Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 6 min czytania

Layla, you've got me on my knees [XIX]

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Co? – pewność siebie ustąpiła miejsca przerażeniu – Zabić…? Mnie…? Ty…? Dlaczego…? Jąkałam się. Świat wirował dookoła niczym na tandetnej karuzeli. Czekałam na moment, kiedy zrobi mi się niedobrze. - Kiedyś ojciec powiedział mi, że urodziłem się, by spełnić misję. Śmiałem się z tego i lekceważyłem jego słowa – patrzył w moją stronę, ale mnie nie widział. Błądził gdzieś we wspomnieniach z bardzo odległych lat. - Tam misja, to zabicie mnie, prawda? – wyjąkałam. Nie wiedziałam, co czuć. Właśnie się dowiedziałam, że ktoś kiedyś wydał na mnie wyrok śmierci, który wykonać miał facet, którego kochałam… - Kilka dni przed tym, jak zjawiłaś się w moim domu dowiedziałem się, że moją misją jest zabicie jedynej ocalałej z królewskiej rodziny wampirów. Nikt mi nie mówił, kim ona jest. Ale jeden z młodych domyśli się, że chodzi o ciebie. Chciał zabłysnąć i zabić cię na własną rękę, a potem pochwalić się tym przed stadem. Liczył na dozgonną wdzięczność i wszelkie łaski. Ale się przeliczył… Przerażał mnie. - Ne mylił się. To ty jesteś jedyną. Sprawdziłem to dokładnie. Gdybyśmy byli razem łatwiej dowiedzieliby się, że to o ciebie chodzi. Tylko trzymając się od ciebie z daleka mogłem cię chronić. Chciałem zmienić szkołę albo wyjechać, ale nie bardzo wiedziałem, jak mógłbym to wytłumaczyć rodzicom. Dałem ci więc święty spokój. Skończyłem z zespołem… - Co się stało z chłopakiem, który mnie znalazł? – patrzyłam na niego przerażona. Nic nie mówił, a ja i tak dobrze wiedziałam, jaka była odpowiedź – Marcin… Ty… Jego… Robiłam coraz większe kroki w tył. Bałam się. - Layla – zahaczyłam nogą o jakąś deskę lub pręt i upadłam. Marcin ruszył w moją stronę, a ja zamknęłam oczy. Ciągle byłam po przemianie. Miałam swoje moce. Bez problemu mogłabym go zabić. Tylko że nie potrafiłabym tego zrobić… - Nie zabiłem go… - podszedł bliżej, przyklęknął obok mnie i przytulił. Odepchnęłam jego ręce. Zabrał je, ale nie odszedł – Sprawiłem tylko, że nikomu już o tym nie powie. Kiedy cię broniłem zaatakował mnie. Dopadłem go, ogłuszyłem. Potem spotkałem się z tobą. Znasz przebieg tego spotkania… W całym wilczym świecie jest tylko jedne osoba, której mogę ufać. To on zabrał tamtego, zamknął i pilnuje, żeby się nie wydostał. Tylko wtedy jesteś bezpieczna. - Naprawdę go nie zabiłeś? – trochę się uspokoiłam. Gdyby miał mnie zabić zrobiłby to już dawno. - Naprawdę – odgarnął mi włosy z twarzy – Ale jeśli ktoś będzie chciał cię skrzywdzić… - Zamknij się – chwyciłam jego rękę – Nie pozwolę ci na to. Patrzeliśmy na siebie w milczeniu. Śmiertelni wrogowie. Ofiara i potencjalny morderca. - Przepraszam – spojrzałam mu w oczy. Nie mógł kłamać… Nie on – Nigdy bym cię nie skrzywdził. Nie wytrzymałam. Rzuciłam mu się na szyję i przytuliłam go mocno. Może byłam szalona, ale kochałam kogoś, kogo

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%