nie dojrzy z okien katedry jednej ze swych owieczek wchodzącej przez kurtynę nawleczonych na nić niewielkich lusterek. Z pewnością nie omieszkałby przy najbliższej okazji wyczytać nazwisko nieszczęśnicy z ambony w trakcie niedzielnego kazania. Inaczej sprawa wyglądała nocą. Młode dziewczęta ponoć chętnie wymykały się z domu mając nadzieję, że za symboliczną opłatą dowiedzą się, czy ich rodzice mają już na oku kandydata na męża dla najstarszej w domu córki. Ponoć niektórzy kawalerowie również nie gardzili pomocą Lady Marice w sprawach sercowych. A ona chciała dostosować się do rytmu nowej mieściny, więc spędzała dnie spacerując po rynku lub krążąc po wąskich alejkach i próbując znaleźć przyjazne jej dusze. Łatwo sobie wyobrazić, jak ciężkim okazało się to zadaniem, tak więc za dnia krążyła ona samotnie brukowanymi uliczkami, a gdy zachodziło słońce przeżywała oblężenie niezamężnych panien i ich rodziców, czasem wdów nie potrafiących sobie poradzić z własną samotnością. Z pewnością nie łatwo było integrować się w środowisku tak zastraszonym przez kler. Proszę nie zrozumieć mnie źle, kwestia religii jest w końcu sprawą prywatną, ale jak w takim otoczeniu mogła odnaleźć się kobieta, nad której drzwiami nie wisiał krzyż? Ale radziła sobie, nie prowokowała skandali ani nie głosiła publicznie herezji. Ale było w niej zbyt dużo tajemnic, by mogła być częścią społeczeństwa. Ludzie mówili,

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%