Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 26 min czytania

Last Heart

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Margot czuła się trochę nieswojo przed gabinetem Snape'a, wiedziała że czeka na nią niemiła niespodzianka. Zapukała niepewnie w drzwi profesorskiego gabinetu. Usłyszała zza nich donośny głos, który oznajmił żeby wejść. Dziewczyna troche speszona głosem nauczyciela z drgawkami otworzyła drzwi. Lekko zarumieniła się kiedy profesor na nią popatrzył. Zamknęła je za sobą i usłyszała łoskot rozbitej porcelany. Wzdrygnęła się na dźwięk tego i mruknęła „profesorze ja posprzątam”. Nauczyciel popatrzał na nią ze zdumieniem i powiedział „Nie trzeba, to nie twoja wina” Chwila ciszy. Profesor odwrócił na chwile placami do uczennicy i wstał by pozbierać potłuczoną porcelanę. Na darmo, bo Margot była szybsza podbiegła i zwinęła wszystko w ręce. Profesor z odrazą popatrzył na nią i z ironią w głosie powiedział - Pokaleczysz się, dziecko połóż to na moim biurku zanim zrobisz sobie krzywdę Dziewczyna jak na rozkaz chamsko i bezczelnie rzuciła całą zawartość dłoni na profesorskie biurko. Profesor pokręcił oczami i gestem pokazał Margot siedzenie. Ta zaś nie usiadła tylko oparła się o ścianę. Zaczęła rozmowę - Profesorze więc co z tym szlabanem za rozbicie dwóch słojów ze składnikami? - spytała bezczelnie z nutką ironii w głosie - Odwołuję go, ot tak. Zmieniłem zdanie, ty nie nadajesz się do sprzątania w toalecie - Ot tak? Pierwsze słyszę, żeby jakiś profesor odwołał szlaban. - Wyjątki się zdarzają - odpowiedział tonem kończącym rozmowę. Margot sunęła się ze ściany na podłogę. Profesor z wielkimi oczami patrzył na dziewczynę przez dłuższą chwilę i wstał z fotela. Objął pod pachami dziewczynę i podniósł ją na równe nogi. Chwilę później już byli w skrzydle szpitalnym. Położył ją na łóżko szpitalne i wezwał szybko Poppy Pomfrey. Pielęgniarka kazała wyjść mu natychmiast i sama zajęła się dziewczyną. Najpierw sprawdziła jej tętno, a dopiero później zbadała całą. Uczennica zdaniem pielęgniarki była osłabiona, lecz tak naprawdę dziewczyna omdlała i straciła przytomność. Nie minęły dwa dni, a Margot nadal leżała w skrzydle szpitalnym bez żadnej poprawy. Kiedy się zbudziła ujrzała przed sobą Blair która trzymała jej rękę w nadgarstku i czekała kiedy się obudzi. Dziewczyna wyksztusiła tylko: - Ojciec o wszystkim mi powiedział, aż żal mi się Ciebie zrobiło i..i...I przyszłam do Ciebie Mar - Blair zbladła jeszcze bardziej. Margot ścisnęła rękę w pięść i walnęła się nią w czoło. - Przyniosłam ci lekcje - oznajmiła z radością Blair. Margot popatrzyła z ciekawością na towarzyszkę, która pozostawiła na jej stoliku pergaminy i książki. Dziewczyna odwróciła się na bok i mruknęła - Dzięki. - Ależ oczywiście i masz tu jeszcze swoje pergaminy i pióro z atramentem. Książki wykorzystaj moje w końcu mamy koniec tygodnia. Więc ja mogę w sobotę odrobić lekcję. - Ile ja tu leżę? – znienacka spytała się Margot - Ze dwa dni. - Twój ojciec coś mówił na temat tego zdarzenia? - Nic takiego tylko kazał mi cię odwiedzać i dać ci notatki. - Ach oczywiste. A teraz pozwól mi odpocząć dobra? -Dobrze, trzymaj się Mar i zdrowiej Margot przeklneła pod nosem koleżankę i odwróciła się na plecy. Wierciła się