Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 8 min czytania

Layla, you've got me on my knees [XV]

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- With no loving in our souls, and no money in our coats, Oh, you can't say we're satisfied… - na pole wracałam nieco już ‘rozmiękczona’ trzymając w ręce kolejną puszkę piwa. Było grubo po jedenastej. Nie miałam przy sobie komórki, więc jeśli nawet Kaśka przyjechała i chciałaby się ze mną skontaktować – nie miała na to szans. Siedziałam na trawie tuż przy drodze popijając piwo i nucąc piosenkę zasłyszaną w sklepie. Miałam jednak jej swoją, zdecydowanie bardziej dopasowaną do mojego życia… - Marcin, Marcin… Oh you can't say we never tried, Uh Marcin, you're beautiful ... yes, but ain't it time we said goodbye, Marcin, I still love you… Remember all those nights we cried… Byłam smutna, było mi źle… Pies nie opuszczał mnie nawet na krok. Siedział obok rozglądając się co chwila na bok, jakby bał się, że ktoś nas może zaatakować. - Widzisz piesku… Życie jest do bani… - przytuliłam się do sierści na jego karku – Skądś ty się tu w ogóle wziął, co? Przychodzisz, ratujesz mi życie… Próbowałam się podnieść, ale zakręciło mi się w głowie i znów padłam na trawę. - Widzisz, wilczku, pani się trochę nawaliła… Pies podniósł się i pyskiem wytrącił mi puszkę z ręki. Upadła, z hukiem uderzając o jakiś kamień. Piwo rozlało się roztaczając dookoła jego silny zapach. Świat wirował dookoła i było mi niedobrze… Chciałam spać w rowie na poboczu. Marnie widziałam szanse na powrót na pole… Wilk nie chciał mi na to pozwolić i pomógł mi wstać. Potem, wspólnymi siłami, doszliśmy do wyznaczonego celu. Czułam się okropnie. Pierwszy raz w życiu się upiłam. Nawet na własną osiemnastkę wpiłam tylko trochę szampana i jedno piwo… A i tak to odchorowałam. Nie zameldowałam się u Zygi. Dla dobra ogółu lepiej, żeby nie widział mnie w takim stanie. Byłam zbyt pijana, by dziwić się, dlaczego Kaśki nie ma w namiocie. Wychodząc napisałam jej esemesa, że idę coś zjeść i jeśli mnie nie będzie niech się rozstawi w swojej części namiotu. Odsunęłam zamek i wczołgałam się do środka. Pies położył się tuż przy wejściu. - Dzięki – cmoknęłam go w sierść za uchem. Mogłabym przysiąc, że się uśmiechnął… Nie powinnam pić żadnego alkoholu… Wariuję od tego… - Dobranoc. Szepnęłam i wpełzłam do śpiwora. Tylko naprawdę mocny i długi sen mógł mnie uratować…

Obudziłam się wcześniej, niż się tego spodziewałam. Było dopiero przed ósmą. Przez mały ‘wentylator’ w suficie namiotu wpadały promienie słońca. Zapowiadał się śliczny dzień. Wyczłapałam się z namiotu i rozejrzałam dookoła. Psa nigdzie nie było. Szkoda… Myślałam, że go jeszcze zobaczę… Zabrałam ze sobą potrzebne rzeczy i wzięłam prysznic. Łazienki znajdowały się po drugiej stronie pola więc musiałam przeparadować przez cały teren wyglądając gorzej niż własny cień. Pół godziny później wyglądałam o niebo lepiej, więc po drodze zahaczyłam o Zygmunta żeby odebrać kluczyki od auta. Najwidoczniej oznaki kaca nie były aż tak widoczne, bo nie skomentował tego ani słowem. Wręcz przeciwnie – powiedział, że wyglądam pięknie jak nigdy i pytał, czy jestem zakochana, bo wprost promienieję. Zapewniłam go, że jestem szczęśliwą posiadaczką kochającego chłopaka i zniknęłam z jego pola widzenia unikając tym samym mnóstwa zbędnych pytań. Zyga znał mnie od dawna i wiedział, co swego czasu łączyło mnie z Marcinem. Wróciłam do siebie, wrzuciłam rzeczy do namiotu i otworzyłam samochód. W skrytce leżał mój telefon. Odebrałam esy. Kilka od Łukasza. W tym jeden, że denerwuje się, że nie odpisuje i nie odbieram. Szybko odpisałam mu, że wszystko jest okej i że wieczorem szybko zasnęłam wyciszając wcześniej dźwięki w telefonie. Była też jedna wiadomość od Kaśki. Bardzo przepraszała, że przyjedzie dopiero rano bo brat popsuł się samochód, a rodzice pojechali do rodziny na drugie koniec Polski. Odpisałam, że nie ma sprawy i że czekam na nią. Zastrzegłam też, żeby koniecznie przywiozła z miasta świeże bułeczki i ogromny zapas napoi. O mega kacu nie wspomniałam…

- Witam…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%