Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 18 min czytania

Layla, you've got me on my knees [II]

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Październikowe słońce poszło na zasłużony urlop i od początku listopada było zimno. Mimo, że był już grudzień, śnieg nadal nie padał, ale deszcz uparcie dawał o sobie znać. Normalnie narzekałabym na to okropnie, ale nie tym razem. - Masz zimne dłonie – Marcin, który czule mnie obejmował, chwycił mnie za rękę – Jak zawsze. Powinnaś się przebadać. - Daj spokój – uśmiechnęłam się do niego – Tak już po prostu jest i tyle… - Powinienem przywyknąć, a mimo to, za każdym razem, gdy biorę cię za rękę… Przerażasz mnie tym… Uśmiechnęłam się szeroko i wtuliłam w niego. Lekki wiatr smagał moją skórę i chłodził ją, ale Marcin uparcie z tym walczył. - Z czego się śmiejesz? – zapytał z lekkim przestrachem w głosie. - Nie śmieję się, tylko uśmiecham – zmierzwiłam mu włosy. Podniosłam się lekko i przytuliłam do jego policzka. Nigdy bym nie pomyślała, że to wszystko się tak ułoży… że będę siedzieć przytulona do niego… Zatracona w swoich rozważaniach nie zauważyłam tego, co działo się dookoła mnie. Marcin pochylił się lekko nade mną i pocałował… Poczułam się jak w przysłowiowym siódmym niebie. Gdy jego wargi dotknęły moich… Ach…Świat zawirował… - Przepraszam – odsunął się ode mnie tak gwałtownie, jakby wystraszył się tego, co zrobił – Chyba nie powinienem był… - Pocałowałeś mnie… - patrzyłam na niego. Zdawałam sobie sprawę z tego, że musze wyglądać tępawo, ale nie interesowało mnie to. - Przepraszam… Powinienem zapytać, czy tego chcesz… - uśmiechnęłam się i przytuliłam go mocno. - O nic nie musisz pytać – szepnęłam mu do ucha i pocałowałam w policzek – I nie przepraszaj cięgle, bo się okropnie z tym czuję…. - Nie. Nie powinienem był tego robić. Nie, jeśli mam ci powiedzieć to, co powiedzieć muszę… - Marcin… - spojrzałam na niego i założę się, że w moich oczach widać było tylko panikę – Nie jestem pewna, czy chcę to usłyszeć… Boję się tego…

Mój głos zagłuszył coraz mocniejszy dźwięk gitary. ‘Pranoid’ rozniósł się po całym pokoju. Poirytowana uderzyłam ręką w telefon wyłączając budzik. A więc to był tylko sen… Tylko głupi, denerwujący sen… - Jesteś kretynką! – zganiłam siebie i zrzuciłam kołdrę z kąt – Pozbieraj się w końcu i daj sobie spokój z facetami! Leniwie postawiłam nogi na podłodze i zwlekłam się z łóżka. Byłam na siebie wściekła o to, że tak bardzo przejęłam się tym, co się stało. Po całym dniu przegadanym w parku między mną i Marcinem coś się zaczęło. Następnego dnia w szkole spotkaliśmy się przypadkiem. No dobra. Nie przypadkiem. Nieco specjalnie cały poranek spędziłam na schodach przy drzwiach i ewidentnie, z premedytacją on czekał na mnie po lekcjach. Każde kolejne spotkanie utwierdzało mnie w tym, że bycie z kimś wcale nie jest takie złe. Było, dla kogo rano wstawać, z kim dzielić się obawami, z kim spędzać wieczory… Czułam, że żyję. Aż do tamtego dnia. Tego, który śnił mi się dość często… Byłam na siebie niesamowicie wściekła – ja, zawsze mocno stąpająca po ziemi, zawsze pewna swego, płakałam przez tydzień. Czułam się tak, jakby ktoś mi zabrał cały tlen. Jakbym nagle straciła sens życia. Modliłam się, żeby mnie coś zabiło. Trafił piorun. Potrącił samochód. Dopiero w usilną pomocą przyjaciół wygrzebałam się jakoś na powierzchnię tego bagna. Zaczęłam normalnie żyć, choć ciągle wracałam myślami do tamtych dni. Często myślałam, co bym robiła, gdybym nadal była z Marcinem… I wtedy znów wracał zły humor i łzy cisnące się spod powiek. Strategicznie więc unikałam Marcina. Widywałam go czasem, ale traktowaliśmy się, jak zwykli znajomi. Jakby tego, co było między nami, nigdy nie było. Czasem tylko doprowadzaliśmy się nawzajem do szału, wdając się w głupie słowne sprzeczki. Wspomnienia z każdym dniem stawały się coraz bardziej niewyraźne, ale sny… Czułam się tak, jakbym co noc przeżywała to na nowo… I za każdym razem bolało tak samo.

Gdy dotarłam do szkoły byłam nieco w podłym nastroju. Jednak humor szybko powrócił. - Layla, skarbie – Łukasz dopadł mnie w drzwiach wejściowych – wiesz, że na dzisiejszej próbie robisz u nas za dźwiękowca, prawda? - Taaak? – perspektywa spędzenia dnia na szkolnej auli zamiast na lekcjach, na które, mimo zakończonej już rady pedagogicznej, nauczyciele nadal się upierali, była kusząca – Jak mnie Czarna puści, to będzie święto… - A co ty myślisz, że ja nic załatwić nie potrafię? Już jesteś zwolniona – wyszczerzył się do wchodzącej akurat matematycy, popularnie znanej jako ‘Czarna’. - No to, jak to mówi nasz ukochany perkusista, miodzio. Spadamy na aulę. Razem z Łukaszem rozstawiliśmy cały sprzęt i podłączyliśmy wszystko, co podłączyć się dało. W końcu usiedliśmy na krawędzi sceny. - Wiesz, że mamy nowego gitarzystę? Może nawet cię spodoba – palnęłam go w tył głowy. - Żadnych facetów. Nigdy więcej – przypomniałam sobie cały ten głupi sen – Nigdy… Łukasz chyba zorientował się, że coś jest nie tak i od razu sprytnie zmienił temat.

