Historia · 21 min czytania
Lajla
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
LAJLA Czyli dwa dni z życia muzułmanki
Środa, 14 czerwca 213 roku hidżry
Rano
Obudził mnie krzyk małego Muhammada. Przez długi czas nie wiedziałam, skąd dochodzi krzyk, ani do kogo należy głos... Cóż ze mnie za matka, jeśli nie rozpoznaję płaczu swojego maleńkiego synka? Nienawidzę dni po narodzinach. Siła i miłość do życia uchodzi wtedy ze mnie jak woda z ziemi pod żarzącym się słońcem. Każdego z czterdziestu dni, w których pozostaję nieczysta, modlę się gorąco za życie mojego dzieciątka i proszę o to, by mi wybaczył, że nie mogę przy nim być i patrzeć, jak przeżywa swoje pierwsze, najwspanialsze chwile na tym świecie. Serce krwawi na samą myśl, że kiedy moja zmaza się skończy, będę zbyt wycieńczona, żeby móc poświęcić się mu bez reszty. Zdaję sobie sprawę, że inaczej być nie może, że przez nieposłuszeństwo świętemu nakazowi narażałabym skarb, który w bólach na ten świat wydałam, na chorobę czy śmierć. Mimo to każdy łyk zupy z pszennej mąki i baraniego łoju i każdy kęs powideł z gruszek i winogron staje mi w gardle i nie daje się przełknąć. Dziś rano pomogła mi matka mojego męża, Zajnab. Jest dla mnie nad wyraz wyrozumiała i aż dziw bierze, że jeszcze nie przekazała swojemu synowi jaką okropną matką dla jego dzieci muszę się wydawać. Zbyt senna i zmęczona, by móc zapewnić im ciepły dom i zadośćuczynić ich potrzebom. Na szczęście mija już czterdziesty trzeci dzień od narodzin Muhammada. Dziś po raz pierwszy przestąpię przez próg domu mego męża i ujrzę słońce. Wybieram się do hammam1. Niewolnice zajmą się Omarem, malutką Fatimą i Muhammadem kiedy mnie nie będzie. Philip idzie ze mną. To on podpowiedział mi, żebym zapisała swoje myśli, by się od nich uwolnić. Raz jeszcze jego czyny przekonują mnie o jego mądrości. Rzeczywiście czuję się lżej na duszy.
W południe
Philip jest niezastąpiony. Właśnie przyniósł mi tacę z posiłkiem i pokój wypełniła wspaniała woń. Nie mogę uwierzyć, jak bardzo zgłodniałam podczas tych kilku godzin. Czterdzieści dni bez wizyty w hammam naprawdę wydaje się wiecznością. Półgodzinna parowa kąpiel, potem masaż glinką armeńską, staranne mycie włosów (ach, jakże cudowne to uczucie mieć czyste włosy po tak długim okresie ich niemycia!), pocieranie stóp pumeksem... Czuję się, jakbym to ja dopiero co przyszła na świat, nie mój syn. Och, ale przecież nie mogę tu przeżywać rozkoszy, kiedy on tam biedny szuka swej matki i wyciąga do niej swe rączęta, a mnie nie ma przy nim! Nie. Muszę być dla niego najsilniejsza i najpiękniejsza. Muszę zrobić wszystko, by być w stanie jak nalepiej zaopiekować się synkiem. Niech Allah ma jego i mnie w swojej opiece. Zupa z zakwaszonego mięsa i pieczeń na zimno, które przyniósł mi Philip pachną wyśmienicie. Muszę jeść, by moje mleko było słodkie i zdrowe dla małego Muhammada. A potem nareszcie zobaczę moje przyjaciółki!
