Psychologia · 8 min czytania
Leć
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Leć
-Kathe? To ty? Kathe zostaw mnie, jest jeszcze ciemno. - Mała próbowała zasłonić się kołdrą, którą wyrywała jej siostra. -Wstawaj Mała, no już, otwórz oczy. - Kathe była uparta. -Ale jeszcze nie jest rano... - powiedziała Mała na wpół ziewając. -To nic nie szkodzi, no chodź. - ponaglała siostę. -Zostaw mnie, chcę spać. - ton Małej był coraz bardziej błagalny. -Pamiętasz historię, którą opowiedziałam ci kilka dni temu? -Tą o ddziewczynce, którą wychowały ptaki, i która potrafiła latac bo znała ich sekret? - chciała upewnić się Mała. -Tak, własnie tą. Kilka minut temu rozmawiałam z gołębiem i... -Kathe ty nie możesz rozmawiać z gołebiami - Mała przerwała jej w środku zdania - zostaw mnie, chce spać. - powiedziała pragnąc zakończyć rozmowę. Odwróciła się od siostry nakrywając głowe kołdrą. Jedynym światłem w pokoju dziewczynek była nocna lampka w kształcie kota Garffilda. Kathe siedziała na łóżku zastanawiając się jak skutecznie rozbudzić młodszą siostrę. -Ten gołąb zdradził mi sekret ptaków. - powiedziała jakby sama do siebie. Po kilku dłuższych chwilach Mała postanowiła się odezwać. -I co powiedział? - zapytała szeptem. -Przecież nie wierzysz, że rozmawiałam z gołebiem. - odpowiedziała troche zadziornie Kathe. -Opowiadasz różne dziwne rzeczy Kathe. Wujek Arnold mówi, że masz bujną wyobraźnie i zmyslasz. -Wcale nie zmyslam! - wybuchnęła Kathe. -Ciszej, obudzisz rodziców... -Wcale nie zmyślam... pamietasz ducha babci Zofii? Mała na myśl o tym wspomieniu stała się dziwnie blada, nic nie odpowiedziała. -Pamiętasz? - nalegała Kathe. -Tak... nie mów o tym... -Zatem wiesz, że nie zmyślam. -Ale wujek Arnold... -Nie ważne co mówi wujek Arnold! - wykrzyknęła Kathe. -Nie krzycz na mnie... - Małej zanosiło się na płacz. -Przepraszam... chodź tu. - powiedziała przytulając Małą. - Bardzo cię kocham siostrzyczko. -Ja też ciebie kocham Kathe... - Mała zdawała sie uspokoić. -Chcesz wiedzieć, co powiedział mi gołąb? Mała odsuneła się od siostry aby spojżeć jej w oczy. Długo patrzyła. Oczy Kathe były ciemnozielone i, mimo chwilowych wybuchów, były równiez cierpliwe. -Tak. - powiedziała nad wyrwaz poważnie Mała, co wyglądało trochę zabawnie na twarzy sześciolatki. -No to posłuchaj... ~~~~
John miał za sobą wyjątkowo paskudny dzień. Zaczęło się niewinnie, gdy przy śniadaniu oblał się kawą. Potem było już mniej delikatnie. Został wylany z pracy i dowiedział się, że żona go zdradza. Przytłoczony takim obrotem spraw poszedł do pobliskiej knajpy, aby utopić swe żale w kieliszkach whisky. Gdy był już pijany postanowił skończyć z tym wszytkim raz na zawsze. Udało mu się dostać tylnym wejściem do wnętrza pewnego wieżowca. Dotarł prawie na sam szczyt. Niestety w stanie zamroczenia alkoholem nie udało mu się wejśc po małej drabince prowadzącej na dach. Potkną sie i zasna pod ścianą, kilka kroków od drabinki. ~~~~
-Kathe czemu nie pozwoliłaś ubrac mi swetra? Jest zimno... - poskarżyła się Mała przecierając rączką senne oczka. -Mówiłam ci, że swetry by nam tylko przeszkadzały. - odpowiedziała Kathe biorąc siostre za reke. -To o tym budynku mówił ci gołab? - zapytała Mała wskazując na piętrzący sie przed nimi wieżowiec. -Tak, to ten. Popatrz z tyły są otwarte drzwi, no chodź! - Kathe była coraz bardziej podekscytowana. Dziewczynki weszły niezauważone do liczącego sobie około 50 pieter wiezowca. Z mroków nocy wolno wyłaniało się światło nowego dnia. Wielkie miasto Los Angeles ospale budziło się do życia. ~~~~
-Co to jest za pan Kathe? -spytała Mała zatrzymując się przy spiącym Johnie. -Nie wiem, skąd mam wiedzieć? - Kathe nie za bardzo interesowała sie teraz siostrą. -Bardzo brzydko pachnie. - stwierdziła Mała marszcząc nosek. -To pewnie jakiś bezdomny, chodź. - Kathe zauważyła otwarta klapę prowadzącą na dach. -Kto to jest bezdomny? -Podejdź…