Kryminał · 6 min czytania
Lawendowe morderstwo
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Amelia otworzyła okno. Do ciemnego pomieszczenia wdarł się zapach świeżo skoszonego zboża i woń polnych kwiatów. Wychyliła się i spojrzała z uwielbieniem na rozległy ogród. Nad kwiatami wesoło uganiały się motyle. Amelia westchnęła z rozkoszą. Lekkim krokiem przemierzyła komnatę i uchyliła ciężkie odrzwia. Dalej ciągnął się długi, ciemny korytarz. Dziewczyna zadzwoniła srebrnym dzwonkiem na niańkę.Weszła z powrotem do pokoju. Usiadła przed toaletką z kości słoniowej. Rozpuściła długi warkocz. Złote kosmyki opadły jej na ramiona. Wzięła do ręki grzebień i zaczęła szczotkować lśniące włosy. Rozpuszczone, wiły się prawie do pasa. Po chwili do pokoju weszła starsza kobieta w czarnej sukni. Postawiła parującą miednicę na krześle obok Amelii. Stanęła za krzesłem panienki i oparła ręce na jej ramionach. - Powinna panienka nie przebywać tyle na słońcu. Nie chce chyba panienka wyglądać jak jakaś robotnica z ogorzałą od słońca twarzą? Najlepiej w największe słońce przebywać w cieniu, zawsze panienka zapomina o parasolce. A dzisiaj słońce świeci wyjątkowo mocno. Amelia westchnęła, zawsze słyszała to samo. Wstała i zanurzyła rękę w letniej już wodzie. Wzięła jej odrobinę w dłonie i spryskała twarz. Odwróciła się pytająco do niani, a ta podeszła do drzwi i klasnęła. Pojawiły się trzy służące. Pierwsza niosła ręcznik i wonne olejki do nacierania skóry, druga równo złożoną suknię, kaftan i pantofelki. Trzecia stanęła z boku i oczekiwała aż panienka będzie gotowa do czesania. Dziewczyna westchnęła raz jeszcze i poddała się biernie zabiegom służek. Wstrzymała oddech, gdy Caroline związywała ciasno gorset. Każda przyzwoita panienka musiała mieć talię osy. Najmłodsza służąca zaplotła Amelii warkocz i upięła dookoła głowy. Niania ponownie klasnęła i służki wyszły kłaniając się panience. Ta bez słowa podziwiała efekt ich zabiegów w lustrze oprawionym w złocone ramy. Odwróciła się do niani i powiedziała i wskazała ręką na dwór. Wyszła, a za nią podążyła usłużna niania, zamykając ciężkie odrzwia. Dzień rozpoczął się jak zwykle. *** Amelia Lewandowska była jedną z pięciu córek króla Augusta. Jako jedyna mieszkała jeszcze z rodzicami w ogromnym zamku z tysiącami wieżyczek i krużganków, z rozległymi ogrodami i cienistymi alejkami. Była zdecydowanie najpiękniejsza z wszystkich sióstr. Nieskazitelnie biała cera, która skromnie pokrywała się różanym rumieńcem, niebieskie, pełne niewinności oczy. Nie było w niej dumy jej ojca, nie obnosiła się ze swoim stanem jak jej matka Długie włosy nosiła splątane w warkocz barwy dojrzałej pszenicy. Była szczupła i wysoka. Nad jej dłońmi zachwycał się niejeden, który je ujrzał. Amelia wiedziała, że niedługo jeszcze zamek będzie jej domem. Z dnia na dzień pojawiali się nowi adoratorzy. Hrabiowie, książęta. Kwestią czasu było, kiedy ojciec odda jej rękę mężczyźnie. Na razie jednak panienka nie troszczyła się o to. Cieszyła się ciepłem słońca, delikatnymi pocałunkami wiatru. Wsłuchiwała się w śpiew słowika, pokazywała…