Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 26 min czytania

Łapy przy krawężniku

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Łapa za łapą po asfalcie, tuż przy krawężniku. Smukły łeb niesiony poniżej linii barków, jakby ze zmęczenia. Czarne kudły poplątane i brudne. Noc już weszła nad miasto. W ciemności nieoświetlonej ulicy jej ślepia jarzyły się czerwonymi ogniami. Gdzieś z zaułka po lewej rozległ się brzęk tłuczonego szkła. Biało czarny kot przemknął tuż przed nią. Drgnęły kształtne uszy. Była młoda. Ciało miała zwinne, szczupłe, pięknie zbudowane. Brzuch jakby z głodu podciągnięty niemal aż pod kręgosłup. Stawiała łapy równo i cicho. Wyszła zza budynku. Światła przejeżdzającego samochodu na chwilę oświetliły jej zimne żółte oczy, a mętny połysk powędrował po gładkich, ostrych pazurach. Długi ogon zwisał luźno wzdłuż tylnych łap. Po chwili namysłu ruszyła dalej. Szła powoli, nie spieszyła się. Przemierzała najbiedniejsze, niespokojne ulice tego miasta. Mieszkała tu już naprawdę długo. Nie było tajemnic, których by nie znała, dróg których by nie przemierzyła, niebezpieczeństwa które by ją zaskoczyło. Ludzie widzieli czarną trochę zabiedzoną wilczycę.. lecz to co najważniejsze ukryte pozostawało w jej zimnych oczach przeciętych wąską, pionową kreską czarnej źrenicy. Nie tak do końca była zwykłym zwierzęciem. Legowisko swe miała na cmentarzu. Lubiła to miejsce pełne spokoju i zadumy. Zawsze miała wrażenie, że tam zatrzymał się czas. Stróż czasem dał jej wody zabielonej mlekiem z powrzucanymi doń kawałkami chleba. Był też chłopak, który regularnie odwiedzał pewnien grób. Kiedyś dostrzegł ją stojącą pod drzewem. Całkiem niedaleko. Od tej pory zawsze coś przynosił dla niej i zostawiał pod tamtym właśnie drzewem. Nie oczekiwał niczego wiecej, nie chciał jej głaskać czy zabierać ze sobą do domu. Przyzwyczaiła się do niego i gdy przychodził zjawiała się by wspólnie z nim posiedzieć przy grobie. Widziała na nagrobku zdjęcie młodej dziewczyny. Pomyślała sobie wtedy, że to pewnie jego dziewczyna. Chłopak milczał. Nie miał w zwyczaju mówić tak jak czasem czynili to inni odwiedzający groby swych bliskich. Nigdy też nie widziała by się modlił. Poprostu przychodził i się gapił. Z zamyślenia wyrwał ją pisk opon. Jakieś auto zahamowało ostro. Wybiegli z niego trzej mężczyźni i wbiegli do jakiejś klatki schodowej. Zawęszyła. Policja. Westchnęła i poszła dalej. Nie lubiła mieszać się w sprawy ludzi. To przynosiło tylko kłopoty. Każdej nocy przemierzała miasto. Wędrowała bez celu, przyglądała się ludziom. Dziś była pełnia. Uniosła łeb by spojrzeć na księżyc. Drobny, biały okruszek spadł na jej nos i zniknął po chwili. W powietrzu kołowało jeszcze parę mu podobnych. Śnieg. Najwyraźniej nie przeszkadzał chłopcom grającym w kosza na starym, nierównym boisku. Krzywa latarnia oświetlała ich własny plac boju. Podeszła do ogrodzenia z podrdzewiałej siatki. Popatrzyła na nich. To było jedno z wielu osiedli tego miasta. W zasięgu wzroku miała trzy budynki i mały plac zabaw. Jakaś kobieta wyszła ze starej kamienicy. Poszła wyrzucić śmieci, gdy wracała popatrzyła na grających chłopaków - Jason - krzyknęła - już po 21, chodź do domu na kolację ! - chłopak, który trzymał piłkę i właśnie celował do kosza odkrzyknął - zaraz mamo ! już kończymy! - wilczyca odwróciła łeb słysząc za sobą hałas, nastawiła uszu. Do samochodu, który minęła idąc tu, podprowadzano jakiegoś mężczyznę. Słyszała jak przeklinał. Ciekawe co przeskrobał, że zwijają go tajniacy pomyślała wracając spojrzeniem do chłopców. Kobiety już nie było. Drzwi od klatki schodowej gdzie weszła właśnie się zamykały. Piłka uderzyła w siatkę tuż obok, wilczyca cofnęła się kładąc uszy po sobie. Odwróciła się i odeszła. Któryś z chłopców na nią zacmokał i zawołał. Zignorowała to. Przeszła w kłus kierując się w stronę centrum. Zniknęła gdzieś w ciemności pomiędzy budynkami.