i wierciła, aż wkońcu upadła na ziemię. Podniosła się na obolałej ręce i ze ślizgiem przemknęła po umytej podłodze w skrzydle szpitalnym. Krzykneła na pomoc i jak na wezwanie pielęgniarka przybyła. Podniosła dziewczynę z dużym oporem. W końcu osoba po pięćdziesiątym roku życia, nie uniosłaby uczennicy, która waży więcej niż pięćdziesiąt kilo. Dziewczyna jęknęła kiedy pielęgniarka chwyciła za rękę. Poppy złapała się za głowę i wyszeptała - Z tobą dzieciaku są same kłopoty, raz na tydzień musisz mieć skaleczeniu lub złamanie i ewentualnie obrzęk. Jezuśku jak z tobą wytrzymują rodzice. Margot nie odpowiedziała na to co usłyszała. Pielęgniarka przykryła ją kołdrą i podeszła do szafki która stała w rogu. Wyjęła lekko fioletowy płyn i podała Margot. Dziewczyna jednym przechyleniem szklanki wypiła całość kwaskowatej cieczy. Wzdrygnęła się przy tym jak karaluch. Położyła się i zamknęła oczy. Znów zasnęła. Tym razem na krótko. Za jakąś godzinę może dwie obudził ja szelest papierków. Niechętnie otworzyła jedno oko i ujrzała Blair siedzącą nad nią i jedzącą cukierki z miodowego królestwa. - Mar chcesz jednego? - zapytała - Mi nie wolno jeść słodyczy - Ach to przepraszam Margot przykryła się szczelinie i nakryła głowę poduszką. Wszystko by oddala za pięć godzin snu. Ładna pogoda za oknem zmieniła się w szalejącą burze. Blair wstała i zasłoniła okno nad Margot. Dziewczyna przygryzła koleżance - Snape’owa ja lubię ciemne klimaty weź odsłoń - To przyciąga pioruny do pomieszczenia dobrze wiesz. Dobra Mar zostawię ci parę cukierków, bo może się skusisz, no to cześć. Do jutra z rana mam nadzieję że będziesz mogła pójść na śniadanie, a potem do Hogsmeade. - Cześć - bez zastanowienia, z obrzydzeniem warknęła Margot. Nie lubiła jak nazywana ja Mar. Był to szczyt bezczelności i chamstwa, jej zdaniem. Ogóle nie bardzo lubiła Blair.

Nazajutrz - Hej Mar, słonko świeci, zaraz idziemy do Hogsmeade - Blair przyszła do Margot z samego ranka i obudziła ją swym zwykłym, jednakże bardzo tolerancyjnym tonem. - Blair, proszę nie dziś, jutro albo później - dziewczyna z zamkniętymi oczy i z zaciśniętą dłonią na pościeli warknęła do koleżanki - Może później daj się wyspać! Blair popatrzała na Margot ze zdumieniem, otwierała usta żeby coś powiedzieć, lecz po chwili zamykała i tak w kółko. - Nie ma co, śpioch z ciebie jak nie wiem co. No dobra o 17 przy wejściu głównym do zamku ok? - Dobra - odpowiedziała Margot jak najbardziej uprzejmie - A teraz daj się wyspać!- Znów nakryła się pościelą i próbowała powrócić do snu z którego ją wyrwano. Nie udało jej się to, więc wstała i poprosiła pielęgniarkę o parawan. Ze złamaną ręką jakoś z trudem ale pomału ubrała się i uczesała. Długie brązowawe włosy zawiązała w warkocz. Poprosiła pielęgniarkę o spakowanie jej żeczy do torby. I tak ze spakowanymi rzeczami i uporządkowana wyszła ze skrzydła szpitalnego. Ruszyła prosto do gabinetu wychowawcy. Idąc kamienną ścieżką potykała się o wystające cegły. Spotkała też Dirę, która jak zawsze miała w koło pełno wielbicieli. Przechodząc obok niej, Margot zarzuciła krótkim "Hej" i Dira odepchnęła wszystkich fanów od siebie. Podleciała do Margot i uwiesiła się jej na szyi. Szepnęła jej do ucha: - Margot, ty stara krowo. Jak ja cię dawno nie