Fantasy · 7 min czytania
Layla, you've got me on my knees [XVIII]
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Otworzyłam oczy. W pokoju panoszyła się ciemność. Tylko cyfry na elektronicznym zegarku koło łóżka lśniły złowrogą czerwienią. Co my zrobiliśmy? Podniosłam głowę i spojrzałam na Marcina. Spał. Delikatnie, tak, żeby go nie obudzić, podniosłam się z łóżka i założyłam na siebie jego szlafrok. Musiałam stamtąd wyjść. Musiałam to wszystko przemyśleć. Chciałam już wyjść, ale stojąc już w drzwiach, zatrzymałam się i odwróciłam. Dlaczego, pomimo wszystkiego, co się stało, moje serce ciągle należało tylko i wyłącznie do niego? Westchnęłam głęboko, ale na tyle cicho, by nie usłyszał i wyszłam. W salonie, tuż przy wyjściu na taras stała wielka szafa z lustrzanymi drzwiami. Światło księżyca oświetlało ją i zobaczyłam swoje odbicie. Normalna, niczym nie wyróżniająca się jeszcze nastolatka. Ale wystarczył jeden ruch, jedna myśli i… Wyciągnęłam rękę przed siebie i powoli przesunęłam ją od głowy aż do pasa. Tylko tyle wystarczyło bym ze śmiertelniczki przemieniła się w wampirzycę. Tak. Wampirzycą byłam zawsze, ale po przemianie wyglądałam inaczej, moje zmysły wyostrzały się jeszcze bardziej i mogłam bez problemu wniknąć w umysł wroga. Podniosłam głowę i jeszcze raz spojrzałam na siebie. Z lustra patrzyły na mnie czerwone oczy oprawione wachlarzem długich rzęs. Śniada cera kontrastowała się z sięgającymi pasa, granatowoczarnymi włosami. Nigdy nie wiedziałam, dlaczego jako wampir miałam je takie długie. Spadek po rodzicach? Nieważne. Wyciągnęłam palec wskazujący zakończony długim, krwistoczerwonym paznokciem i przejechałam nim po karminowych ustach. Boże, jak ja wyglądałam… Jak tania dziwka z trasy szybkiego ruchu… Tylko że od niej różni mnie jeden szczegół. Uśmiechnęłam się chłodno prezentując dwa, wystające ponad linię innych zębów, kły… - Dlaczego ja…? – szepnęłam i spuściłam głowę. Lodowata łza spłynęła po moim policzku. Szybkim ruchem otarłam ją jednak i wyprostowałam się. Nie chciałam i nie mogłam sobie pozwolić na pretensje do życia. Znów przesunęłam ręką wzdłuż swojego ciała. Otoczyła mnie srebrna mgła i po chwili znów byłam sobą. Zwykłą mną. Odwróciłam się i wyszłam na taras. Drzwi ciągle były otwarte. Zajęci sobą nie mieliśmy czasu ich zamknąć. Noc była gwieździsta i ciepła. Obejrzałam się za siebie. Bujana ławka nadal stała pod ścianą. Usiadłam na niej, podkuliłam nogi i otoczyłam je rękoma. Kiedy dowiedziałam się, że jestem wampirem nie zrozumiałam tego. Potem zaakceptowałam nawet białą wiedźmę w moim domu. Ale Marcin.. Marcin zmieniający się w wilka… Dlaczego ani Kris ani Rasty nigdy nie wspomnieli, że legenda o wilkołakach była prawdziwa? Do tej pory sądziłam, że to wymysł autorów bestselerowych powieści. Zanurzyłam głowę pomiędzy rękoma. Co teraz? – to pytanie krążyło mi po głowie obijając się boleśnie. - Teraz znasz moją tajemnicę… - podniosłam głowę i zobaczyłam Marcina stojącego w drzwiach – Teraz, jeśli chcesz, mogę cię opowiedzieć cała prawdę… - A co mówiłeś mi wcześniej? – przekręciłam głowę. Mój głos brzmiał stanowczo. - Prawdę – zrobił krok w przód – ale nie całą… Krew we mnie buzowała, ale nie było to już wynikiem podniecenia. Byłam wściekła. Na siebie, bo mu uległam. Na niego, bo mnie uwiódł… - Od jak dawna wiesz, czym… kim jesteś? – resztkami sił panowałam nad swoim głosem i emocjami. Nie chciałam, żeby wiedział, jak bardzo jestem zdezorientowana. - Pamiętasz, jak prawie sześć lat temu wyjechałem? – nie czekając na moją…