Fantasy · 5 min czytania
Layla, you've got me on my knees [XVII]
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Źle to grasz – usłyszałam za sobą męski głos. Dobiegał z zupełnie innej strony i najwyraźniej spłoszył to coś w lesie, bo odgłosy ucichły. Nie wiedziałam, czy nie lepiej, żeby coś mnie jednak zaatakowało… Tuż za mną stał Marcin. - Dobrze to gram – na moment odwróciłam głowę w jego stronę. TO nie był jednak dobry pomysł. Nie umiałam zbyt długo patrzeć mu prosto w oczy – Minęły już te czasy, kiedy twoje zdanie coś dla mnie znaczyło. Tak. To była dobra droga! Sarkazm i wzgarda dla tego, kim teraz dla mnie był. - Źle to grasz… - Marcin upierał się przy swoim. - Gram to dokładnie tak samo, jak ty – syknęłam. - Nic dla ciebie nie znaczę, ale grasz to dokładnie tak, jak ja to robiłem? – nabijał się ze mnie. Cholera jasna! Ten idiota się ze mnie nabijał! Jak śmiał…?! Chciałam wstać i rzucić się na niego z pięściami, ale nie zdążyłam. Marcin przyklęknął tuż za mną. Jedną rękę położył na gryfie tuż pod moją, drugą na mojej. Każdy palec jego prawej ręki dotykał mojego. - Chwyć ‘C’ durowe – powiedział. Jego usta były tak blisko mojego ucha, że czułam jego ciepły oddech – a potem ‘D’ durowe. A tymi palcami tak… - kierował moimi palcami jak powinnam uderzać. - Ale… - nie wiedziałam, czy chcę zaprzeczyć jego wersji, czy opierzyć go za to, na ile sobie pozwalał. - Wiem. Grałem to właśnie tak, jak ty. Ale znalazłem oryginalne wykonanie i teraz jest dobrze… Dlaczego jego dotyk i głos sprawiał, że drżałam? Przecież powinnam go nienawidzić. Skrzywdził mnie. Zabił we mnie to coś, co żyło tylko dla niego. Zniszczył moją ostatnią broń – zabił moją nadzieję. - Musimy porozmawiać… - szepnął mi wprost do ucha. Momentalnie poczułam narastający we mnie gniew. To właśnie to zdanie zawsze niszczyło jakąś cząstkę mnie. - Nie chcę z tobą gadać! – warknęłam, wyrwałam się z jego objęć i wstałam. Nie czuła się pewnie stojąc do niego tyłem, więc zrobiłam obrót o sto osiemdziesiąt stopni – Tu już padła wystarczając ilość słów. Niczego nie trzeba dodawać… - Layla – jego głos brzmiał ciepło, ale i jednocześnie dawał mi znać, że nie mam nic do gadania – Sądzę, że jednak ze mną porozmawiasz. O nie… Ja mu uciekłam, ale moja gitara nadal tkwiła w jego dłoni. Spojrzał na mnie, tryumfalnie przewiesił ją sobie przez ramię i ruszył w stronę domu. Nie mogłam mu pozwolić, by odebrał mi to, co w tej chwili najbardziej liczyło się w moim życiu. Nie gitarę……