widziałam. Witaj w domu! - z tak bardzo uprzejmym tonem Diry, Margot się jeszcze nigdy nie spotkała. Popatrzyła na nią ze zdziwieniem i poszła dalej. Zapukała do drewnianych drzwi i otworzyła je. Profesor przeglądał referaty szóstoklasistów i oderwany od kartki popatrzał ze zdziwieniem na Margot. - Margot, proszę cię, usiądź jak chcesz o czym porozmawiać. I poczekaj pięć minut. Dziewczyna poproszona o to usiadła zakładając przy tym nogę na nogę. Siedząca Margot wyglądała dość niewinnie. Przyglądała się profesorowi przez dłuższą chwilę kiedy ten z radością oznajmił: - Skończyłem! Dziewczyna popatrzała się z ogromnym zdziwieniem na obraz profesora którego poraz pierwszy widziała zadowolonego. -Więc Mar o co chodzi- spytał się i gestykularnie układając ręce w koszyczek i przysunął się bardziej do blatu biurka. Dziewczyna przełknęła głośno ślinę i powiedziała prosto z mostu: - Profesorze przepraszam za tamto wydarzenie, ja naprawdę nie chciałam, nie umiem zapanować nad stacją która mnie otacza i tracę przytomność, ja naprawdę nie chciałam panu robić przykrości, profesorze - dziewczyna szybko ze starannym zniżaniem i podwyższaniem głosu z łzami w oczach wydusiła przez zęby, a profesor głęboko wypuścił powietrze ustami i podparł rękoma głowę. Westchnął jeszcze raz i powiedział - Nic się nie stało, Margot zrozum mi to nie przynosi kłopotu, tylko boje się o twoje zdrowie, nie znaczy to że tobą się bardziej opiekuję niż Jibrille. Zrozum nie chce stracić jednej z moich ulubienic. Boję się że... - profesor jedną ręką podparł czoło - że umrzesz tu, w Hogwarcie. Znałem twoją matkę i ojca. Byli dwa lata starsi ode mnie, lecz bardzo ich lubiłem a oni mnie. Właśnie chodzi mi o to, że twoja matka i ojciec zginęli tu w zamku, i ty tu właśnie się urodziłaś, kiedy to oni kończyli 7 klasę. Margot wstała, i ruszyła w stronę drzwi. - Margot przyrzeknij mi, że nie będziesz o tym nikomu mówić proszę - łza spłynęła po jego twarzy. Margot miała już chwycić za klamkę kiedy to odwróciła się i popatrzyła z przygnębieniem na nauczyciela. - Profesorze, moja mama i mój tata zginęli, ale jak? Profesor zwrócił wzrok na dziewczynę i wykrztusił - Przez ciężką chorobę, zapadli w śpiączkę, omdleli lub co ty tam wolisz, ale jedno jest wiadome, zginęli od razu po twoim na świat przyjściu - Margot bliżej podeszła do profesora, z niepewnością podała mu drżącą dłoń. - Profesorze wszystko będzie dobrze, ja nigdy nie umrę tak wcześnie.Profesor złapał dziewczynę za dłoń i przybliżył do siebie. - Czas przemija i leczy rany, jak to się mawia, lecz Margot uważaj na to co mówisz, trzeba być przygotowanym na wszystko. - Co ma być to będzie, a jak będzie to trzeba się z tym zmierzyć - Profesor wstał i przytulił Margot do siebie. Dziewczyna dostała rumieńców. - No a teraz zmykaj, musisz iść do pokoju wspólnego, a najlepiej do dormitorium i położyć się. Jeśli będzie tam Dira to poproś ją tu, i zapamiętaj żeby nikomu nie mówić o tym co przed chwilą się stało. Uśmiechnął się tajemniczo i odprowadził dziewczynę do drzwi. Kiedy je otworzył szepnął jej jeszcze do ucha - Jutro po trzeciej popołudniu u mnie w gabinecie. - Dobrze panie profesorze Pożegnała się z nauczycielem i śmiało wyszła z ciepłego gabinetu na zimny i wilgotny korytarz.

