Fantasy · 6 min czytania
Layla, you've got me on my knees [X]
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ocknęłam się na kanapie stojącej w kącie. Co ja tam robiłam? To był tylko sen? Niemożliwe… A jednak. Rozejrzałam się dookoła. Nikogo poza mną. Żadnych małych dziewczynek, żadnych przerośniętych wilków. - To tyko głupi sen… - radio nadal grało. Ty razem jakiś jeden z głupich przebojów zeszłorocznych wakacji. Westchnęłam, podniosłam się i usiadłam na kanapie podkurczając nogi. Kiedy ja zdążyłam posprzątać? A kogo to obchodziło? Przynajmniej nie musiałam się z tym już męczyć. Nachyliłam się i podniosłam z podłogi torebkę. W jej wnętrzu nadal była bluza Marcina. Z tego wszystkiego zapomniałam mu jej oddać. Wyciągnęłam ją i otuliłam się miękkim materiałem. Pachniał Marcinem… Wtuliłam twarz w kołnierz i zamknęłam oczy. Tuż po naszym rozstaniu płakałam przez tydzień. Tęskniłam do każdej chwili spędzonej razem. Do prostych gestów, głupich esemesów. Często łapałam się na tym, że już chwytałam za komórkę i chciałam do niego napisać. Cokolwiek… Chociażby, że zdenerwowałam się na kota lub że na moim podwórku pada, a u sąsiadów nie. Zaczynałam wystukiwać poszczególne literki i przypomniałam sobie, że przecież jego to już nie obchodzi. Nic już to dla niego nie znaczy… I wtedy znów zaczynałam płakać. Mój świat się wtedy zawalił i coś we mnie pękło. Zmieniło się moje nastawienie do chłopaków. Wiedziałam, że gdybym tylko chciała, mogłabym mieć kogoś, kto by mnie wielbił i kochał. Ale pomimo złamanego serca i braku chęci do życia, mimo tego, że w głębi duszy wiedziałam, że powinnam go nienawidzić… nadal go kochałam. Poczułam, że mam wilgotne policzki. Dlaczego zawsze, gdy myślałam o tym co było, płakałam? Wszyscy zawsze mówili, żeby cieszyć się tym, co było… Że mam masę wspomnień, którymi powinnam się zadowalać. A ja cięgle tęskniłam… Chciałam móc się przytulić do niego, poczuć jego dłoń na swojej, spleść nasze palce… - Tęsknie – wyszeptałam do materiału tak jakby mógł mi odpowiedzieć na wszystkie moje pytania. - Ja też – podniosłam wzrok i zobaczyłam bukiet róż. Ślicznych, białych róż otoczonych soczyście zielonymi listkami i przewiązanych perłową wstążką. Jakkolwiek cudowne by nie były – nie mogły mi odpowiedzieć. Spojrzałam wyżej i spotkałam błękito-zielone oczy Marcina. - To dla mnie? – zapytałam spoglądając na róże. Przytaknął – W ramach czego? - W ramach przeprosin… - Mieliśmy nie wracać do tego, co było… - szepnęłam. W jego oczach widziałam coś, co mnie zaniepokoiło. Nie patrzył na mnie tak jak w nocy. W jego oczach nie było ani śladu uczucia. Nie przytulił mnie, nie dotknął, nie pocałował… nawet w policzek. - Layla… Bo widzisz… - nie chciałam tego słyszeć. Byłam tego pewna. Ten głos nie wróżył nic dobrego. Doskonale znałam ten ton – W nocy nie spałem… Dużo