Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 33 min czytania

Lalka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Około godziny 1.30 Paweł zrobił się senny. Za kierownicą siedział już ponad 3 godziny i czuł, że jego powieki stają się coraz cięższe. Suche powietrze w nagrzanym wnętrzu auta coraz mocniej drażniło jego oczy, co dodatkowo wzmagało uczucie zmęczenia. Paweł był doświadczonym kierowcą, często odbywał długie podróże służbowe co w zawodzie handlowca było naturalne. Tym razem w drodze powrotnej ze szkolenia podobnie jak w wielu podobnych nocnych lub po prostu długich podróżach przypominał sobie powtarzane do znudzenia w telewizji hasła mówiące o konieczności częstych odpoczynków, 15 minutowych spacerach po dwóch godzinach jazdy, siadaniu za kierownicą w dobrej kondycji psychicznej i fizycznej i takie tam... Paweł traktował to wszystko jako prawdę oczywistą ale nigdy się nie stosował do oczywistych zaleceń. Uważał w duchu, że to dobre dla sierot jak nazywał niedzielnych kierowców lub dla bab na które za kierownicą patrzył z pogardą. Oczywiście zatrzymywał się choćby po to by napić się kawy z reguły jednak robił wszystko, żeby nie wysiadać z auta. McDrive był najczęstszym miejscem postojów. Tak było i tym razem. Paweł doskonale znał większość głównych tras w Polsce, wiedział więc, że za 15 – 20 minut dojedzie do dużej stacji BP na terenie której znajduje się restauracja McDrive gdzie czeka go gorąca kawa i ciastko podane wprost przez uchylone okno jego auta. Wymienił płytę na coś bardziej dynamicznego i podgłośnił muzykę. Ostre dźwięki gitary elektrycznej i rytmiczna perkusja charakterystycznym dla trash metalu bitem rozbudziły go nieco i dodały wigoru. Lewa stopa nieudolnie naśladowała tempo werbla a głowa kołyszącym ruchem, żywcem wziętym z dyskoteki wtórowała w takt muzyki. Zmuszał się. Był przekonany, że to lepszy sposób na przywrócenie sprawności ciała i umysłu niż wszystkie spacery, przerwy i inne pierdoły, które uważał, za brednie. Był cynikiem. Na każde pytanie przeważnie miał gotową odpowiedź często zupełnie inną od oczekiwanej. Był pewnym siebie człowiekiem, który nie wierzył we wszystko co napisane i powiedziane. Żył według swojej filozofii życiowej, która w jego własnej subiektywnej ocenie w poprawny i przyzwoity moralnie sposób wiodła go przez życie, które pokonywał niczym maratończyk – w ciągłym biegu z nielicznymi przerwami na uzupełnianie płynów. Gdy piosenka dobiegła końca Paweł postanowił wymienić płytę. Slayer nie koniecznie był najlepszym towarzyszem podróży – zwłaszcza o tej porze. Lewa ręka spoczywała na swoim miejscu na kierownicy podobnie jak lewe oko – przynajmniej w teorii obserwowało drogę podczas gdy prawa strona jego ciała skupiała się na poszukiwaniu innej płyty w marnie oświetlonym schowku jego Toyoty. Jak zwykle czuł się pewnym siebie królem szosy. Jego uwaga prawie w całości skoncentrowana była na przewalaniu map, przeterminowanych faktór, prospektów i katalogów zalegających jak zwykle w schowku w poszukiwaniu płyt. Jedynie ukradkiem spoglądał na pustą drogę, która była prosta, długa i całkowicie pogrążona w mroku. Przerywana linia dzieląca szosę na dwa pasy ruchu była ozdobiona kocimi oczami – tak nazywał odblaskowe światełka, które teraz kierowały