Fantasy · 7 min czytania
Layla, you've got me on my knees [XXII]
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Daj teraz temu spokój – Marcin przyglądał się mojej ranie – Teraz mamy gorsze problemy! - To ją zabije? – nie widziałam twarzy Kaśki, ale jej głos drżał zupełnie tak, jakby płakała – Zrób coś! - Możecie nas zostawić samych? – to nie była prośba, tylko rozkaz. - Chyba zwariowałeś?! – zaoponował Łukasz – Mam cię zostawić z nią samą? - Posłuchaj mnie uważnie! – Kaśka najwyraźniej z płaczu przeszła we wściekłość – Layla jest ranna, a ty zaczynasz się martwić o swoją pozycję w jej życiu i sercu? Opanuj się daj Marcinowi działać!
Stałam na krawędzi lasu, a jakiś chłopak trzymał pistolet wycelowany prosto we mnie. Dosłownie sekundy dzieliły mnie od śmierci. Widziałam kulę lecącą w moją stronę. Ale nagle, niewiadomo skąd, pojawił się przede mną wielki pies. Pocisk trafił jego… - Nie! – krzyknęłam. Otworzyłam oczy i nagle znów byłam w domu Marcina. Na łóżku. TYM łóżku… Marcin siedział na jego krawędzi. Nie zważając na ból podniosłam się i przytuliłam go mocno. Doskonale wiedziałam, kto był tym psem. - Już dobrze – pogłaskał mnie po włosach, a ja się uspokoiłam. Jego bijące rytmicznie serce i ciepło skóry uspokajało mnie – To tylko głupi sen… - Moje sny czasem się spełniają… - położyłam mu głowę na ramieniu – Ale do tego nie dopuszczę… - Daj spokój. Póki nie będę pewny, że jesteś bezpieczna, nie dam się zabić. - Skąd wiesz, co mi…?! – spojrzałam na niego zaskoczona. Odpowiedział mi uśmiechem w stylu przecież-cię-znam – No tak… - Kochasz go? – zapytał znienacka burząc ten moment. Przez cały ten czas codziennie zastanawiałam się, co czuję do nich obydwu. Marcin był miłością mojego życia – co do tego nie miałam wątpliwości – ale mnie skrzywdził. Zostawił, gdy najbardziej tego potrzebowałam. Łukasz był cały czas przy mnie. Troszczył się, kochał. Obaj robili dla mnie wszystko, co uważali za słuszne. I obaj mnie kochali… A ja? Co ja czułam… - Layla! – w progu pokoju stanęła Kaśka – Dobrze się czujesz? Ta dziewczyna miała chyba jakiś szósty zmysł lub ukrytą moc. Pojawiała się zawsze w momencie, kiedy nie wiedziałam co zrobić czy powiedzieć… - Dobrze – odsunęłam się od Marcina – Dzięki – szepnęłam wiedząc, że to oczywiście jego zasługa. - Na pewno już wszystko okej? – wstałam i podeszłam do przyjaciółki. - Na pewno. Łukasz nadal tu jest? Tak. Byłam podła. W obecności chłopaka, który potrafiłby oddać za mnie życie pytałam o tego drugiego. Ale musiałam porozmawiać z Łukaszem. Wytłumaczyć, kim jestem, co tu się dzieje… - Jest. Siedzi w salonie z Pawłem. Powinnaś z nim pogadać… - Wiem – nie miałam odwagi spojrzeć na Marcina.
- Możemy porozmawiać? – stanęłam przy kominku – W cztery oczy – spojrzałam wymownie na Pawła. Zrozumiał. Wstał i poszedł do pokoju Marcina, a ja usiadłam na kanapie naprzeciw Łukasza. Nie wiedziałam, jak zacząć. Teraz wiem, jak czuł się Krystian, gdy miał mi to wszystko powiedzieć. - Nie mam pojęcia, jak ci to wytłumaczyć… - oparłam głowę na łokciach. - Paweł opowiedział mi, kim jesteś i kim są oni – czułam mur, który pojawił się wokół nas w ciągu ostatnich kilku godzin. Ranił mnie tą obojętnością na to, co się wydarzyło. Co ja wyprawiałam?! Nie mogłam przecież kochać ich obydwu! - Łukasz… Ja wiem, że to wygląda, jakbyśmy się czegoś naćpali,