Filozofia · 15 min czytania
Ławka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
„Ławka”
1
MIĘDZY NIEBEM, A ZIEMIĄ, GDZIEŚ W OKOLICACH NICOŚCI, GDZIE BÓG ROZDZIERA SWE SZATY WIDZĄC CZYNY, KTÓRE NIE ŚNIŁY SIĘ SAMEMU SZATANOWI
Tego dnia nie czułem się za dobrze, miałem silne bóle kręgosłupa, ale jak mus to mus, trzeba było załatwić wszystkie sprawy urzędowe, począwszy od Urzędu Skarbowego, a skończywszy w Urzędzie Miasta. Kiedy załatwiłem wszystkie sprawy w skarbówce i zmierzałem w stronę gmachu Urzędu Miasta, zatrzymałem się przy placu Grunwaldzkim, rozglądając się spokojnie za jakimś wolnym miejscem, jakiejś „przystani wolności” Po paru sekundach znalazłem, jest, skromna, lekko nadłamana, co nie stanowiło dla mnie żadnego problemu. Cieszyłem się, że mój cel był pusty, moja ławka. Czym prędzej udałem się w jej kierunku. Kiedy już do niej dotarłem, usiadłem wygodnie, wyciągnąłem nogi przed siebie niczym król i zamknąłem oczy; zacząłem myśleć o tym, jakim jestem idiotą, gdzie się podziała moja altruistyczna postawa? A może ja oczekuję takiej postawy u innych? nie wiem, nie mam pojęcia, nie życzę sobie takich myśli, myśli, które mnie zabijają, wpychają do piekła gdzie płonące jęzory liżą moją chorą egzystencję. Jestem przecież projektantem swojego życia, a nie umiem zapanować nad własnymi emocjami, nie potrafię zapanować nad własnymi sprawami, czy ja w ogóle coś umiem? Przecież wiem jak posmarować chleb masłem, położyć na nią szynkę czy plasterek sera, wiem nawet jak zrobić sałatkę grecką. Choć w sumie parę miesięcy temu chciałem popełnić samobójstwo, już któreś z kolei, i tu muszę was zmartwić, bo ten wyczyn już mi się nie udał! Mam nadzieję, że to nie wygląda jakbym się nad sobą użalał! Kolejnym pytaniem, nad którym w pocie czoła zacząłem sobie zadawać było, czego ja w ogóle pragnę? Nie mam pojęcia! Czasem chcę spokoju, czasem miłości, a czasem chciałbym w ogóle nie istnieć, taak, nie istnieć, wyciąć życiu numer, ukryć się, zapomnieć o personaliach, i w końcu zapanować nad emocjami, nad którymi prawdopodobnie zapanować się nie da.
Zacząłem obserwować ludzi, nie od dziś wiem, że człowiek nie potrafi się uśmiechać, po prostu go na to nie stać! Na kogo bym nie spojrzał, większość jak jeden mąż idzie z opuszczoną głową, inny zgarbiony i zamyślony, cholera, po prostu nie ma żadnej maski, która by szła nawet z lekkim uśmieszkiem, paranoja prawda? A przecież w życiu spotykamy się z wieloma zabawnymi sytuacjami, choćby samo życie i żart gotowy. Uśmiech, jeden uśmiech, szukam swymi małymi zielonymi oczkami kogoś, kto pokaże mi, jak bardzo się myliłem, niech swym radosnym uniesieniem rozświetli ten ciemny świat…
2
(…)POSMAKOWAĆ KAWAŁKA NIEBA, ZŁAPAĆ BOGA ZA NOGI, MÓC NASYCIĆ SIĘ WIDOKIEM ZŁOTYCH ZAMKÓW, WDYCHAĆ ŚWIĘTE POWIETRZE. MIEĆ, BRAĆ, DAWAĆ(…)
W końcu przestałem patrzeć na ludzi, po prostu obróciłem głowę w lewą stronę, choć wbrew nieodpartej pokusie zamknięcia oczu dojrzałem jakiegoś mężczyznę, który szedł w moją stronę - "Boże żeby nie usiadł obok mnie, proszę, usiadłem tu po to, aby odpocząć w samotności, przecież prosiłem Cię o spokój” – pomyślałem w duchu.
Część 22 / 3
- Dzień dobry, czy tu wolne? Mogę usiąść? – Zapytał grzecznie mężczyzna - Tak, wolne – Odpowiedziałem cicho i kłamliwie - To fajnie, wie pan, nie będę panu przeszkadzał, bo już pan sobie pewnie myśli, „co ten pijak ode mnie chce”, mam racje? – Z dziwną podejrzliwością spojrzał na mnie wyczekując natychmiastowej odpowiedzi na postawione przez siebie pytanie.
Uśmiechnąłem się lekko i z grzeczności odpowiedziałem:
- Nie?! Dlaczego? Nie przeszkadza mi pan – Znowu skłamałem. Chyba wejdzie mi to w krew. - To dobrze. Wiesz, ja sobie tu usiądę, nie będę Ci przeszkadzał, tutaj mam zobacz – odchylił jedną połowę swojej kurtki i moim oczom ukazała się biała czysta wyborowa, do tego krowiasto litrowa – noo, walne sobie drinia, zakurzę i se pójdę w swoją stronę, ja się nie wpierdalam, robie swoje, rozumiesz mnie młody człowieku?
