Rodzina · 5 min czytania
Ławeczka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Przepraszam Panią, czy ja tu mogę usiąść? Wiem, że wokół ławek wolnych mnóstwo, ale ja bardzo bym się skłaniał, żeby usiąść akurat tutaj. Ławeczka moja jest zaszczycona. Czy Pani nie widzi, że tu dla mnie dwie mokre deski – suchymi pozostały? Cóż za ironia z Pani się śmieje. Ja nie mam nic przeciwko, Pani tak rzadko się uśmiecha. Ten i ów kwiatek, jak stróż w Boże Ciało, gustownie się we wstążki wystroił. Spodziewają się czegoś? Wszystkie liście na niego spoglądają. Przypatrują się i chloroplastom swoim nie dowierzają. Niesamowita cisza się tutaj, z całą swoją orkiestrą, przetacza.
Pani gdzieś spogląda, patrzy w jedno miejsce. Wzrok skostniały, proszę Panią, długo tak w swej przenikliwości nie wytrzyma. Zmieniający swoją natrętność, strumień światła, bawi się pani źrenicami. Raz je zmniejszy - blaskiem, to znów rozszerzy - chłodnym półcieniem. Oddech płytki, coraz płytszym się staje.
Cóż to z nieba się zbliża? Miliony perełek, mkną w swej prostocie, żeby, gdy tylko trafią na przeszkodę, rozmnożyć się wielokrotnie. I tak się przecież w pobliskiej kałuży spotkają. Wspomniany kwiatek wyciąga swą szyję, spragniona ziemia czekała na tę chwilę. Czy Pani to zauważa?
Serce Pani, na chwilę, swoje pompowanie zatraca. Dziwna ta chwila, gdy Pani, w pamięci swej, do tamtych dni powraca. Rymem, nawet zgrabnym, nic tu u Pani nie wskóram. Jutro – w ten dzień, który po dzisiejszym nastąpi – słońce znów powinno swym z nocy powstawaniem, dzień kolejny obudzić.
Część 22 / 2
Spoglądam ku bramie, wciąż Go nie widać. Nie ma w zwyczaju spóźniania się na Wasze spotkania prawda? Czasem tak się zdarza, że oczekując gorąco na kogoś, tak naprawdę, nie chcemy go zobaczyć. Oczekiwanie potrafi, w swojej tajemnicy, napełniać ludzkie wnętrza kojącym ciepłem, o wiele bogatszym niż sam moment spotkania. Pani nie jedyna w tej okolicy, resztę dnia, oczekiwaniu pozostawia. Dziwne jest to miejsce, bo wiele przeciwieństw się tutaj spotyka. Ogrzeję Pani dłoń, choć i tak Pani tego nie zauważa.
Wąskie alejki pustoszeją z każdą minutą. W dali słychać dzwony – dźwięczny, wielogłosowy chór w żelaznym wykonaniu. Pani coraz bardziej moknie, choć i to nie robi na Pani większego wrażenia. Wieczorna pora nadciąga potężnymi, czarnymi chmurzyskami. Wzmagający się wicher skutecznie ją przygania. Będzie tutaj lada chwila.
{i}Ave Maria, gratia plena, Dominus tecum.{/i} Poruszyły się Pani usta. Czy ja dobrze słyszałem? Czy Pani się modli? Na te…