Kamienną drogą stąpała chwiejnie, ale dość pewnie. Przeszła przez portal i podeszła do kamiennego muru. Podała hasło, a ciana się rozsunęła i Margot z wielkim uśmiechem weszła do środka. Już przy samym wejściu została obśmiana przez młodszych i starszych kolegów z Slytherinu. Docinki i komentarze znosiła przez około trzech minut, kiedy próbowała przedostać się przez dzieciarnię do schodów. Przy pierwszym schodku podszedł do niej Malfoy i kopnął prosto z brzuch. Dziewczynie oczy poczerwieniały i wypełniły się łzami. Wrzasnęła prosto do ucha Dracona - Malfoy porachuje Ci kości! - A już Ci, prędzej Crabbe i Goyle porachują twoje - z sarkazmem odpowiedział - Ech, Larnesn spróbuj na kablować Profesorowi, a już nie żyjesz - popatrzył się teraz na gromadę ludzi wokoło siebie - Was też to się tyczy- z karcącym spojrzeniem popatrzył się na młodych Ślizgonów. Dziewczyna złapała się kurczowo za brzuch i jąknęła. Latorośl Luciusa Malfoya już szykowała się na kolejnego kopniaka. Margot z prędkością torpedy pognała po schodach. Rzuciła się na drzwi i trzasnęła nimi potykając się o próg. Z płaczem powaliła się na łóżko i zasłoniła kotary. Zaczęła głośno oddychać i chlipać. Jakaś sylwetka zbliżyła się do kotar i cień jej ręki odsłonił prawą stronę. Była to Dira. Wyglądała na bardzo szczęśliwą. Uśmiechnęła się do niej i kościstą dłonią otarła jej łzy. Margot odepchnęła jej rękę i wybełkotała - Diro profesor cię prosił. Możesz mnie zostawić w spokoju? - mina blondynki zrzędła. Wstała z łóżka dziewczyny i powiedziała - Jak nie to nie, myślałam ze jesteś moją koleżanką. Powiadasz że profesor mnie wzywał? Dobra idę, ale jeśli to kłamstwo to pożegnaj się z życiem - Dziś już nie jedna osoba mi to mówiła - z wyciem Margot poleciała na poduszkę. Dira trzymała mocno zaciśniętą różdżkę w prawej dłoni. Pansy wstała z pufy i spytała z niepokojem - Diro coś ty jej zrobiła? - Najzwyklejsze zaklęcie, które znam - z rechotem odpowiedziała koleżance - Rozbrajające bodajże. Pansy popatrzyła się na nią z dumą i zarzuciła się w śmiech. Połowa damskiego dormitorium wyła razem z nią - Nie naprawdę, nie ma się tu z czego śmiać - Blair podniosła głos. Głosy ucichły. Zapadło grobowa cisza. To na Blair to na Margot kierowały się pary oczów. Ni stąd ni zowąd do pokoju wkroczył dumnie profesor. - Anguis do mnie natychmiast - sprzeczka Diry i Snape'a trwała kilka minut nim wyszli z dormitorium. Profesor nawet nie zwrócił uwagi na leżącą nieprzytomnie Margot wzroku. Tak on ją bardzo lubił. Po kilku godzinach dziewczyna obudziła się. Było już dawno po jedenastej w nocy. Margot leżała na swoim łóżku przykryta kołdrą z kilkunastoma poduszkami pod głową. W zwykłych ubraniach, które śmierdziały potem. Westchnęła głośno i głęboko. Odkryła się i z wielką niechęcią wstała z łoża. Przebrała się, zdjęła brudne spodnie i bluzkę. Zmieniła bieliznę i owinęła się szlafrokiem który został porzucony na jej pufie koło stolika. Wszystkie dziewczęta z pokoju smacznie chrapały. Margot upewniwszy się czy ktoś nie idzie przez wspólny pokój zeszła po schodach. Podeszła do jednego z ulubionych miejsc przed kominkiem i usiadła. Ten fotel nie był za wygodny ani za duży. Dziewczynie, choć była niska wystawała głowa, nogi były a raczej musiały być w jednej pozycji. Zamknęła oczy. Zaczęła nucić piosenkę Boney M -Rasputin. Po chwili usłyszała drugi glos który śpiewał - He was big and strong…- lekki męski głos

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Last Heart — czytnik · opowiadania