Łukasz był jedną z wielu naprawdę ciekawych osób, jakie poznałam w tej szkole. Już pierwszego dnia wiedziałam, że zakumplowanie się będzie jedną z moich lepszych decyzji. Jakiś czas temu zebrał ekipę i założyli zespół. ‘Immortal’ występował praktycznie na każdym apelu i szkolnych imprezach. A ja, jako ich oficjalny ‘spec od kabelków’ (choć tak naprawdę nie znałam się na niczym), musiałam być na każdej próbie. To dawało mi jaką taką przewagę nad resztą znajomych – nie musiałam chodzić na każdą lekcję. Tak jak i dziś. Kilka minut później dotarli do nas Jacek – perkusista i Wojtek – drugi gitarzysta. Przywitali się i weszli na scenę. - Zaraz, zaraz – znacząco raził mnie brak Gośki. Wokalistki – Kogoś brakuje… Jak chcecie robić próbę bez solistki? - Małgośka odeszła z zespołu – Łukasz stanął tuż obok mnie. Rozejrzałam się dookoła. Trzy pary oczu wpatrywały się we mnie jak w święty obrazek. Doskonale wiedziałam, co to dla mnie znaczyło. - O nie! – zastrzegłam z góry – Nie namówicie mnie na to! Ja nie…

- Ale to tylko jedna próba! – zastrzegłam, gdy kapela, pomimo braku drugiego gitarzysty, zaczynała grać – Nigdy więcej! Macie sobie szukać wokalistki! - Dobra, dobra. Tylko dziś – Wojtek zagrał wstęp i dał mi znać, żebym zaczynała. - Może masz w głowie myśli bardziej szalone niż ja. Może masz skrzydła, których by Tobie pozazdrościł ptak. Może masz serce całe ze szlachetnego szkła… No dobra. Śpiewam. Nie publicznie, nie na scenie, nie przed tłumem ludzi… Nieee… Nie chodzi o to, że się boję. To mnie nie przeraża. Po prostu nigdy mnie do tego nie ciągnęło. Kocham muzykę. Śmiało mogłabym powiedzieć, że jestem od niej uzależniona, ale śpiew w zespole… Zapatrzona niewidzialny dla innych punkt i zatracona w własnych myślach… Tak było zawsze, gdy tylko stawałam przed mikrofonem. W swoim świecie. - Nie ma nikt, bo któż to wszystko mieć by chciał… Tylko ja! – nawet nie mam pojęcia, w którym momencie do gry dołączyła druga gitara. Słyszałam ją, choć nie wiedziałam, kto gra. Stał, bo jak twierdził Łukasz, miał to być mężczyzna, gdzieś za mną – Tylko jaaaa… - przeciągnęłam ostatnie słowo dość długo. Jacek zawsze wtedy mówił, że kiedyś szklanki nie wytrzymają i pękną z hukiem. Gdy skończyliśmy poczułam się zadziwiająco dobrze. Jakby jednak śpiew był czymś dla mnie. - Jesteście stuknięci! Dlaczego ja wam się nie potrafię sprzeciwić? – roześmiałam się i odwróciłam w stronę chłopaków – Przecież ja… Zaniemówiłam. Pierwszy raz w życiu zabrakło mi odwagi, by się odezwać. Między Łukaszem, a Wojtkiem stał… Marcin! Mój… Nie, nie, już dawno nie mój Marcin. Świat zawirował mi przed oczami, gdy przypadkiem napotkałam jego wzrok. Przez cały ten czas skrupulatnie unikałam tego spojrzenia. Spojrzenia, które paliło niczym światło lasera… - Cześć – powiedziałam cicho nadal wbijając wzrok w wyblakłe, porysowane klepki parkietu pamiętającego zapewne pierwszych absolwentów tej szkoły. - Cześć… - Marcin najwidoczniej też nie wiedział, jak się zachować – Nie wiedziałem, że masz tak dobry głos… Nie byłam pewna, czy chciałam mu się rzucić na szyję, bo nadal coś do niego czułam, czy dlatego, że chciałam go rozszarpać. - Znacie się? – Łukasz i reszta zespołu zerkali co chwila to na mnie, to na Marcina. Wszyscy wiedzieli, że kiedyś bardzo cierpiałam z powodu rozstania z chłopakiem, ale nikt nigdy nie dowiedział się, o kogo chodziło. - Znaliśmy – zebrałam się w sobie. Wzięłam głęboki oddech. Podniosłam wzrok. Na tle niebieskiej bluzy jego oczy lśniły błękitem – Kiedyś… Bardzo dawno temu… Ale to już nie ma znaczenia. Marcin rzucił mi pytające spojrzenie. Nie zrozumiałam tego wtedy. Nawet tego nie chciałam. Liczyło się to, że mogłam mu spojrzeć prosto w oczy i nie płakać. - Witamy w zespole – powiedziałam zupełnie wypranym z emocji głosem. Nie miałam pojęcia skąd we mnie nagle tyle siły, by walczyć z samą sobą.

Próba, chyba ku zaskoczeniu wszystkich, przebiegła bez większych problemów. Marcin już

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%