Księżyc świecił ponad miastem, na ulicach kwitło życie nocne. Grupy młodzieży zmierzały do pubów. Gangerzy załatwiali swoje porachunki. Dilerzy czekali na klientów. Dziwki też. Bezdomne psy i koty walczyły o przetrwanie na równi z bezdomnymi ludźmi. Płynęła rzeka samochodów. Niektórzy wracali z pracy, inni właśnie ją zaczynali. Lampy zalewały chodniki pomarańczowawym światłem. Po parkach i wokół budynków chodzili ludzie ze swoimi psami, wszakże pora była odpowienia na wieczorny spacerek. Szyby rozbłyskiwały niebieskawym światłem. Czasem patrzyła się po oknach wyszukując tych, które błyskałyby tak samo, co znaczyło, że ludzie w różnych mieszkaniach oglądają ten sam program. Po co to robiła? chyba dla rozrywki jedynie, gdyż ta wiedza była jej raczej zbędna. Czarny cień przesuwał się ponad głowami ludzi skacząc z dachu na dach. Mogła sobie na to pozwolić. Budynki stały tu wystarczająco gęsto. Kolejny skok, kolejny budynek został za nią. Dobiegła do końca dachu. Łapy stanęły na krawędzi, parę kamyczków spadło w dół. Tu wędrówka się kończyła. Następny budynek był daleko, o wiele za daleko by mogła tam skoczyć o własnych siłach. Między budynkami znajdował się parking. Stało tu kilka samochodów. Jej uwagę zwrócił młody mężczyzna przy jednym z aut. Stał nonszolancko oparty o drzwi swojego ciemnego bmw. Ubrany był w czarne jeansy o kolorze już nieco wyblakłym i luźną bluzę z kapturem, której rękawy mimo panującego na dworzu chłodu były podwinięte aż nad łokcie. Miał ciemną karnację i farbowane na czarno kręcone włosy opadające za ramiona. Dostrzegła nawet taki szczegół jak fragment tatuażu widocznego dzięki podwiniętym rękawom jego bluzy. Wyglądał jakby czekał na kogoś. Widziała zniecierpliwienie na jego twarzy. Na parking wjechał ścigacz. Oczekujący przy bmw uniósł głowę i popatrzył na niego spode łba. Na jego ustach zjawił się krzywy uśmieszek. Motocykl zatrzymał się. Zsiadł z niego chłopak na oko w wieku tego, który czekał. Zdjął kask. Miał bladą skórę i krótkie włosy scięte na jeża. Ubrany był w białą kurtkę motocyklową i czarne skórzane spodnie. Rozejrzała się szybko. Zauważyła odpowiednie miejsce. Spojrzała tam i już jej nie było. Po chwili wyszła zza budynku i miękkim kłusem sunęła pomiędzy autami. Młodzi mężczyźni stali już naprzeciw siebie i rozmawiali. Położyła uszy po sobie. Nie mieszała się w sprawy ludzi.. ale jeden z nich nie był człowiekiem. Żółte oczy patrzyły prosto na tego, który przyjechał ścigaczem. Rozmowa nabierała