Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 8 min czytania

Layla, you've got me on my knees [XVI]

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Miałam świętą rację. Gdy tylko zaczęłam się dobrze bawić przestałam myśleć o problemach. Plaża, słońce i ciepła woda nastrajały optymistycznie. Szalałam, skakałam z pomostu, nurkowałam na bardzo długie dystanse. Wychowałam się na pojezierzu – woda była moim żywiołem. Stołowałyśmy się w knajpie niedaleko, dzień spędzałyśmy na plaży, a noce na imprezkach z ludźmi z pola namiotowego. - Layla, nie szalej – Kaśka stała na pomoście i przypatrywała się, jak wdrapuję się na drzewo i chwytam linę. Była przerażona tym, co kombinuję – Złaź z tego drzewa. - Bo co? – zacisnęłam ręce na linie. Najwyraźniej moja przyjaciółka zapomniała, że jestem nieśmiertelna. - Złaź, bo sobie coś zrobisz! – warknęła. Rozejrzałam się dookoła. Jakieś dwadzieścia osób ustawiło się dookoła niej. Jedni ją popierali, drudzy tylko czekali, kiedy skoczę, jeszcze inni patrzyli bez słowa. - Nieśmiertelnych nie widać – szepnęłam i odepchnęłam się nogami od pnia. Gdy wychyliłam się na maksymalną odległość puściłam linę. Ustawiłam się głową z dół i wyciągniętymi przed siebie rękoma przebiłam taflę wody. Gdy leciałam czułam się wolna. Pozbawiona problemów i trosk. Gdy wypłynęłam na powierzchnię usłyszałam brawa i gratulacje z powodu udanego skoku i odwagi. Podpłynęłam do brzegu, wstałam i ukłoniłam się nisko mojej publiczności. - Dziękuję, dziękuję – uśmiechałam się szeroko odklejając niesforny kosmyk włosów z policzka.

- Porąbało cię? – Kaśka dopadła się do mnie gdy tylko moja stopa stanęła na suchym lądzie. - Co jest? – nie bardzo rozumiałam, o co jej chodziło. Nawet gdybym była zwykłą śmiertelniczką… - Przecież z tej liny skacze po kilka osób dziennie… - Ale nie każdy potem nie wypływa przez pięć minut! – krzyknęła. Po chwili rozejrzała się jednak dookoła i speszona tym, że kilka osób popatrzyło się na nas, ściszyła głos – Zwariowałaś?! Wiesz, jak to wyglądało? Chcesz, żeby wszyscy się dowiedzieli? - Kaśka… - cicho westchnęłam – Jestem wampirem, nie rybą… To, na jak długo nurkuję nie ma z tym nic wspólnego. Kiedyś chodziłam na basen. Uśmiechnęłam się do niej. Tylko ona i Kris walczyli, by zachować tajemnicę. Ja najchętniej wróciłabym do mojego życia jako zwykłej nastolatki. Do szkolnych problemów, do nieokłamywania wszystkich znajomych prócz Kaśki. Ehhh… Marzenie… - Czasem się po prostu denerwuję, że to się wyda i źle skończysz… - Oj, Kaśka, Kaśka… - przytuliłam ją. Jak na szkolną wariatkę potrafiła być czasem rozsądna. Z zasady częściej ode mnie. Od dziecka było we mnie coś, co nie pozwalało racjonalnie ocenić mi stopnia ryzyka. Pakowałam się pod samochody, łaziłam po dachach, pędziłam rowerem na złamanie karku… Nawet, gdy nie wiedziałam, że jestem nieśmiertelna. Instynkt, albo głupota. Tak czy siak z każdej opresji jakimś cudem wychodziłam bez szwanku.

Wieczorem, jak praktycznie co dzień, na polu zorganizowano niezłą imprezkę. Tak naprawdę do końca nigdy nikt nie wiedział, kto zaczął. Jedni przynosili jakieś jedzenie, inni zapuszczali muzę, jeszcze inni zaczynali tańczyć. I balanga się rozkręcała. - Layla! Nie daj się prosić… - Darek, jeden z wcześniej wspomnianej pary gejów, zorganizował karaoke. Mimo, że Kaśka nie wydała mnie, że śpiewam w zespole, nie chciał ustąpić i wiercił mi przysłowiową dziurę z brzuchu, żebym wyszła na scenę. No, jeśli wielki drewniany stół sceną można było nazwać. - Daro… Daj spokój… Ja mam śpiewać? – wiedziałam, jak to się skończy. Jeśli publiczność dowie się, że mam jaki taki głos, w najlepszym przypadku będą mnie męczyć o kolejne występy. W najgorszym – nie pozwolą mi zejść ze sceny. - Layla… - do walki o występ wkroczyła Kaśka. Odwróciłam głowę i rzuciłam jej mordercze spojrzenie. Zdrajczyni. Nie było wyboru. Trzeba było się rzucić w wir zabawy. Podniosłam tyłek z trawy,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Layla, you've got me on my knees [XVI] — czytnik · opowiadania