go intuicyjnie do celu. Wyciągnął i rzucił na siedzenie 5, może 6 krążków zatrzasnął drzwiczki schowka. W pełni już skoncentrowany na drodze – a przynajmniej tak mu się wydawało zaczął na oślep wkładać po kolei płyty do odtwarzacza. Jego uwagę na drodze skupił nagle długi lecz łagodny zakręt do którego początku się zbliżał. Puścił nogę z gazu by zwolnić nieco i chwycił kierownicę obiema dłońmi. Gdy był mniej więcej w połowie zakrętu jego oczom ukazało się białe ostre światło zbliżające się ku niemu. W miarę zbliżania się pojazdu z naprzeciwka stało się jasne, że to ciężarówka. Miała włączone wszystkie możliwe światła. Paweł nie raz wściekał się na kierowców Tirów, którzy za nic mieli przepisy i bezpieczną jazdę, włączali się do ruchu wymuszając pierwszeństwo i zmuszając go do ostrego hamowania. Śmieszyły go tabliczki z imionami włożone przed szybę i to kiczowate neonowe oświetlenie wnętrza, albo dziesiątki zakurzonych maskotek wciśniętych między szybę a kokpit kierowcy. Bez sensu. Nie raz do szału doprowadził go kierowca, który dokładnie tak jak ten nadjeżdżający z naprzeciw idiota miał włączone niezliczone halogeny pozakładane pod zderzakiem i na dachu swojej kabiny. Paweł mignął dwa lub trzy razy swoimi światłami, żeby zasugerować kierowcy Tira zmianę oświetlenia. Nic to jednak nie dało.

- Wyłącz kurwa długie pajacu. Powiedział Paweł i szybko zorientował się, że przecież nic to nie da. Kierowca Tira jechał oświetlony jak choinka nie przejmując się kompletnie niczym. Gdy dystans miedzy autami zmalał do 80-100 m. Paweł włączył światła drogowe by zemścić się w ten sposób. - Co za debil. Wydaje mu się, że jest panem świata bo jedzie na 30 tonach. Paweł w sumie nie był pewien ile może ważyć ciężarówka, którą minął. Był za to pewien, że już drugi raz powiedział coś do siebie, co lekko go zastanowiło. W długich samotnych trasach trudno się czasem nie odezwać – nawet do siebie. W czasie kiedy się mijali kierowca tira dał upust swoim emocjom i poirytowaniu faktem oślepienia długimi światłami Toyoty włączając klakson a raczej syrenę która jak to w ciężarówce była głośna, drażniąca i wywołała dreszcze na plecach Pawła. Charakterystyczny efekt dopplera spowodował, że dźwięk równie szybko zniknął co się pojawił. Droga znów stała się ciemna i pusta. Kocie oczy zniknęły były przyklejone tylko na wyremontowanym niedawno odcinku, który został daleko z tyłu. Tylko znikająca pod zderzakiem ścieżka przerywanych linii wyznaczała tor jazdy. Z głośników wydobywała się muzyka The Doors, którą dopiero teraz Paweł usłyszał, choć pierwszy utwór – dość przygnębiający Riders Of The Storm trwał już dobrą chwilę. Świetna muzyka do auta – pomyślał Paweł. Rozsiadł się wygodnie po tym jak odchylił nieco do tyłu oparcie swojego fotela. Robił się głodny i to spowodowało, że przestał być tak dramatycznie senny jednak uczucie zmęczenia wcale nie zmalało i pozwalało mu myśleć już tylko o dystansie dzielącym go od postoju na stacji. Noc była dość ciemna przez chmury pokrywające całe niebo co w połowie marca było raczej charakterystycznym zjawiskiem. Mrok i monotonia drogi nie bardzo pozwalała na orientację w terenie. Gdyby było jasno z pewnością mógłby ocenić odległości do stacji po charakterystycznych budynkach, drzewach czy mijanych