Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Dla dzieci · 10 min czytania

Larwa

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Miała sen. Dziwny i obcy, jak dotyk nieznajomego w mrocznej alejce. W tym śnie była dzieckiem, które uciekało. Straszydło deptało jej po piętach. Słyszała jego oddech, ciężki i świszczący. Nerwowy tupot stóp. Odwróciła się. Straszydło miało żółty język. Tak właśnie. Żółty, jak płatki słonecznika. Chory, szalony kolor. Potknęła się i wpadła do rynsztoka. Ogarnął ją smród odchodów i śmieci. Smród brudu. Pomyślała, że też jest żółty. Jest żółty właśnie dlatego. A potem Straszydło ją dopadło i...

...zaczęła wrzeszczeć. Z ciemności wyłoniły się dłonie, białe jak duchy, które chwyciły ją mocno i zaczęły potrząsać. Usłyszała czyjś głos. Głos mężczyzny. I nagle iskra świadomości przeskoczyła w jej głowie. Przestała się rzucać. Mężczyzna zapytał: — Co się z tobą dzieje? Zapalił nocną lampkę i wtedy ujrzała twarz męża, całkiem rozespaną i napiętą z nerwów. — Magda? — W porządku — powiedziała. — Miałam zły sen. Spojrzał na nią dziwnie, z ukosa. W tym spojrzeniu była troska, lecz także sporo strachu. Wyglądał jak człowiek, który w ostatniej chwili powstrzymał zawał serca. — Jakby cię mordowali — powiedział. — Zgaś światło — ucięła, kładąc się. — To nic takiego. Mariusz przyciągnął ją do siebie i ucałował w czoło. — Co ci się śniło? Odsunęła się i stwardniała jak kłoda. Uciekła przed jego palcami na sam skraj łóżka, a gdyby się dało wybiegłaby z domu. Skąd ta panika? Kochała go przecież, był jej ostoją, bezpiecznym portem. Kochała go do szaleństwa. Wewnątrz klatki piersiowej jej serce wściekle tłukło o żebra. — Nie pamiętam, naprawdę. Ale gdy zamknęła oczy powieki miała żółte od spodu.

***

Poranek był senny, tak jak wszystkie niedzielne poranki począwszy od dnia, w którym Bóg stworzył ziemię. Magda zaparzyła sobie kawy i zrobiła wszystkim śniadanie. Niedługo później do kuchni weszła Marysia. Maleńkimi piąstkami przecierała zaspane oczka. — Cześć skarbie — przywitała córkę. — Jesteś głodna? Za oknem słońce świeciło mocno, choć dopiero zaczynało wspinaczkę po niebie. Marysia wyjrzała na zewnątrz i kichnęła siarczyście. Wąska bruzda marszczyła jej brwi. — Źle się czuję. Boli mnie. Magda podeszła i cmoknęła ją w czoło. To był typowy matczyny całus brzmiący jak wystrzał z kapiszona. Uważnie przyjrzała się córce. Oby nie było to zapalenie cewki moczowej, w tym roku łapała to już trzy razy. — Gdzie cię boli, skarbie? Maleńka rączka uniosła się i zatrzymała na udach. — Tutaj. — Pójdziemy do apteki. Nie jesteś głodna? Magda pokazała jajka pokrojone w talarki. Oprócz tego na stole znajdował się chleb i masło. Jeszcze trochę przypraw, bo Mariusz lubił kiedy jedzenie wypalało mu usta. — Nie chcę, boli mnie. Magda pochyliła się nad córką i przechyliła badawczo głowę. Marysia miała podkrążone, zmęczone oczy człowieka, który cierpi na bezsenność. Nieprawda, pomyślała, to znowu ten pieprzony wirus. — Powinnaś coś przekąsić — powiedziała. — Krzyczałaś w nocy. Słyszałam. Magda pokręciła głową i mocno przytuliła córkę. — Obudziłam cię? Marysia otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć, ale wtedy do kuchni wszedł Mariusz i zamilkła. Wyszła nie obrzuciwszy go nawet spojrzeniem. — Co jej jest? — spytał biorąc pierwszą z brzegu kanapkę. — Nie wiem — powiedziała smutno. — Przecież zrobiłam jej śniadanie. Patrzyła jak zęby męża rozrywają chleb. Mlaskał. Widziała nitki śliny rozciągnięte na ustach. Język oblepiony miał jajkiem i żółtkiem. Przez chwilę naprawdę był żółty.

***

Niedziela jest w Polsce tradycyjnie czasem mszy i spacerów. Na spacery ludzie chodzą częściej i z większą werwą, chyba, że pogoda się psuje. Wtedy zazwyczaj odwiedzają znajomych, a ci bardziej samotni Karola Strasburgera. Stale jest to randka zaczynająca się kiepskim żartem. Tej niedzieli słońce świeciło jednak mocno, jakby jutro miał się skończyć świat. Ogromne, płonące oko otwarte pośrodku nieba. Magda lubiła spacery w świetle dziennym. Zakładała już buty, gdy podeszła Marysia. Delikatne blond włosy miała upięte w śliczne kucyki. Nawet w zwykłym dresie i kapciach wyglądała jak mała księżniczka. — Mogę iść z tobą? — spytała. Kręgi pod oczami miała ciemne jak ślady po kubku z kawą. — Proszę. Chcę iść z tobą. Odpowiedziała jej promiennym, ciepłym uśmiechem. Była dumna z wyglądu córki. Wystarczy spojrzeć na jej ubrania, same dobre marki. Co trzy miesiące chodzi do najlepszego fryzjera w mieście. To wszystko kosztuje majątek, ale przecież ma bogatego ojca. Całe szczęście. Powinna się cieszyć. Zamiast tego była przygnębiona i smutna, jakby coś ją gryzło w środku, coś zbyt dużego, by mogła to z siebie wydusić. — Mamo? Tak, spacer to niezły pomysł. Mogą pójść do parku, nazbierać kasztanów i liści, a potem skoczyć na lody do…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%