Fantasy · 8 min czytania
Layla, you've got me on my knees [I]
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zerknęłam na zegarek. Do autobusu zostało mi jeszcze czterdzieści minut. No cóż… Uroki pekaesu. A może mojego lenistwa…? W końcu jeden z moich autobusów odjechał dziesięć minut po skończeniu lekcji.Zdążyłabym. Ale, po co? Życie w liceum nauczyło mnie wiele. Jednak najcenniejsze było to, że nauczyłam się doceniać każdą chwilę i nigdzie się nie śpieszyć. Z torby wyciągnęłam czarno-czerwoną bluzę, niedbale rzuciłam ją na trawę i rozłożyłam się na niej.Choć październik rozpoczął się na dobre, słońce grzało niemiłosiernie.Założyłam okulary przeciwsłoneczne, z kieszeni spodni wyciągnęłam komórkę i słuchawki, które wcisnęłam w uszy i puściłam muzykę. Jedyne, co mi teraz pozostało, to obserwowanie okolicy. Jak codziennie po południu w parku kręciły się praktycznie same pary. Praktycznie każda ławka była przez nich zajęta. Mnie, więc musiał pozostać kawałek trawnika. Ale wróćmy do okolicy. Tuż przy jednej ze ścieżek prowadzącej do parku jakaś parką czule wyznawała sobie miłość, kłócąc się, co chwila, kto kogo bardziej kocha. Gdzieś dalej kolejna dwójka obściskiwała się czule. Inni omawiali sprawy wspólnego wyjścia w ten weekend. Zawsze bawiły mnie takie sytuacje. Byłam zakochana, choć bardziej trafne byłoby tu słowo ‘zauroczona’, tylko raz i była to jedna wielka pomyłka, która nieco odbiła się na mojej psychice, dając w zamian ogólny wstręt do mężczyzn, jako potencjalnych partnerów. Znudzona już nieco widokiem tamtych parek przesunęłam się nieco w prawo. Przekręciłam się na brzuch i oparłam głowę na rękach. W tej pozycji słońce już mnie nie raziło, więc ściągnęłam okulary i wczepiłam je we włosy.
Zasłuchana nawet nie zauważyłam,co się dzieje dookoła. Para, która jeszcze niedawno sprzeczała się o wielkość wzajemnej miłości, zaczęła naprawdę nieźle się kłócić. Wyłączyłam na moment muzykę i zaczęłam przysłuchiwać się temu, co się dzieje. On oskarżał ją o zdradę, ona jego o podrywanie dziewczyn na każdym kroku. - No i grunt to się nie zakochiwać… - skomentowałam cicho i już miałam wrócić do słuchania muzyki, gdy usłyszałam czyjś głos. - Życie bez miłości byłoby puste– przede mną stała para białych, sportowych butów. Autorem tego jakże błyskotliwego stwierdzenia był najwyraźniej ich właściciel. Stopniowo spoglądałam w górę. Granatowe dżinsy. Biała tiszerka z Pumy. Stał zbyt blisko, a ja nie mogłam zbyt wysoko podnieść głowy, więc nie mogłam mu się bliżej przyjrzeć bez zmiany pozycji. Dyskretnie zerknęłam w górę. Nie no, tak go nie obejrzę! Niby to od niechcenia zmieniłam pozycję na półsiedzącą. Przeciągnęłam się i spojrzałam niby to w niebo. Znów te same dżinsy, koszulka. To już znałam. Czas by przyjrzeć się dalej… Na pewno był wysoki. Choć siedząc nie byłam do końca pewna, jak bardzo. Wąskie, prostokątne, choć nieco zaokrąglone na bokach okulary przysłaniały ni to błękitne, ni zielone oczy. No i ta burza ciemnobrązowych włosów… Nie no… Tak nie może być! Koleś był zbyt oszałamiający,żeby mógł być prawdziwy. Ale w moim świecie nie było rzeczy niemożliwych… Rozejrzałam się dookoła, żeby się upewnić, że nie tylko ja go widzę. Jakieś dwie laski spoglądały w jego stronę taksując go dokładnie. No dobra. Jedno było pewne, koleś nie był ani duchem,ani widmem. Był przystojny, wiec albo był totalnie pusty, albo wolał chłopców. - Nie pamiętasz mnie, prawda? –szybka analiza wspomnień. Jakby to mogło być możliwe, żebym przegapiła takie ciacho? – Nie pamiętasz – stwierdził. Nie wiem, czy w jego głosie słyszałam nutkę rozbawienia, czy żalu. A może i jedno i drugie? - Nie no… To niemożliwe, żebym cię nie zapamiętała… - miałam ochotę ugryźć się za to w język – Musisz mnie z kimś mylić – uśmiechnęłam się ciągle…