drogowskazach kierujących do miasteczek i wsi, które właśnie mijał. W tych warunkach Paweł mógł jedynie wypatrywać na horyzoncie charakterystycznego wysokiego słupa z oświetlonym znakiem firmowym stacji. Przyspieszył. Było sucho a droga wydawała się prosta na sporym odcinku. Wcisnął więc gaz w podłogę i obserwował jak wskazówka prędkościomierza wspina się ku górze mijając po kolei 120, 130, 140. Przełączył piosenkę ale The Doors było zbyt surowe i archaiczne. Nie miał już ochoty ani na LA Women ani na The End. Położył dłoń na fotelu pasażera by namacać inną płytę. Był naprawdę zmęczony o czym przekonał się i nawet uśmiechną się w duchu gdy próbował wcisnąć do odtwarzacza płytę nie wyjmując jej poprzedniczki. Jego piekące i z pewnością piekielnie przekrwione oczy wędrowały między radiem, fotelem z płytami a widokiem drogi przed autem. Jego prawa noga szybciej niż głowa zareagowała na czerwone światło daleko na horyzoncie naciskając lekko na hamulec. Bardzo szybko okazało się, że światło zbliża się dużo szybciej niż się tego spodziewał. Chwycił obiema dłońmi kierownice, a stopa mocniej zaczęła hamować. Światło rozdwoiło się co upewniło go w przekonaniu, że zbliża się do jadącego przed nim powoli auta. Teraz hamował już zaciśniętymi zębami, wstrzymanym oddechem i silnikiem redukując biegi. Światła były tak blisko, że nieomal widział żarniki świecących się żarówek. Były trzy i tak oślepiająco biły po oczach, że był już całkowicie pewien, że auto przed nim stoi. Pas zacisnął się na jego klatce piersiowej a opony wydały krótkie nieprzyjemne piśnięcia potęgowane odbijaniem pedału hamulca w rytm włączającego się systemu ABS. Toyota zatrzymała się nie dalej niż 2 metry od zderzaka stojącego auta. Paweł jeszcze przez chwilę nie oddychał. Odzyskał oddech wraz z docierająym do jego umysłu poprzez piekące i zmęczone oczy widokiem kilkunastu samochodów osobowych, busów i ciężarówek stojących w korku przed autem, które zdążył już w myślach przeklinać za postój na środku drogi. Włączył światła awaryjne w pierwszej chwili w której dotarło do niego jak niewiele brakowało mu do wypadku. Przyciszył muzykę, która zaczęła go poważnie drażnić. Nie miało to żadnego znaczenia bo i tak na wzór niektórych kierowców przed nim otworzył szeroko drzwi i wyszedł z auta. Idąc z papierosem w ustach, którego bezskutecznie próbował odpalić, minął kilka samochodów chcąc wypatrzeć jak daleko za zakrętem ciągnie się korek. - Daleko kurwa. Usłyszał Paweł w odpowiedzi na swoje pytanie o wielkość zatoru które skierował do stojącego obok szoferki kierowcy ciężarówki. Wiedział, że zawsze mają oni CB Radio i wiedzą przez to wszystko najlepiej. Krótko i konkretnie – pomyślał i za chwilę spytał ponownie. Da się to jakoś ominąć bokiem ? - Tobie się może udać, ja to nawet się nie ruszam – Odpowiedział kierowca co poirytowało Pawła lekko. Po pierwsze dla czego jakiś ciul zwracał się do niego na Ty, po drugie mógł być nieco mniej zagadkowy w swej odpowiedzi. - Jakieś 3 kilometry się cofniesz i skręcisz w lewo – nie sprowokowany kolejnym pytaniem kierowca Tira kontynuował. Dojedziesz przez las do Dąbek czy Dębków, nie pamiętam – to wiocha zabita dechami z jednym skrzyżowaniem – nie da się minąć, Skręcisz na nim w prawo i równoległą drogą do głównej przez inne