tempa. Kłócili się. Była coraz bliżej. Wyprzedziła go o ułamki sekund. Wyciągnął broń chcąc strzelić do swojego rozmówcy. Czarne ciało rozciągnęło się w skoku. Huk wystrzału zduszony tłumikiem. Błysk kłów. Krótki urwany krzyk. Broń upadła na asfalt. Krew bryznęła na ziemię. Chłopak kompletnie zaskoczony trzymał się za krwawiące ramię. Widział smukłą, czarną wilczycę z zaciętością atakującą jego niedoszłego mordercę. Widział ślad jaki jej zęby zostawiły na tamtego dłoni. Teraz on się cofał, a ona atakowała uparcie skacząc do gardła. Bronił się nieźle. Wiedziała, że normalny człowiek już dawno padłby pod ciosami jej kłów. Temu jednak jej ataki nie czyniły większej krzywdy. Nim jednak posłał ją celnym kopniakiem na stojące nieopodal auto zdołała mu jeszcze upuścić krwi i poszarpać ubranie. Gdy wstawała widziała jak odjeżdzał. Chłopak, którego obroniła strzelił za odjeżdżającym ale niecelnie. Trafił w motocykl trochę go uszkadzając. Chyba ramię za bardzo go bolało. Zmiął w ustach przekleństwo. Otrząsnęła futro. Popatrzył na nią i cmoknął z uznaniem. Schował broń. Kucnął wyciągając do niej rękę. Widziała jego piwne oczy - chodź - zawołał, a starał się by ton głosu był miękki i zachęcający. Popatrzyła w niebo. Niedługo zima. Spojrzenie pełne namysłu znów padło na chłopaka przed nią. Klepał się teraz po kolanie starając się ją przywołać. A może miał pchły? Postąpiła ku niemu dwa kroki - tak, chodź maleńka, chodź - widziała zadowolenie na jego twarzy. Zawęszyła. Zaintrygował ją ten zapach. Pomyślała, że zapowiada się ciekawa zima. Podeszła jeszcze trochę i wyciągnęła ku niemu pysk. Widziała jak ręka powoli przysuwa się coraz bliżej. Palce dotknęły jej lekko zjerzonego futra. Wciąż do niej mówił, a po chwili dłoń odważnie wylądowała na jej szyi drapiąc delikatnie za uchem. Spędzili tak dłuższą chwilę po czym on wstał i cofnął się lekko klepiąc się zdrową ręką po udzie - chodź - zachęcił. Obserwowała go. Krok ku niemu. Uśmiechnął się i cofnął wciąż wołając. I znowu krok ku niemu, a on znów się cofnął. Przypominało to jakąś dziwną zabawę. Stanął przy swym samochodzie. Otworzył drzwi. Teraz był bezradny. Myślał jakby tu pokazać psu, żeby wszedł do auta, ale zupełnie nie miał pomysłu. Wilczyca wybawiła go z tego problemu poprostu podchodząc do auta i wskakując do środka jakby przez całe życie nigdy nic innego nie czyniła. Zamknął drzwi za nią. Wyciągnął komórkę. Coś napisał, po czym wsiadł do samochodu i odjechali stąd z piskiem opon.

