Fantasy · 6 min czytania
Layla, you've got me on my knees [XXIII]
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
I tak oto zostałam w domu sama z Marcinem. Nie wiem, dlaczego Łukasz się na to zgodził. Sądziłam, że prędzej da się zabić, niż zostawi mnie tu ze swoim największym wrogiem. Siedziałam skulona na kanapie modląc się, żeby pozostałym nic się nie stało. Ten wariat chciał mnie – oni powinni pozostać bezpieczni. Powinni trzymać się z dala od źródła całego zła. Ode mnie… - Przestań się zadręczać – Marcin usiadł obok. - Skąd…? – nie kończyłam pytania. To i tak byłoby bez sensu. On wiedział zdecydowanie za dużo na mój temat – Nieważne… - Widać to po tobie… Poza tym, znam cię doskonale. - Taki jesteś pewny? – spojrzałam na niego. Którego z nich kochałam tak naprawdę? Skąd miałam to widzieć? - Nie – pokręcił głową – Ale mam taką nadzieję... - Znasz mnie aż za dobrze, jak na taki krótki czas bycia ze sobą… Ty jako jedyny wiesz, kim naprawdę jestem… - westchnęłam – Powiesz mi, jak to jest z tą całą legendą i naszym przeznaczeniem? - Przecież ci powiedziałem. - Ale jak to jest, że nasze rodziny tak się nienawidzą? - Praktycznie? Przez głupi drobiazg… - Marcin nawet na moment nie spuszczał ze mnie wzroku. Krępowało mnie to trochę, bo momentalnie przed oczyma miała sceny w nocy. Kiedy jego usta były tak bisko mojej skóry… - Dlaczego tak mi się przyglądasz? – zapytał z lekkim uśmiechem. Schyliłam głowę kryjąc rumieniec, jaki oblał moją twarz. Poczułam się jak nastolatka przyłapana na podglądaniu umięśnionych facetów na plaży. - Słucham cię. Kultura wymaga, żebym na ciebie patrzyła – roześmiałam się na dźwięk własnych słów – Pieprzę jakieś idiotyzmy… - Nie jest tak źle – Marcin uśmiechnął się szeroko – Czasem gadasz gorsze głupoty. - Co?! – obruszyłam się – Wcale że nie! Kiedy ostatni raz, według ciebie, gadałam głupoty? - Hmmm… Niech pomyślę… - Marcin oparł kciuk o brodę i palcem wskazującym pukał lekko w swoje usta. - O ty chamie! – złapałam małą poduszę i za całej siły uderzyłam go w brzuch – Ja nie gadam głupot! - Sama sobie przeczysz – chwycił poduszkę i przyciągnął ją do siebie. Takim sposobem i ja znalazłam się tuż przed nim. Wiedziałam, co chce zrobić, wiec dla naszego ogólnego dobra wróciłam do naszej rozmowy. - Powiedz mi lepiej, jak to jest, że nasze rodziny się nienawidzą – byłam pewna, że to go otrzeźwi. Miałam rację. Puścił poduszkę i odsunął się. - Naprawdę poszło o drobiazg… Steki lat temu nasze rody żyły w przyjaźni. No, a przynajmniej nie próbowali się nawzajem powybijać. Aż do pewnego dnia. Wilki posądziły was o kradzież ich największego skarbu. Amuletu, który dawał im magiczną moc – patrzyłam na niego uważnie – Widzisz… Każdy z was po pierwszej przemianie zyskuje jakąś tam moc. Jedni czytają w myślach, inni przesuwają przedmioty… Wilki nie posiadają takich zdolności. Mogą przemieniać się w zwierzęta. Zyskują wtedy co prawda silniejszy węch, słuch i wzrok, mogą się zwinniej poruszać, ale nic poza tym. - A tamten amulet dawał…