zadupia dojedziesz do Kępna. Tam masz już znaki. Oraz BP - pomyślał Paweł odwracając się już powoli w kierunku swojego auta. Dzięki – krzyknął i przyspieszył kroku. Uruchomił silnik, lekko cofnął, zaciągnął ręczny hamulec i artystycznie z piskiem opon wznosząc spory tuman kurzu i dymu palonych gum obrócił się prawie w miejscu. Pogardliwie zerknął na stojących w korku kierowców i ich auta i z przekonaniem, że jedynie on zna skrót ruszył we wskazanym przez Tirowca kierunku. Jechał powoli, nie chciał minąć drogi wiodącej do Dąbek, czy może Dębków. Cała ta sytuacja wyostrzyła nieco jego uwagę i pozwoliła na ponowną koncentrację. W sumie nie miał innego wyjścia i dobrze o tym wiedział. Postój w korku albo powolne - żabimi skokami zbliżanie się do jego źródła – prawdopodobnie jakiegoś wypadku lub remontu na drodze wcale nie było przyjemną dla niego perspektywą. Po kilku minutach faktycznie dojechał do wąskiej dróżki przed, którą stał znak: Buki 18. - Ha! Co za kretyn! Krzyknął Paweł z myślą o kierowcy tira, który dębów nie odróżnia od buków. A może to zła droga ? pomyślał przez chwilę. Pierdolę, gdzieś dojadę. Podsumował na głos i skręcił w wąską, ciemną szosę. Dodał gazu wgniatając pedał tak mocno jak tylko mógł. Zawsze gdy przyspieszał w ten sposób myślał o tych przyciskach pod pedałem gazu, które dodają dodatkowej dynamiki w autach z automatyczną skrzynią. Wiedział jak to działa i że chodzi tu o redukcję biegu, nic więcej. Nie miał automatu w swoim aucie ale że wyczuwał pod stopą delikatny klik wmawiał sobie czasem, że jego auto również tak potrafi. Sam siebie oszukiwał i miał tego świadomość ale uwielbiał szybką jazdę a Toyota była na prawdę dynamicznym autem. Przekręcił energicznie gałkę głośności jednocześnie wciskając ją aby włączyć radio zamiast muzyki z płyty. Przyjemne dudnienie rytmicznego basu wypełniło przestrzeń auta. Droga szybko stała się jeszcze ciemniejsza niż dotychczas, radio zaczęło trzeszczeć a Paweł zorientował się, że wjechał do lasu. Zdjął nieco nogę z gazu w obawie przed możliwym zderzeniem z sarną, dzikiem lub innym stworzeniem wałęsającym się po nocach. Znowu się oszukiwał bo przy 100 km/h nawet kot byłby niebezpieczny dla auta. Ostry zakręt który zauważył w ostatniej chwili zmusił go do mocnego hamowania. Znów ten sam nieprzyjemny dreszcz strachu, zimna i napinającego się pasa przeszedł po jego plecach, brzuchu, zatoczył kręgi w okolicach stóp po to by powrócić jak bąbelki strzelającego szampana wprost na kark. - Nie szalej kolego. Wyszeptał pod nosem chwilę po tym jak pokonał zakręt mocno go ścinając. Zrobił głęboki wdech. Wiedział, że nie miałby szans gdyby podobny do niego mistrz kierownicy jechał z przeciwnego kierunku. Długi uspokajający wydech zamarł nagle, gardło Pawła ścisnęło się blokując powietrze w płucach, dreszcz jak impuls elektryczny przebiegł po całym ciele stawiając do pionu każdy włosek na jego rękach. Umysł nie wierzył w to, że jego oczy ujrzały stojącą na granicy lasu i drogi dziewczynkę trzymającą w dłoniach lalkę. Głowa Pawła nienaturalnie skręciła się błyskawicznie w prawo podążając za wlepionym w mijane dziecko wzrokiem aż do granicy bólu w karku. Wychylił się jeszcze bardziej kładąc się prawie na siedzeniu pasażera jednocześnie kopiąc w pedał hamulca. Auto