Wieczorem
Część 22 / 2
Ach, cóż za męczący dzień! Zupełnie jednak zapomniałam to sprzeczne uczucie zmęczenia i rześkości, które towarzyszy kobiecie w drodze powrotnej z hammam. Ulice Bagdadu są dziś nadzwyczaj gwarne. Może to dzień targu? Nawet jeśli, targ skończyłby się już o tej porze. A więc zamieszki? Mam nadzieję, że nie. Niech Allah zlituje się nad mym mężem, gdyby ktoś spróbowałby mnie skrzywdzić. Furia zaćmiłaby mu zdrowy rozsądek i byłby gotów zrobić coś niestosownego i niegodnego jego pozycji. Na szczęście hałas ucichł i nikt nie uniósł ręki na moją lektykę. Słyszę kroki Philipa zaraz obok. Niepotrzebnie się martwiłam. Wracając do pobytu w hammam. Najbardziej z całego dnia uwielbiam kąpiel i spotkania z przyjaciółkami. Poznałam dziś młodziutką Inaam. Wyszła niedawno za mąż i widać, że jest roztrzęsiona. Nie miała tego szczęścia, które dał mi Allah – jej małżeństwo nie zrodziło się z miłości, lecz z woli jej ojca. Gorąco i szczerze jej współczuję i nie wiem jak mam dziękować Allahowi, że pozwolił mi poślubić mężczyznę, którego kochałam. Baseema oczywiście musiała się ze mną nie zgodzić, kiedy wyraziłam swoją opinię. - Lajlo, musisz wreszcie otrząsnąć się ze swojego zamroczenia! - powiedziała twardym głosem. - Miłość jest jedynie wymysłem twojej aż nadto wybujałej wyobraźni. - Ależ Baseemo! - zaprotestowała gorąco Firyal. - Miłość jest prawdziwsza, niż ci się wydaje. Gdyby jej nie było, ani ja ani Lajla nie mieszkałybyśmy same w haremie. - Ha – fuknęła groźnie Baseema. - Wasi mężowie już dawno by się ponownie ożenili, gdyby ich tylko było na to stać! Powtarzamy ten rytuał już niezmiennie od pięciu lat. Każda z nas dobrze wie, że i mojego męża i męża Firyal stać na wszystko i gdyby tylko chcieli, mogli by się znów ożenić. A skoro tego nie zrobili, to muszą nas naprawdę kochać. Ta świadomość napełnia moje serce słodyczą. Rozmawiałyśmy dużo na temat narodzin mojego synka i wszystkie wyraziły nim szczere zainteresowanie, a najbardziej chyba młoda Inaam. Nic w tym dziwnego – sama nie jest jeszcze matką i chce się nacieszyć szczęściem innych. Wiem, ponieważ ja czułam się dokładnie tak samo. Pamiętam, kiedy po raz pierwszy ujrzałam narodziny małego człowieczka. Miałam wtedy trzynaście lat i moja siostra, Fatima, rodziła swojego pierwszego syna, Abdula. Pozwolono mi, jako krewnej, pomagać podczas porodu. Trzymałam siostrę za prawą dłoń, nasza kuzynka trzymała lewą, podczas gdy matka ze swoją siostrą podtrzymywały Fatimę opierając ręce o jej plecy. Kiedy Abdul przyszedł na świat, z początku nie wiedziałyśmy nawet, czy jest chłopcem czy dziewczynką. Tradycją jest, że położna przez długi czas nie zdradza płci noworodka, by szczęśliwej chwili nie przyćmiewać zazdrosnymi spojrzeniami kobiet, gdyby urodził się chłopiec. Kiedy mój najstarszy syn, Omar, postanowił zaszczycić mnie swoją obecnością, dziękowałam Allahowi za tę wyjątkowo mądrą tradycję. Była wtedy przy mnie moja najbliższa przyjaciółka, która po dowiedzeniu się, że to syn, z zazdrości przestała ze mną rozmawiać. Aż strach pomyśleć, co wydarzyłoby się, gdyby wiedziała o tym w chwili mojego bezgranicznego szczęścia. Ale wróćmy jednak do teraźniejszości. Zaprosiłam Inaam, Firyal i Baseemę jutro na małe przyjęcie, ponieważ tęsknię za naszymi piknikami w moim ślicznym ogrodzie i ponieważ chcę im przedstawić małego Muhammada. Wszystkie trzy były tym pomysłem zachwycone. Jutrzejszy dzień zapowiada się wspaniale. Philip właśnie powiedział mi, że już prawie jesteśmy na miejscu. Lepiej będzie, jeśli odłożę na moment mój pamiętnik. Niewątpliwie jeszcze do niego dzisiaj wrócę.