I tym wymownym wstępem zakończył swoją wypowiedz pan o siwych i cholernie tłustych włosach, ubrany w wytarte dżinsy i jakąś brudną kurtkę marki Lenis, pan o imieniu mi jeszcze nieznanym przechylił litrową butelkę czystej wyborowej i niczym wielbłąd wydoił jedną czwartą butelki. Do prawdy cóż za odważny Polski wyczyn…
W tym jakże cholernym paradoksie najzabawniejsze jest to, że spośród tylu wolnych ławek, on musiał usiąść akurat na tej, na której ja się wylegiwałem iście po królewsku. Miałem głęboką nadzieję, że nie będzie to trwało za długo, bo fetor z jego buzi zalatywał niemiłosiernie, przez co jeszcze bardziej odchodziła mi ochota do życia! Blee, przykre doświadczenie!
- Skąd jesteś – Zapytał pan z wytartymi dżinsami - Z Wyzwolenia – Odpowiedziałem krótko, bo tego dnia nie miałem ochoty na dłuższe rozmowy, a tym bardziej z takimi osobami. Miałem nadzieję, że gość zapyta o godzinę, albo o ogień do papierosa, ale nie, jemu zachciało się rozmów i do tego z nieznajomymi. - O czym tak dumasz drogi koleszko? Nie wydaje Ci się, że ta Polska idzie na dno? – Zapytał mimo woli, tak od niechcenia, żeby tylko zacząć rozmowę
- Nie wiem – charknąłem, tak po prostu. - Ja jestem stąd, ze Śląskiej, tu się wychowałem. - Fajna ulica. - Widzę, że jesteś młody, co robisz? Uczysz się, pracujesz? - Uczę się, w prywatnej szkole, na pedagogice – odpowiedziałem. - Mmm, to jesteś ktoś. Moi synowie też są na studiach, jeden jest już po Akademii Morskiej, a drugi za rok kończy socjologię.
Tak, tylko Ty wypierdku mamuta jesteś takim zakutym łbem, który odstaje od reszty rodziny, czy Ty w ogóle skończyłeś podstawówkę? – tak szybko przeszło mi przez głowę, nawet nie wiem, czemu.
Część 33 / 3
- Zobacz! – Pan pokazał mi swoje brzydkie zrogowiałe dłonie, a palce zgiął w taki sposób żebym musiał oglądać jego brud pod paznokciami. Jezus pomóż. – Wiesz gdzie pracują te ręce? - Nie mam bladego pojęcia, ale zgaduję, że na budowie. - Głupi jesteś, zgaduj dalej.
Po tym, co powiedział, nie miałem zamiaru z nim rozmawiać, chciałem wstać i odejść. Co on sobie myślał, że ma kolegę przed sobą?
- Nie wiesz! – Kontynuował swoją głupią zgadywankę, jasne, że nie wiem, bo niby skąd mam wiedzieć? Nie jestem jakimś pieprzonym Czarownikiem z krainy Oz! - Rafineria, mówi Ci to coś? Irlandia. – odpowiedział z głupim uśmieszkiem na twarzy. - Niestety, ale nic mi to nie mówi. Odwróciłem głowę w prawą stronę przyglądając się jak młode dziecko grzebie patykiem w martwym gołębiu! - Nie? To gdzie Ty żyjesz? - Nie rozumiem pana?! Ja mieszkam w Szczecinie, pracuje i uczę się tutaj, nie obchodzi mnie, co się dzieje w Irlandii! Kumasz pan?
I wtedy pomyślałem, że facio zrozumie, że dotrze do jego małej zakutej głowy, że mnie te brednie nie obchodzą, ale on zaciekle i bez wysiłku kontynuował swoje nudne opowiastki, jaki to on zarobiony, kiedy wyjeżdża na zachód, a kiedy wraca to całą kasę wydaje na gorzałę. Naprawdę jest się, czym zachwalać!
3
MARNA CZĄSTKO SPOŁECZEŃSTWA, CZY ZNAJDZIESZ ŻYWOT NA UDUCHOWIONEJ PLANECIE? CZY ZE SWĄ WYOBRAŹNIĄ UDA CI SIĘ PRZEŻYĆ W TEJ MIEJSKIEJ DŻUNGLI?! (ZAPŁAKAŁ WSZECHMOGĄCY)
Nie wiedząc, dlaczego przypomniałem sobie takiego pana, na którego spoglądałem, kiedyś przy kasie biletowej wtedy właśnie zobaczyłem jak bezdomny stojący pod dworcowym filarem z butelką taniego wina w dłoni o wdzięcznej nazwie "Huragan" i myślę, że stał się on już, odbitym w krzywym zwierciadle, obrazem społeczeństwa, w którym żyje. Dlaczego? pytam siebie, dlaczego?! On, niczym święty mąż stanu, wyciąga dłoń, w stronę mijających go ludzi, wypowiadając przy