gwałtownie szarpnęło w prawo. Ogromna siła wyprostowała Pawła a następnie bezwładnie rzuciła go na szybę boczną. Jego dłonie zacisnęły się na kierownicy, która co właśnie spostrzegł była skręcona mocno w prawo. Widok za szybą był rozmyty i wirował. Wyprostował kierownicę chcąc opanować pojazd ale było juz za późno. Pędził bokiem, a manewr kierownicą tylko pogorszył sprawę stawiając auto najpierw na dwóch lewych kołach a potem przewracając je. Paweł uderzył głową o boczną szybę potem o sufit. Gdy otworzył oczy, które piekły go nie do zniesienia obraz jaki widział był mocno rozmyty, pływający i przesłonięty różową mgłą. Odzyskał oddech i przetarł dłońmi twarz. Ręce miał czerwone od krwi. Zdał sobie właśnie sprawę z tego, że leży w rowie na dachu. O kurwa, o kurwa....nie wiedział czy mówi czy myśli. O kurwa powtarzał drżącym głosem. Nie mógł się ruszyć, oddychał z trudem. Pasy bezpieczeństwa zadziałały zgodnie z przeznaczeniem i zacisnęły się mocno. Wydmuchał przez otwarte usta całe powietrze jakie miał w płucach co pozwoliło na poluzowanie uścisku i cofnięcie napinacza. Wypiął pas i chwycił za klamkę. Drzwi uchyliły się jedynie na kilka centymetrów, blokowało je coś od zewnątrz. Odwrócił się w kierunku szyby pasażera i obiema nogami kopnął ją energicznie jakby zrywając się do skoku. Gdy wyczołgał się z auta. Ogarnęło go uczucie przeraźliwego chłodu i lęku. Nie miał pojęcia dla czego w tym właśnie momencie przypomniała mu się definicja lęku, jaką usłyszał na jednym z wykładów psychologii społecznej. Strach można odczuwać przed konkretnym zagrożeniem jak warczący na człowieka pies, lęk to strach przed czymś nieokreślonym, silne poczucie niepokoju, dyskomfortu i nadchodzącej paniki jakie na przykład odczuwa dziecko w ciemnym pomieszczeniu. Lęk to też gonitwa myśli o potencjalnych zagrożeniach nie dająca się uspokoić i opanować. Jeżeli prawdą jest, że strach ma wielkie oczy to lęk ma gigantyczne i przekrwione, złowrogie i przerażająco nienawistne oczyska. Te oczyska wlepiał teraz w niego cały mroczny las a to poczucie w połączeniu z widokiem rozbitego auta powodowało drżenie całego ciała. Nie wiedział, czy to z zimna czy z przerażenia tym co się w łaście stało. I jeszcze mogło się stać. Paweł przecierał krwawiące czoło, które rozbił uderzając głową o szybę i starał się zebrać myśli. Co robić dalej ? Co z dzieckiem z lalką, czy jeszcze tam stoi ? Ruszył pospiesznie w kierunku w którym dostrzegł małą brunetkę w ciemnej sukience do kolan, trzymającą kurczowo lalkę. Kim była ? Co robi o tej porze sama w lesie ?? Nie wyglądała na więcej niż 10 lat. Znalezienie dziecka stało się teraz jego głównym celem, obsesją. Przyspieszył kroku podbiegając co chwile i zwalniając z zadyszką. Gdy przebył w ten sposób około 300 metrów zorientował się, że właśnie stoi na łuku szosy, który spowodował tak gwałtowne hamowanie. To musiało być gdzieś tu pomyślał. To przecież nie możliwe – myśli biegły dalej po jego głowie – znak wskazywał 18 kilometrów do wsi, dookoła jest tylko las. Nie możliwe, żeby dziecko stało samo przy drodze. Może nie było samo. Ale o tej porze ? Zawrócił w kierunku rozbitego auta. Przeszedł kilkanaście metrów całkowicie rozbity,

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Lalka — czytnik · opowiadania