Zbrodnia · 5 min czytania
LALECZKA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Natalia siedziała w kącie pokoju. Trzęsącymi się rękami ścierała z policzków płynące nieprzerwanym strumieniem łzy, przy okazji rozmazując po całej twarzy krew płynącą z nosa, kącików ust i rozciętego łuku brwiowego. Nikt nie mógł usłyszeć jej szlochania, bo nikogo żywego nie było w pobliżu. Powoli podniosła się z podłogi, na której klęczała, opierając się drżącą dłonią o ścianę. Na gładkiej pasteloworóżowej powierzchni pozostał krwawy ślad jej dłoni. Natalia zastanawiała się, co ma teraz zrobić. Nie było nikogo, kto mógłby jej zabronić teraz wyjść. Ale czy się odważy? Nigdy jeszcze nie wyszła stąd bez pozwolenia. Ale właściwie nie miała wcześniej takiej potrzeby. Jej wszystkie zachcianki były natychmiast spełniane przez Roberta i jego ludzi. Miała tutaj wszystko, czego potrzebowała. Żyła tutaj jak w pałacu. Albo raczej w złotej klatce. Tak długo oszukiwała siebie i innych, że w końcu sama w to uwierzyła, że jest szczęśliwa, że kocha i jest kochana, że niczego jej nie brakuje ... Nie było jednak tak kolorowo. Dobrze pamiętała te wszystkie rozmowy telefoniczne z rodzicami, kiedy Robert trzymał przy uchu słuchawkę drugiego aparatu w pokoju obok i pilnował, by nie powiedziała za dużo. Żeby przypadkiem nie wspomniała o siniakach, które były ciągle obecne najej ciele, bo gdy tylko jedne znikały, natychmiast pojawiały się nowe. Żeby przypadkiem nie przyszło jej do głowy zgodzić się, gdy rodzice proponowali odwiedziny. Żeby przypadkiem też nie wspomniała o ciągłym strachu, że coś zrobi znowu nie tak, że skompromituje w jakiś sposób Roberta przed jego znajomymi. Kara za to była surowa. - Wiesz przecież, Laleczko, że cię kocham, prawda? Nie mogę pozwolić przecież, żeby moja kobieta przynosiła mi wstyd, bo nie potrafi się zachować. Rozumiesz to, prawda? - słodki głos Roberta ginął po chwili w odgłosach uderzeń, szlochów Natalii i jednego głuchego łoskotu, gdy upadała nieprzytomna na podłogę. Jak długo to się ciągnęło? Za długo! Natalia nie umiała tego już dokładnie określić. Kiedy raj zamienił się w piekło? Chyba tego nawet nie zauważyła, tak mocno wmawiała sobie, że wszystko jest w porządku i że to tylko ona marudzi. Wróciła pamięcią do tamtego dnia, gdy po raz pierwszy spotkała Roberta. Był ciepły letni poranek, więc wybrała się z Igą, żeby trochę pobiegać. Przy fontannie w parku chciały chwilę odsapnąć. Wtedy z przeciwnej strony…