Fantasy · 12 min czytania
Layla, you've got me on my knees [III]
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- No więc… Widzisz… Znałem twoich rodziców, bo my… – patrzyłam na niego nawet na moment nie odrywając wzroku – Łączy nas to, że oboje… że my… ja i twój tata… my jesteśmy wampirami… - Co ty pieprzysz?! – wyrwało mi się. To jedyne, co mi przychodziło do głowy… Wampiry? Jakie wampiry? Wampiry nie istnieją poza świtem przedstawionym w Twilight! – Coś ty pił? - Nic. Taka jest prawda. Musisz mi uwierzyć, bo sama w połowie jesteś wampirzycą… - Co?! – spojrzałam na swoje dłonie. Krwistoczerwony lakier lśnił na moich paznokciach – Ale… Jak? Wampiry żyją w jakiś legendach… Albo w tych wszystkich filmach… - próbowałam to sobie jakoś poukładać, przeanalizować… i za każdym razem wychodziło mi, ze śnię! - Wiem. Trudno w to uwierzyć. Sam w to długo nie wierzyłem, ale to prawda. Ani ty, ani ja nie jesteśmy normalnymi ludźmi. - Toś mnie nie pocieszył… - uśmiechnęłam się lekko. Bardzo lekko – A więc co? Mam unikać srebra, czosnku i słońca? - Nie – Krzysiek uśmiechnął się do mnie – Na pozór nie różnisz się od przeciętnego człowieka. Zachowujesz się i wyglądasz tak samo. Ale w środku… Masz duszę wampira. Masz ponadprzeciętne zdolności. - Jakie? - Tego jeszcze nikt nie wie. Nawet ty. Musisz to w sobie odkryć. Jesteś młoda, masz na to czas. Wierzysz mi? – zapytał niepewnie. - Krzysiek… Zawsze byłeś, i jesteś, moim przyjacielem… Ale… Ale ja w to nie wierzę! - podniosłam się i zaczęłam nerwowo chodzić po pokoju – To jest jakieś chore! Nierealne… - Layla… - Krzysiek! Proszę… - oparłam się rękoma o stół i schowałam głowę między ramionami. Niczego nie rozumiałam. Wampiry? Krzysiek podszedł do mnie i położył mi rękę na ramieniu. Instynktownie zepchnęłam ją. - Zostaw mnie – warknęłam – Zostaw mnie samą!
Krzysiek długo wahał się, co zrobić. Ufał mi. Wierzył we mnie… ale nie zostawił w domu samej. Stanowczo zabronił wychodzić z domu, mówić prawdy o sobie komukolwiek i poszedł do swojego biura na pierwszym piętrze. Zostałam sama ze swoją tajemnicą. Próbowałam sobie wyobrazić siebie jako to, kim jestem… A może bardziej czym jestem? I dlaczego, mimo, że zawsze byłam inna, nikt tego nie zauważył? Dlaczego ja nic nigdy nie zauważyłam?! Zdezorientowana, zagubiona wśród własnych myśli chwyciłam torbę, która nadal leżała na stole, upewniłam się, że komórkę mam w kieszeni i wyszłam na taras. Okna gabinetu Krzyśka wychodziły na ulicę, więc żeby zwiać musiałam się przekraść na podwórko sąsiada i dopiero potem na luzie wydostać na ulicę. To akurat miałam już nieomal opatentowane, więc po kilku minutach stałam na chodniku. Zatrzymałam się na moment i obejrzałam za siebie. Wiedziałam, ze zawiodłam zaufanie Krzyśka, że będzie się martwił. Ale zanim on zorientuje się, co się dzieje – ja będę gdzieś, gdzie mnie szukać nie będzie.
Nie wiedziałam, co robić, ani gdzie pójść. Nie było żadnego planu. Nie było nikogo, komu mogłabym się wypłakać. Każdy od razu by zapytał, co się dzieje. Dlaczego nie mogę o tym mówić… A ja? Nie tylko chodziło o to, że nie mogłam tego mówić… W końcu w swoim życiu człowiek musi tylko umrzeć… Ale ja nie miałam sił na opowiadanie tego, co się dowiedziałam. Zresztą! Co ja wiedziałam?! Nic. Chodziłam uliczkami dość długo. Pomimo długich, czerwcowych dni, na dworze robiło się już szaro. Przeliczyłam się. Noce wcale nie były tak gorące, jak sądziłam śpiąc otulona kołderką w swoim własnym łóżku, a bluzka na szerokich ramiączkach nie dawała zbyt wiele ciepła. Skuliłam się na ławce w parku i patrzyłam na taflę jeziora połyskującą w świetle zachodzącego słońca. Gdzieś w oddali usłyszałam burzę, a po chwili zaczął padać drobniutki deszcz. Mimo to nadal siedziałam bez ruchu. Nie chciałam zwracać na siebie uwagi grupki chłopaków, którzy zaczęli się kręcić po parku. Na próżno. Zauważyli mnie. - Cześć ślicznotko – jeden z nich podszedł do mnie – Co ty tu sama robisz? Podniosłam lekko głowę. Bałam się spojrzeć mu w oczy. - Sama? W takim miejscu? – drugi przyłączył się do niego. Razem było ich pięciu. Nie miałam żadnych szans – Nie boisz się? Bałam się. I to jak cholera. Ale co mogłam zrobić? Uciekać? Dorwą mnie. Uderzyć jednego? Reszta mnie skatuje. Poddać się? To nie było w moim stylu… - Dajcie mi spokój… - powiedziałam cicho, choć stanowczo. Jakoś tego nie posłuchali… - Ooo… Mała się stawia… - kolejny podszedł bliżej. Panikowałam. Niepostrzeżenie wsadziłam rękę do kieszeni dżinsów i odblokowałam klawiaturę komórki. Na ślepo próbowałam połączyć się z kimkolwiek. Nieważne było, czy trafi na Krzyśka i dowie się o mojej ucieczce. Liczyło się to, że mogę… Że oni… - Mała… Co ty taka cichutka? Nie podobamy ci się? - Sama w parku? Bez chłopca? No wiesz… Woń alkoholu można było wyczuć na kilometr. Upewniłam się, że w razie potencjalnej ucieczki torebka nie zsunie mi się z ramienia. Dokładnie w tym momencie jeden z nich zaczął mnie obłapywać. Nie wytrzymałam tego, gdy i drugi próbował włożyć mi ręce pod bluzkę. Jakimś cudem wyrwałam się stamtąd i zaczęłam uciekać. Sądziłam, że sobie darują, jednak dwójka z nich, chyba ci, którzy się do mnie dobierali, ruszyli za mną. Padał coraz mocniejszy deszcz i każdy kolejny grzmot słychać było coraz wyraźniej. Biegłam najszybciej, jak tylko potrafiłam, ale oni wcale nie byli gorsi. Nawet nie wiem, w którym momencie wybiegłam na ulicę. Jakiś samochód gwałtownie zahamował, a ja wylądowałam na jego masce. Zdecydowanie był to Mercedes. Poczułam charakterystyczny ‘celownik’, który wbił mi się gdzieś pomiędzy żołądek a jelita. Przeturlałam się i wylądowałam na poboczu. Próbując się podnieść poślizgnęłam się na błocie i wylądowałam w rowie. Gdy upadałam poczułam silny ból w prawej ręce. Kawałek szkła, jakieś szyby czy butelki, przeciął mi skórę. Próbując się z tego