Fantasy · 8 min czytania
Layla, you've got me on my knees [XIV]
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Wiesz, że to szczyt bezczelności? – siedziałam naburmuszona na fotelu pasażera w czerwonym Mustangu tuż przed bramą wjazdową na pole namiotowe ‘U Zygmunta’. Normalnie szalałabym z radości wożąc się po miasteczku taką furą, nawet jako pasażer, ale nie tym razem – Wy się będziecie migdalić w domu, a my z Kaśką mamy mieszkać pod namiotem? Gdzie na tym świecie jest sprawiedliwość? – jęknęłam. - Masz ogromny namiot z salonem i dwiema sypialniami, będziesz tu z najlepszą przyjaciółką – Krystian odpiął pasy, wysiadł z samochodu i obszedł go dookoła stając przy mnie - i do tego właśnie stałaś się właścicielką nowego samochodu. Kris rzucił mi kluczyki przez okno, a ja zaniemówiłam wpatrując się w deskę rozdzielczą. Nawet ich nie złapałam. Tuż po osiemnastce zapisałam się na kurs jazdy. Jako jedna z niewielu zdałam za pierwszym razem. Jednak Krzysiek, zanim stał się Krystianem, kategorycznie zabronił mi prowadzić. W sumie nie dziwiłam mu się. Przecież właściwie to samochód mało nie spowodował mojej śmierci. I to samochód zabił moich rodziców… - Skąd ta zmiana? – mój wampirzy instynkt węszył podstęp. - Czepiasz się – wymigał się od odpowiedzi – Chcesz ten samochód, czy nie? - Jasne, że chcę – skoro Kris nie robił problemów, to czemu ja miałabym ich szukać? Podniosłam kluczyki i uśmiechnęłam się tryumfalnie. Oczyma wyobraźni już widziałam minę Kaśki, gdy zobaczy Mustanga. Do tego, nie potrzebowałam moich wizji.
- Pomóc ci? – Krystian mocował się z rozstawieniem namiotu a ja wygrzewałam się w słońcu na masce mojego autka. Mojego. Ech… Jak to cudownie brzmiało… - Męczysz się… Doskonale wiedziałam, jak rozstawić ten namiot. Robiłam to kilkanaście razy, gdy kłóciłam się z moim opiekunem i lądowałam na noc w ogródku demonstrując swoje niezadowolenie. Zeskoczyłam na ziemię i podeszłam bliżej. Przykucnęłam wpatrując się mu prosto w oczy. Kris przejrzał jednak moje zamiary i odwrócił wzrok. - Nie zahipnotyzujesz mnie – ostrzegł i zabrał się do znęcania się nad namiotem. Zrezygnowana podniosłam się leniwie i wróciłam na swoje miejsce. Gdy Krzysiek powiedział mi kiedyś, że będę miała nadzwyczajne moce, wyśmiałam go. Jednak z czasem, dokładniej tuż po pierwszej przemianie, okazało się, że mam dziwny wpływ na ludzi dookoła mnie. Patrząc im prosto w oczy mogłam nimi sterować jak marionetkami. Rasty co prawda powtarzała mi, że nie są to typowe zdolności dla wampira, ale co ona mogła wiedzieć? Byłam wampirem i hipnotyzowałam ludzi. Wiec jednak było to możliwe. A że czasem miewałam dziwne wizje? O tym nie wspominałam nikomu… - Skończyłem – Krystian stanął dumnie obok wielkiego namiotu. Znałam co najmniej kilkanaście osób, które mieszkały w mniejszych pokojach. - Nareszcie… - westchnęłam. Tak miło było go wkurzać… - Poczekać tu z tobą, aż Kaśka dojedzie? - Spadaj! Co ty? Przyzwoitka moja? – rozejrzałam się po polu. Ludzi nie było zbyt wielu, kilka małżeństw z dziećmi, kilka parek, w tym jedna homoseksualna. Dlaczego geje zawsze byli tak cholernie przystojni?! – Mam Łukasza. - Jest daleko. - Nie zdradzę go – nawet, bardzo tego chciała, nie mogłabym tego zrobić. Tylko Łukasz był na tyle szalony, żeby związać się z kimś takim, jak ja. I musiałam tego pilnować, jeśli nie chciałam zostać samotną, starą panną. - Wiem, wiem – Kris podszedł do mnie, przytulił i rozczochrał włosy. - Wiesz, że wracasz pieszo? – wysyczałam. Wkurzał mnie, a jednak go kochałam. Wychował mnie. - Nie chce być inaczej – jeszcze bardziej zniszczył moją starannie układaną fryzurę. - Nienawidzę cię – uśmiechnęłam się do