Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 10 min czytania

Lalka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

ROZDZIAŁ 1

Nowy człowiek

Pomarańczowa kula słońca chyliła się już ku zachodowi, niknęła powoli za zielonymi wierzchołkami drzew pobliskiego lasu. Błękitne niebo z nie chęcią - jakby próbując odwlec moment nadejścia zmierzchu zwolna przybierało, co raz to ciemniejszą barwę, cała przyroda szykowała się już do nadejścia nocy. Powietrze było przyjemnie chłodne a w miejsce śpiewu ptaków wchodziły pohukiwania sowy i szum drzew. Przez zapadający zmrok przedzierała się jakaś postać. Wdrapując się po zielonym od trawy wzgórzu Wokulski kierował się w stronę zamku stojącego na szczycie. Od czasu do czasu przystawał na chwilę i ciężko dysząc oparty o drzewo szukał w górze majaczącej sylwetki budowli – nie chciał zgubić drogi. Wierzył, że to, co zaplanował, co miał zamiar zrobić to krok ku nowemu życiu, że będzie mógł zacząć wszystko jeszcze raz od nowa, że będzie mógł zrzucić brzemię przeszłości i że zazna spokoju, którego od dawna nie zaznał. Zwietrzałe, popękane, białe kamienie murów twierdzy pamiętające odległe czasy przyzywały go do siebie dają obietnice wyzwolenia od złych wspomnień, od utraconych nadziei i od Izabeli Łęckiej. W tych murach mógł zostawić przeszłość i narodzić się na nowo. Tego pragnął. Wokulski dotarł na szczyt pod jego stopami chrzęszczały kamyki, gdy przechadzał się po zrujnowanych komnatach zamku. Potężne mury pokryte były pajęczyną korzeni, kępami traw i siecią pęknięć. Zatrzymał się w końcu zdjął z ramienia zieloną torbę, którą niósł ze sobą – wyjął z niej dynamit i położył go na ziemi. Wiedział, co musi zrobić, ale nie bał się tego podjął tą decyzję już dawno i tak naprawdę nie mógł się doczekać tej chwili. Zamyślił się jeszcze na moment – przetarł dłonią ścianie jak by dziękując murom, że przyjęły go do siebie, że tu będzie mógł zrobić to, co zamierza. Po kilku minutach rozległ się potężny huk. Eksplozja rozeszła się po ruinach zamczyska krusząc podstarzałe ściany, poruszyła ziemię, wołając pośród nocy SPÓJRZCIE ODSZEDŁ CZŁOWIEK, ALE NARODZIŁ SIĘ NOWY. Posypały się kamienie, brudno szary pył zawisł w powietrzu zakrywając miejsce tragedii. Gdy w końcu opadł odsłonił skruszone i porozbijane białe głazy i rozszarpaną ziemię. Stanisław Wokulski był już jednak daleko. Zdążał teraz powozem ciągnionym przez czarnego jak smoła rumaka w kierunku bliżej sobie nieznanym. Pojazdem powoził ubrany w czerń jegomość w wysokim cylindrze i długim surducie, miał wyjątkowo bladą twarz i wąskie sino czerwone usta. - Dokąd jedziemy – zapytał - Przed siebie – odparł Wokulski z uśmiechem, jakby zrzucił z piersi ogromny ciężar – istotnie Izabela Łęcka nie należała do najlżejszych kobiet. - Tak jest - zarechotał dziwnie stangret, po czym strzelił z bata nad końskim grzbietem Wokulski wsłuchany w rytmiczny tętent końskich kopyt przyglądał się mijanym budynkom i drzewom. Jechali przez las w pewnym momencie powóz zwolnił, gwałtownie skręcił w lewo i po chwili stanął w miejscu. Niebo już zupełnie czarne błyszczało jasnym światłem gwiazd niczym ciemny obrus, na którym ktoś rozsypał brylanty. - Co się stało - zapytał Wokulski Woźnica zeskoczył z kozła podszedł i jednym szarpnięciem wyrwał nie duże drewniane drzwiczki. Jego oczy błyszczały dziwnym blaskiem a wargi odsłoniły rząd białych jak śnieg zębów. - Wysiadaj – rzucił gwałtownie Wokulski ze strachu wcisnął się w skórzane siedzenie, w tedy usłyszał głos, który zapamiętać miał do końca życia. Z lasu wyłoniła się potężna postać o długich jasnych włosach. Skoczyła w górę wykonując salto i pół śrubę i wylądowała tuż prze powozie. - Nie drżyj Stanisławie to ja Wiedźmin. Ta poczwara – tu wskazał ostrzem miecza na woźnicę- to sam poplecznik ciemności, sługa szatana hrabia Drakula. Wiedźmin ponownie skoczył w górę obracając się kilkakrotnie powietrzu. To samo uczynił wampir, ale nie miał już tyle gracji. Wiedźmin trzymając oburącz srebrny miecz ciął nim kilkakrotnie parszywe ciało wampira. Z ran trysnęła krew plamiąc nagi owłosiony tors, Białowłosego czerwonymi kleksami. Hrabia przyłożył dłoń do rany rzucając przekleństwa. Cofnął się i wsparł ręką na pobliskim drzewie drugą ręką rozerwał surdut ukazując zwoje mięśni pokrytych cienką szarą skórą, przetarł dłonią ranę poczym zlizał z niej krew. Rzucił wściekłe spojrzenie w kierunku Wiedźmina i gwałtownie ruszył do przodu. W oczach płonęła mu wściekłość i żądza krwi. Wiedźmin skoczył w tył odbił się od drzewa zakręcił się w powietrzu tnąc mieczem jak oszalały. Wampir wykonał unik i gdy napastnik wylądował na ziemi skoczył mu na plecy przymierzając się do ukąszenia. Wiedźmin chwycił go za głowę i przerzucił przez

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%