Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 12 min czytania

Lalka cz.2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

ROZDZIAŁ 3

HALINECZKA

Dziewczynka nie wiele wyższa od paczki papierosów z wiankiem na głowie i przeźroczystymi skrzydełkami na plecach siedziała na kwiatku i rozmawiała z chłopcem nie co wyższym od niej samej. - Nie wiem czy powinniśmy się wiązać mój drogi. - Ależ moja droga Halineczko jak możesz tak mówić. - Przecież ty mnie prawie wcale nie znasz a i ja o tobie nic nie wiem. - Ale ja cię kocham Halineczko a na to żebyśmy się poznali będziemy mieli niemal całą wieczność. - W takim razie musisz wiedzieć mój drogi, że miałam już kilku narzeczonych i w ogóle mam bardzo bogatą przeszłość. - Nic to nie szkodzi, jeżeli powiesz mi teraz, że mnie kochasz. I tak po krótkiej rozmowie oboje odlecieli z kwiatka, pobzykując skrzydełkami.

Słońce było już wysoko Wokulski zdjął marynarkę, rozpiął guziki koszuli, usiadł w cieniu pod drzewem, aby odpocząć oparł się plecami o pień i zamknął oczy. Wziął haust świeżego powietrza i wypuścił je powoli zapadając w sen. Halineczka wraz z ukochanym wylatywała właśnie z lasu spiesząc na łąkę, aby napić się nektaru z kwiatka. Właśnie mijali Wokulskiego. Stanisław Wokulski powoli zapadał w drzemkę, gdy z lewej strony usłyszał miarowe bzyczenie nie zastanawiając się długo strzelił dłońmi nad uchem skąd dochodził dźwięk. Bzyczenie ustało. Wokulski zapadł w sen.

ROZDZIAŁ 4

KSIĘŻNICZKA

Obudził się przetarł oczy i rozprostował ramiona. Pora ruszać dalej rzekł do siebie w duchu i podniósł się z ziemi. Postąpił kilka kroków i ręką odgarnął krzak. Nie daleko było widać drogę. Wiła się po wzgórzu, znikała od czasu do czasu między drzewami potem znów się pojawiała. Wokulski postanowił nią pójść teraz przecież mógł robić, co zechce. Poczuł impuls, więc poddał mu się dopiero od nie dawna mógł sobie na pozwolić. Przerzucił marynarkę przez ramię i ruszył przed siebie słońce grzało go w kark, ale zdawał się tym nie przejmować po prostu szedł przed siebie zadowolony z życia. Wędrował poboczem już od dłuższego czasu, ale zamyślony nie zwrócił uwagi jak długo już idzie i jak daleko zaszedł. Ocknął się, gdy za kolejnym wzgórzem zobaczył zamek. Piękny, chociaż wcale nie ogromny. Miał dwie baszty, okalał go wysoki mur, na dachach powiewały ogromne kolorowe flagi, przy bramie głównej stały dwie małe wieżyczki. Wokulski poczuł, że ogarnia go podekscytowanie przyspieszył kroku. Gdy był już całkiem blisko zobaczył zwodzony most i strażników przed wejściem. Zawahał się trochę zanim jednak zdążył podjąć decyzje podjechało do niego na koniach dwóch mężczyzn jeden z nich zaczął rozmowę. - Pan z ogłoszenia - Z ogłoszenia nie bardzo rozumiem - Nie szkodzi. - Ale … - Proszę oto przepustka – wtrącił strażnik i podał Wokulskiemu mały kartonik. - Do zamku dostanie się pan główną bramą. Przy wejściu sprawdzą przepustkę proszę to pokazać i będzie pan mógł wejść i spróbować szczęścia. No dalej chłopie. Ruszył, zatem przed siebie właściwe nie wiedząc, czego może się spodziewać. Zbliżył się do strażników stojących przy bramie. - Pan z ogłoszenia rozumiem. - Można powiedzieć, że tak - To świetnie ma pan przepustkę. Ma pan to jeszcze lepiej. To pański numerek – podał Wokulskiemu różowy kawałek papieru z wypisanym numerem 9. Proszę śmiało wchodzić. Pójdzie pan prosto potem w lewo potem w prawo potem schodami w dół potem znów w lewo przejdzie pan przez czerwone drzwi. Czerwone nie brązowe brązowe to zupełnie nie te drzwi, o które mi chodzi mnie chodzi o czerwone. Przejdzie pan przez czerwone potem krętymi schodkami w górę. Dotrze pan na piętro minie sale lustrzaną skręci w lewo będzie pan na miejscu jak tylko przejdzie pan przez korytarz on doprowadzi pana na miejsce. Zapamiętał pan czy mam powtórzyć. - Nie w porządku. Trafię na pewno. - W takim razie życzę powodzenia. - Dziękuje. - I niech pan pamięta czerwone nie niebieskie drzwi. - Myślałem, że brązowe - Co. A tak brązowe. Ma pan rację brązowe. Przez brązowe. - Mówił pan, że przez czerwone a brązowe… - A no tak. Świetnie tylko pana sprawdzam. Tak, więc niech pan nie przechodzi przez brązowe i nie przez niebieskie. Zresztą dla mnie to bez różnicy i tak jestem daltonistą. Ale jak pan mówił przez czerwone. Niech pan unika pozostałych. - To ja już pójdę. - Tak niech pan idzie. Proszę śmiało tu w lewo. - Pokazuje pan w prawo. - Ha gapa ze mnie oczywiście, że to prawo. No niech pan już idzie.

Ruszył długim korytarzem na obu ścianach wisiały wysokie po sam sufit lustra o ciężkich złoconych ramach. Wokulski usłyszał jakieś szepty i po chwili zobaczył grupę mężczyzn tłoczących się pod drzwiami pokoju. Zapytał jednego z nich. - O co tu chodzi proszę pana - Jak to nie wie pan. Królewska córka Księżniczka spać nie może, coś ją dręczy. - Ma koszmary? - Nic z tych rzeczy. - To, o co chodzi - W tym właśnie rzecz, że nie wiadomo. Ale król ogłosił, że kto rozwiąże problem dostanie sowitą nagrodę to zjechało się paru i kombinują. - Rozumiem. Są już jakieś wyniki. - Na razie jedna ofiara śmiertelna. Tak się złożyło, że jak Księżniczka zaczęła się żalić wezwano brata Owidiusza z pobliskiego klasztoru. Znany w okolicy medyk był z niego. Był, bo jak Księżniczka oświadczyła, że coś ją gniecie i uwiera, że nie pozwala jej spać to brat Owidiusz stwierdził, że to może sumienie. Takie zawodowe zboczenie rozumie pan. Ścięli go na następny dzień. A tak w ogóle, który ma pan numerek. - Dziewiąty. - To jest pan po mnie.

- No to teraz moja kolej niech mi pan życzy powodzenia. - Połamania nóg – odparł Wokulski. - To idę. Niech pan trzyma za mnie kciuki.

- Jak poszło. - Niech pan nie pyta. - Co aż tak źle.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%