Kryminał · 6 min czytania
LAS
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- W końcu mi się udało! Jestem w Stanach. Od dawna chciałam tu przyjechać, poznać kulturę, zarobić trochę pieniędzy na studia. Jutro zaczynam zwiedzanie amerykańskich lasów podczas wycieczki rowerowej ze znajomym z podstawówki. Po uprzednim spakowaniu prowiantu i urządzeń potrzebnych w przypadku gdybyśmy zgubili drogę- wyruszamy naprzód. Ścieżki - jak to zwykle w lesie bywa- są wąskie i kręte, ale jazda jest przyjemna. Orzeźwiające powietrze, które tak mocno kontrastuje z granatową chmurą zanieczyszczeń w Nowym Jorku jest miłą odmianą dla naszych ciał i umysłów. Jacek ustalił już trasę więc jedziemy ściśle trzymając się planu. Po dłuższej chwili śpiewania piosenek obozowych, których nauczyliśmy się jeszcze w Polsce, Jacek zaczyna przewracać mapę na różne strony. Widok był dość zabawny, bo przecież zgodnie ze stereotypem, z którym zresztą Jacek do reszty się zgadzał, to kobiety nie potrafią czytać map. Po chwili zorientowałam się jednak, ze sytuacja jest poważna. Zgubiliśmy się. Znaleźliśmy się na szczycie dość wysokiej górki, z której zjazd mógł, chociaż w minimalnym stopniu, zrekompensować nam długie godziny przymusowej jazdy i narastające uczucie głodu. Pognaliśmy stromą ścieżką na sam dół, gdzie las przeistoczył się w bagno z ogromnymi, lepiącymi się i śmierdzącymi roślinami. Ani ja, ani Jacek, nie zdążyliśmy zahamować mocząc się po pas w dziwnie wyglądającym mule. Zła i mokra zaczęłam ciskać piorunami w kompana mojej podróży. Byłam przekonana, ze wina leży po jego stronie i gdyby nie staroświeckie przesądy o kobietach, odczytałabym mapę dobrze a wycieczka zakończyłaby się już parę godzin wcześniej. Po chwili niemiłej wymiany zdań byliśmy gotowi znowu wyruszyć, gdy nagle usłyszeliśmy niski, męski głos. W pierwszym momencie oboje poczuliśmy się uratowani , lecz za moment zrozumieliśmy co mężczyzna mówił używając przy tym łamanej angielszczyzny. Napotkany człowiek był kłusownikiem, polującym na rzadki okaz zwierzęcia występującego w tym lesie. Każda spotkana istota ludzka była dla niego zagrożeniem, bowiem polowanie na to zwierze było zabronione i wysoce karane. Jasne więc było, ze tego człowieka powinniśmy się obawiać. Wracając drogą, którą tak miło nam się zjeżdżało w dół, wciągając rowery i kłócąc się zarazem , zarówno ja, jak i Jacek poczuliśmy się u kresu naszych sił. Na szczycie góry usłyszeliśmy podobny męski głos. To ten sam mężczyzna! Pierwszym i jedynym planem była ucieczka bez rowerów, bowiem droga, którą wybraliśmy była nieprzejezdna.…