Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 10 min czytania

Layla, you've got me on my knees [VIII]

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Wyglądasz jak trup – Kaśka, moja kumpelka z klasy, jak zwykle nie szczędziła mi komplementów – Gdzieś ty się w ogóle wczoraj szlajała? Ja wiem, że teraz to wszyscy olewają szkołę, ale z tego, co nawijał Łukasz, to powinnaś być na próbie. - Papla cholerna… - położyłam głowę na stole nadal wpatrując się w komórkę. Żadnych wiadomości. - Skąd ty w ogóle wzięłaś ten telefon? Gdzie twój? I co to ma w ogóle być? Sony Ericson? Całkiem zwariowałaś? I co ci się stało w rękę? Miałaś wypadek? Dlatego cię nie było? - Nastawiłaś się dziś na tryb ‘pytania’? – spojrzałam na nią z dołu. Mimo, że czasem była wkurzająca i sprzeczałyśmy się, lubiłam ją. Byłyśmy dokładnie tego samego wzrostu, ale poza tym różniło nasz wszystko inne. Ja miałam czarne włosy, ona blond. Moje oczy lśniły brązem, jej błękitem. Ja wybierałam ubrania w ciemnej tonacji, ona kochała biel. I wreszcie… Kaśka miała obsesję na punkcie różowego, a ja nienawidziłam tego koloru… - Można cię jakoś wyłączyć? Spałam trzy godziny… Niecałe… - Dlaczego? Layla! Co ty kombinujesz? - Gdzie schowałaś pilota? – posłałam jej mrożące krew w życiach spojrzenie. Na moment zapadła cisza i… Obie parsknęłyśmy śmiechem zwracając na siebie uwagę wszystkich klientów szkolnej kawiarenki. Podniosłam głowę i rozejrzałam się dokoła. Przy każdym z kilkunastu stolików siedziało po kilka osób. No tak… Nawet, jeśli ktoś zdecydował się przyjść do szkoły, nie raczył pojawić się na lekcjach. Typowa mentalność licealisty. Przecież to logiczne wstać o szóstej rano, przyjechać do szkoły i przesiedzieć w kawiarence cały boży dzień. Nauczyciele doskonale wiedzieli, gdzie nas szukać. Tylko, po co? Kiedy na lekcjach pojawiała się grupka ludzi, których ilość można było policzyć na palcach jednej ręki, puszczali ich wolno i sami szli na kawę do cukierni niedaleko budynku szkoły. I każdy był szczęśliwy. - Powiedz mi, jak to jest… pierwsze kasy poszły na lekcje – Kaśka oparła łokcie na lakierowanym blacie i położyła głowę na dłoniach – Tam są same czubki, czy jak? - Możliwe – upiłam łyk ciągle gorącej kawy – Jaki żal… No kto by pomyślał, że po miesiącu upałów zrobi się na tyle zimno, żeby siedzieć w kawiarence w bluzie z długim rękawem… - Może to temperatura otoczenia i zbliżające się wakacje rzuciły mi się na mózg, ale z tego, co widzę, masz na sobie bluzkę z krótkim rękawkiem… - Ale to był błąd! – uśmiechnęłam się lekko na myśl, że w torbie, zamiast książek i zeszytów, miałam bluzę Marcina – A teraz mi zimno. - Chcesz bluzę? – usłyszałam nade mną chrypiący, męski głos. To musiał być Maciek. Wkurzający koleś, który próbował poderwać mnie od pierwszego dnia nauki w tym liceum – Podobno ci zimno… To prawda, kochanie? Nachylił się nade mną i poraził mnie silny zapach jego perfum. O ile można to było w ogóle tak nazwać… Mieszanka taniej wody po goleniu i potu powodowała, że moje śniadanie planowało znów ujrzeć światło dzienne. - Kotek… - mój głos brzmiał tak słodko, że sama miałam ochotę się porzygać – Nie słyszałeś, że prawda bywa bolesna? – odczekałam moment, żeby jego malutki, nie używany nigdy móżdżek zaczął coś kojarzyć – Spieprzaj stąd i przestań podsłuchiwać, bo coś cię zaboli naprawdę! A, przepraszam… Zapomniałam, że ty tam nic nie masz… Większa część ludzi siedzących przy stolikach obok nas ryknęła śmiechem. Urażony Maciek zniknął równie szybko, jak i się pojawił. - Czy on mi kiedyś da spokój?! – teatralnie uniosłam oczy ku niebiosom. - Jak tak przewracasz oczami to wyglądasz, jakbyś myślała ‘Boże dopomóż’ – Kaśka wystukiwała palcami rytm jakieś piosenki, która akurat leciała w radiu. - Uwierz mi, widząc Maćka, dokładnie to sobie myślę – upiłam większy łyk kawy parząc sobie przy tym język. To właśnie ta piosenka obudziła mnie dziś rano – Co to za piosenka? - Nie znasz? Ty…? – Kaśka już zaczynała się nakręcać na wykład pod tytułem: ‘jak to ty, znawca muzyki, piosenkarka i gitarzystka, może nie znać tej piosenki?’. Nie mogłam do tego dopuścić, więc zatrzymałam ten temat jednym spojrzeniem – Stairway to heaven… No tak! To ta piosenka, którą zawsze nucił Marcin. Lubiłam ją, ale od rozstania były takie utwory, których wolałam unikać. - Jest piękna… - nie wiedziałam, czemu, ale przed oczami stanął mi obraz naszej dwójki tańczącej w świetle księżyca – Nigdy nie tańczyliśmy… - Co? – Kaśka nie była kimś, komu mówi się o największych tajemnicach, ale znała mnie bardziej, niż wtedy sądziłam – Znów o nim myślisz… Opanuj się. Nie możesz się tym ciągle gryźć… - Jasne – uśmiechnęłam się i wróciłam do picia kawy.

Przed końcem pierwszej lekcji razem z Kaśką ruszyłyśmy pokręcić się po szkole. W końcu do zakończenia roku szkolnego zostały dwa dni i trzeba było się nacieszyć widokiem tynku…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%