Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 9 min czytania

Lassos

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wpatrywał się w spokojną taflę jeziora. To był przyjemny poranek. Dopiero, co spałaszował królika. Do picia nie miał nic poza czystą i zimną wodą, to wystarczyło. Odkąd pamiętał żył w ten sposób i było mu dobrze. Zdarzało się czasem, że skosztował chleb, ciasto lub nawet łyk wina. Wędrowcy, którzy zawitali do Lassos potrzebowali przewodnika, a on jako zapłatę nie przyjmował pieniędzy. Brał, więc jedzenie, czasem jakąś część garderoby. W rzeczywistości te nagrody były zbędne. W Lassos było dość pożywienia, aby nakarmić nie jednego, a setki Kattatich.

Spojrzał na swoje odbicie w jeziorze i uśmiechnął się. Długie zielone włosy falowały na wietrze, kasztanowe oczy błyszczały radośnie, błękitna skóra odbijała promienie wiosennego słońca.

Przedpołudnie spędził śpiąc. Obudził go hałas. Coś jak uderzenie pioruna. Zmarszczył czoło. Chwycił w swoje długie palce rybę, którą zauważył przy brzegu i ruszył w stronę, z której doszedł go dźwięk. Biegł przenikając przez drzewa, jednocześnie pożerając świeżego karpia.

Zatrzymał się po kilku minutach. Dąb na jego drodze przemówił. W jego głowie pojawiły się obrazy. Wielu ludzi z mieczami i kuszami. Podłożyli pod starą sosną jakiś pakunek, później podpalono go. Odsunęli się, a drzewo rozpadło się na kawałki. Zapytał, dlaczego. Dąb nie wiedział. Może jedli drewno? Tyle, że to byli ludzie. Żywili się tym samym, co Kattati, a on przecież nie był kornikiem. Zgodził się, to było bez sensu. Jednakże jeszcze mniej sensu miało rozbicie sosny.

Rozmowę przerwał im kolejny wybuch. Kattati znów ruszył w pogoń, tym razem z prędkością wiatru. Zatrzymał się przed zgrupowaniem żołnierzy. Stał się niewidoczny. Krzyczeli i śmiali się głośno. - Panie, wiedźma odnalazła kolejne magiczne! – zawołał jeden z żołnierzy. Z tłumu na białym koniu wyłonił się ich przywódca. Wysoki brunet, o dumnym wyrazie twarzy. Ilość złota na jego zbroi wskazywała, że nie jest zwykłym szlachcicem, lecz wysłannikiem króla.

A, więc chcieli unicestwić mówiące drzewa, przyjaciół Kattatiego. Strażników Lassos. Nie dało się ich ściąć żadną siekierą, ani piłą. Nie bały się też ognia. A ci ludzie posiedli tajemną siłę, zdolną zniszczyć prastare moce. Tylko, jaki był ich cel? Tego Kattati mógł się tylko domyślać. Najstarszy Klon znał wiele odpowiedzi. Postanowił go zapytać.

Znów sunął przez las i po chwili pojawił się pod Klonem. Potężne drzewo o rozłożystej koronie, stało na środku niewielkiego wzgórza. Wokół niego rosły tylko krzaki i krzewy, swoją małością jeszcze bardziej ukazujące jego ogrom. Przypominał króla czekającego na wieści posłańca, otoczonego swoją świtą.

W tym przypadku jednak posłaniec nie przynosił wiadomości, lecz pytania. Kattati usiadł po turecku przed leśnym władcą i otworzył umysł. Klon przemówił. Jego długie gałęzie gięły się, jakby pod wpływem wiatru, jednak powietrze było spokojne. Klon myślał.

Kattati po kilku minutach wiedział już wszystko. Ludzie niszczyli mówiące drzewa, gdyż nie pozwalały zasiedlać im Lassos. Mogliby teoretycznie omijać je, budować domy, uprawiać swoje rośliny. Jednak mądre istoty, chroniły swoją ziemie, nie chciały istnieć jako część miast i wiosek. Żaden budynek nie mógł stanąć w pobliżu puszczy. Po postawieniu fundamentów, na drugi dzień odnajdywano gruzy. Karczowane tereny same się zalesiały. A magicznych drzew nie mogło zniszczyć nic. Poza tym, jak można było je odnaleźć, skoro nie wyróżniały się niczym szczególnym? Jeszcze nie urodził się człowiek, który mógłby słyszeć ich głos. Ludzkie umysły były zbyt ograniczone.

Teraz ludzie posiedli siłę. Magowie stworzyli substancję niszczącą skały. Niszczyła ona też serca drzew. Nie były wstanie oprzeć się tej śmiercionośnej mieszance. A na domiar złego, pojawiła się wiedźma słysząca ukrytą mowę.

Kattati otrzymał też rozkaz, miał się pozbyć najeźdźców. Lassos było jego domem i schronieniem, przyszedł czas, aby podziękować za gościnę. Kiedy znów znalazł się w pobliżu agresorów, cieszyli się właśnie z kolejnej udanej egzekucji. Tym razem nie ukrywał się, lecz ukazał żołnierzom. Patrzyli ze zdziwieniem na błękitnego stwora, który nie sprawiał wrażenia kogoś,

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%