Fantasy · 8 min czytania
Layla, you've got me on my knees [VII]
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Nie bój się. Wrócę do domu… Staliśmy oboje przed żeliwnym płotem otaczającym moje podwórko. Było już grubo po drugiej. Czarne niebo pokrywały warstwy chmur, które tylko, co jakiś czas, rozświetlały się blaskiem księżyca. Do pełni brakowało tylko małego kawałka… - Pojutrze będzie pełnia – Marcin niepewnie położył mi rękę w pasie. Ciągle zachowywał się tak, jakby bał się, że go odtrącę. - Pełnia… - szepnęłam. Zaczęłam się zastanawiać, czy kiedykolwiek pełnia miała jakiś wpływ na moje życie. To właśnie w tym czasie najczęściej nie spałam, a kiedy już zasypiałam – miałam koszmary. - Coś się stało? – Marcin najwyraźniej przestraszył się mojej chwili zadumy. - Nic – powróciłam ‘na ziemię’ i spojrzałam na niego – zamyśliłam się. - Będziesz jutro w szkole? - Jasne. Po pierwsze: to ostanie dni przed zakończeniem roku. Po drugie: na zakończeniu roku gramy tylko jeden kawałek, ale Łukasz zrobi i tak tysiąc prób… Jedna próba już nas ominęła. - Wybaczą nam. Bez nas nie zagrają. Chyba… - oboje roześmialiśmy się. Jednak po chwili opamiętaliśmy się i ściszyliśmy głos – Trochę już za późno… - No raczej – staliśmy idealnie naprzeciw siebie. Mimo wszystko była między nami jakaś niewidzialna bariera. Za wcześnie, by sobie wybaczyć wszystkie krzywdy. Było pewne, że żadne z nas nie jest sobie obojętne, ale potrzeba było dużo czasu, żebym nauczyła się żyć bez Marcina i potrzeba go było, żebym znów mogła mu do końca zaufać i powierzyć mu swoją tajemnicę. - Mogę ci napisać ‘dobranoc’, gdy wrócisz do domu? – przekrzywił lekko głowę i spojrzał na mnie spod okularów. Rozbrajał mnie tym. Zawsze. Nawet po dwóch praktycznie nieprzespanych nocach. - Nie – odpowiedziałam krótko, co wywołało lekki grymas na jego twarzy. Posmutniał, a ja uśmiechnęłam się delikatnie – Pewien Mercedes chyba mnie nie lubił i wpadł na mnie rozwalając moją komórkę w drobny mak. - Layla… - jego ton domagał się sprostowań. To nie był odpowiedni czas i miejsce. - Wyjaśnię ci to w odpowiednim momencie. Daj mi czas, proszę – zrobiłam krok do przodu i pocałowałam go w policzek – To jest zbyt skomplikowane, by mówić o tym teraz… Muszę już iść… Wycofałam się i odwróciłam w stronę domu. Już miałam iść, gdy poczułam, jak Marcin kładzie swoją dłoń na moim ramieniu. - Poczekaj – puścił mnie i wyciągnął z kieszeni komórkę. Wyłączył ją, rozłożył i wyciągnął ze środka kartę sim – Ja wezmę mój poprzedni telefon – powiedział składając komórkę i chowając kartę do kieszeni spodni. - Nie mogę – Marcin podszedł bliżej, wyciągnął moją rękę do przodu, włożył do niej komórkę i zacisnął swoją dłoń na mojej – Ale… Moje ciało przeszył dreszcz. W jego dotyku było coś, co powodowało, że nawet najcieńsze i najkrótsze włoski na moim ciele stawały na baczność. - Nie możesz odmówić – jego uśmiech nie pozwalał mi zaprzeczyć. - No dobrze. Ale na krótko – zastrzegłam – Dziękuję. - Nie ma sprawy. Cała przyjemność po mojej stronie. - Marcin… - westchnęłam – Mogę mieć do ciebie małą prośbę? – przytaknął cicho i czekał na to, co powiem – Czy to, że nie drzemy już kotów, mogłoby na razie zostać między nami? - Oczywiście – ulżyło mi – Jeśli to dla ciebie ważne, mogę to zrobić. - Przepraszam cię za to… Ale uwierz mi, to dla twojego dobra – szepnęłam mu na ucho i jeszcze raz pocałowałam w policzek – Dobrej nocy. - Dobranoc – nachylił się nade mną i pocałował w czoło – Śpij dobrze. Schowałam telefon do kieszeni spodni i ruszyłam podjazdem w stronę domu. Sylwetka Marcina ginęła w mroku wraz z tym, jak oddalałam się od niego. Przed drzwiami całkiem straciłam go z oczu. Z kieszeni wyciągnęłam klucze i otworzyłam nimi zamek. - Dobrej nocy – powiedziałam do otaczającej mnie ciemności i weszłam do środka.
W domu,