Patrzyła na miasto za szybą auta. Mokry nos zostawił ślad na szybie, gdy chłopak skręcił. Lubił jeździć agresywnie, chodź teraz za specjalnie nie szarżował. Postrzał skutecznie uniemożliwiał mu jakieś drogowe szaleństwa. Może to i lepiej pomyślała oblizując się po nosie. Jechali w inną część miasta. Rzadko tam bywała. Zatrzymali się na parkingu przed wieżowcem. Wyłączył silnik. Odczekał chwilę nim wysiadł i ją wypuścił. Zamknął drzwi, auto cicho piknęło. Skierował się do jednej z dwóch klatek schodowych. Przechodząc obok samochodu zauważyła, że był ciemnozielonego koloru. Szła za nim, a on co parę kroków oglądał się na nią. Był wyraźnie zadowolony - mądry jesteś - stwierdził, gdy już stali pod klatką i otwierał drzwi. Mieszkał na szóstym piętrze. Drzwi do jego mieszkania były ciemne i wisiał na nich znak zakazu wjazdu. Zgrzyt klucza w zamku i po chwili widziała już wnętrze. Weszła bez wachania. Dwa pokoje, kuchnia, łazienka i osobno wc. Weszła najpierw do dużego pokoju, nie miał drzwi. Na podłodze leżał dywan. Już dawno stracił swój oryginalny kolor i zatarły się na nim wzorki, przez dużą ilość butów jaka po nim przeszła. Goście tego chłopaka widocznie nie mieli w zwyczaju zdejmować obuwia. Może poprostu tego nie wymagał. Stała tu kanapa, trzy fotele i okrągły stolik. Telewizor z postawionym na nim zestawem dvd stał na szafce, która robiła za barek. Czuła stamtąd wyraźny zapach alkoholu. W kącie pokoju stała wieża. Tony płyt walały się wokół niej. Żyrandol o nadkruszonym kloszu zwisał smętnie z sufitu. Zasłonki w oknach. Oberwana z jednej strony firanka. Kuchnia. Wyładzina na podłodze. Stary zlew, lodówka, parę szafek i kuchenka. Nic specjalnego. Tu w oknie nie było firanki. Poszła dalej. Zerknęła przez uchylone drzwi do drugiego pokoju. Tu miał sypialnię. Łóżko, regał, gitara w kącie, plakaty na ścianach, żaluzje w oknach. I tu też nie było firanek w oknach. W czasie, gdy zwiedzała nowe lokum, on był w łazience. Zdjął bluzę, umył ranę. Na szczęście kula tylko z wierzchu przeorała mięśnie. Zabrał się za bandażowanie ramienia, gdy w wejściu do łazienki stanęła wilczyca. Widziała teraz wyraźnie to co dostrzegła już wcześniej. Na obu ramionach, aż po łokcie, miał wytatuowane dziwne wzory. Coś jak tribale. W łazience poza prysznicem i pralką była też umywalka i otwarta teraz nad nią szafka, w której trzymał apteczkę pierwszej pomocy i jakieś leki. Drzwi szafki z zewnętrzej strony były lustrem. Skończył i popatrzył się na wilczycę. Westchnął. Podszedł i kucnął głaszcząc ją po łbie po czym ostrożnie schwycił ją za kudły na karku - chodź - powiedział i lekko pociągnął w stronę przysznica. Poszła tam bez wachania i sama weszła do środka. Stanął obok niej, zamknął kabinę i odkręcił wodę. Ustawił ciepłą i zmoczył jej futro. Gładził ją, czuł pod palcami kości i pojedyncze blizny na skórze. Zmył z niej cały brud, umył szamponem jakiego sam używał i dokładnie spłukał. Otrząsnęła się z wody i dopiero wtedy ją wypuścił. Wytarł ręcznikiem. Przy czesaniu dostrzegł, że miała dłuższe futro na brzuchu, tylnych stronach łap i spodzie ogona. Zauważył, też że jego pies.. jest suczką. Jakoś wcześniej nie zwrócił na to uwagi. Kleknął na podłodze - suka? - w jego głosie słyszała zwątpienie. Popatrzyła na niego uważnie, a on podrapał się po głowie. Po chwili wstał i poszedł do swojej sypialni się przebrać. Wyszła jeszcze raz się otrząsając i podążyła do dużego pokoju. Wskoczyła na kanapę i ułożyła się wygodnie. Leżący na niej kocyk lekko pociemniał. Wrócił on niosąc w ręku czerwoną bandamę. Ubrany był jedynie w bokserki co spowodowało, że wilczyca skrzywiła się z niesmakiem, chodź miał zadbane ciało. Usiadł, złożył bandamę w trójkąt i zawiązał na jej szyi, tuż nad karkiem. Włączył telewizję i poklepał sukę po karku. Musiał nadać jej jakieś imię jeśli miała być jego psem. Jedyne co przychodziło mu do głowy,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Łapy przy krawężniku — czytnik · opowiadania