Później
Serce bije mi jak szalone. Słońce dawno zaszło już za horyzontem, a ja siedzę wpatrując się w niebo i nie mogę zachować spokoju. Przypomniały mi się słowa Philipa, że pisanie uspakaja, więc postanowiłam dokończyć opis dzisiejszego dnia. Kiedy rozmowa zaczęła nas nużyć (a zapas słodyczy i obieranych ze skórki owoców zaczął się kurczyć) udałyśmy się na dalsze zabiegi. Przyszedł czas na staranne pokrywanie włosów henną (uwielbiam ten złotorudy kolor, który nadaje!), później na epilację pastą ze złotokostu i wapnia, masaż dłoni i twarzy, malowanie brwi wywarem z wasma, oczu tuszem roślinnym z Isfahanu, mycie zębów masą perłową z utartymi skorupkami jajek i pryskanie pachnidłami. Nie pozostało mi nic innego jak zawinąć się woalem i wrócić do domu mego męża, prosto do haremu. Założyłam dziś nową jedwabną bordową zasłonę – prezent od męża jako podziękowanie za podarowanie mu drugiego syna. To oczywiście tylko jeden z prezentów – dostałam ponadto dwie złote bransolety, srebrne kolczyki i przepiękny naszyjnik z ciemnogranatowego lapis lazuli. Służąca właśnie oznajmiła mi, że mąż mój zaraz tu będzie. Ciarki przechodzą mi po plecach, kiedy piszę. Tradycja nakazuje, żeby mąż nie obcował intymnie ze swoją żoną od momentu, kiedy upłyną cztery miesiące i dziesięć dni od poczęcia. Wtedy dusza dziecka łączy się z ciałem, a tego typu uczynki mogłyby narazić nienarodzone jeszcze maleństwo na śmierć. Po porodzie natomiast kobieta przez czterdzieści dni pozostaje nieczysta, nie może wystąpić poza próg domu, dotykać zbyt wielu przedmiotów, ani patrzeć na góry, ponieważ może spowodować nieurodzaj. Najlepiej też, by miała kontakt z jak najmniejszą liczbą osób. Jak to wcześniej działo się już dwukrotnie po narodzinach moich dzieci, noc po dniu spędzonym w hammam jest nocą gdy mój mąż po raz pierwszy od wielu miesięcy przychodzi do haremu i... niech intymne pozostanie lepiej intymnym.
Czwartek, 15 czerwca
Rankiem, w lektyce
Dzisiejszy poranek był zbyt zajmujący, bym mogła poświęcić choć odrobinę czasu na pisanie. Dziś zmęczenie nie usprawiedliwia mojego zaniedbywania obowiązków matki. Musiałam zająć się synkiem, a karmienie go i przewijanie zajęło mi więcej czasu, niż przypuszczałam. Dopiero od czterech dni pił moje mleko i wciąż jeszcze nie przyzwyczaił się do zmiany pożywienia – wcześniej, kiedy ja pozostawałam nieczysta, Zajnab karmiła go mieszaniną masła i czystego miodu. Mały Omar i Fatima byli karmieni w ten sam sposób i nie sprawiali żadnych problemów, kiedy przyszedł czas, by zacząć żywić się mlekiem z mojej piersi. Muhammad jest z mojej trójki najwybredniejszy... Z pewnością wyrośnie na prawdziwego arystokratę. Siedzę właśnie w swojej lektyce razem z Omarem i Fatimą. Mały Muhammad został w domu pod opieką Zajnab – jest jeszcze zbyt mały, by opuszczać harem. Philip idzie tuż obok, a lektyka niesiona jest przez czterech innych naszych hasi2 (mamy ich sześciu). Jeden z nich pochodzi z Afryki, a skórę ma ciemną niczym heban; trzej pozostali natomiast to bizantyjscy mnisi, których mój mąż kupił od handlarza niewolników w Damaszku za niewyobrażalnie dużą cenę. Philip jako jedyny z naszych eunuchów potrafi mówić po arabsku. Jest też wspaniałym towarzyszem do rozmowy. Wieczorami często prowadzimy długie konwersacje na najróżniejsze tematy. Philip często opowiada mi o życiu w jego rodzimej Europie. Zachwyca mnie opowieściami o ponurych twierdzach, bezwzględnych wojach, królach, do których należy cała ziemia w ich państwie, o niewiernych barbarzyńskich ludach, które napadają jego kraj. Twierdzi, że był kiedyś mnichem w klasztorze założonym przez jego króla (szczegółowo też wyjaśnił mi różnicę między nim a mnichami z Bizancjum), a ja nie mam powodów, by mu nie wierzyć. Jest człowiekiem wykształconym i światłym – nauczył mnie nawet pisać! To dzięki niemu mogę prowadzić ten dziennik, który tak…