Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 6 min czytania

Lecą bociany

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Czy już blisko? - odzywa się stłumiony głos z tobołka. - Nie. Jeszcze hen drogi. Siedź cicho.- odpowiada Maciek. Ma dzisiaj wyjątkowo długi lot przed sobą, toteż na razie bardziej wypatruje miejsca, gdzie mógłby wypocząć, niż celu podróży. Ten jest daleko, a zmęczenie doskwiera. Białe skrzydła zgarniają powietrze z coraz większym wysiłkiem, lecz nie ma powodu do niepokoju. Maciek to silny, doświadczony bocian i czuje, że gdyby było trzeba, doleciałby bez żadnych przerw. Ale gdy nie ma potrzeby, można, a nawet trzeba stanąć na ziemi, zaczerpnąć nowych sił. Maciek już nie pierwszy raz leci tą trasą i wie, że za chwilę natrafi na Pagórek Trzech Dębów - jego ulubione miejsce postoju. Rozciąga więc skrzydła na całą długość i majestatycznie szybując opada coraz niżej i niżej, aby wylądować na miękkiej trawie. - Czy już? - znowu niecierpliwi się maluch w zawiniątku. - Nie! - irytuje się Maciek. - Jak toto się pcha na ten świat... - rozlega się czyiś głos. Maciek rozgląda się. - Dzień dobry. - z cienia, rzucanego przez drzewo, wyłania się postać bociana, w której Maciek rozpoznaje swojego kolegę, Kajtka. - A, dzień dobry! - cieszy się Maciek, zdejmując z obolałej szyi pasek przytrzymujący tobołek z dzieckiem - Jak zdrowie? - Nie narzekam. A twoje? Maciek krzywi dziób w kwaśnym uśmiechu. - Jakoś na razie bez komplikacji... a cóż sprawiło, że spotykamy się w tak przypadkowych okolicznościach? - O, nie takich znów przypadkowych. Pagórek Trzech Dębów dzięki tobie jest już sławny. To najlepszy parking na Trasie Południowej przed Wielką Równiną. - I... dobrze. Niech będzie dla wszystkich. Nam wystarczy miejsca na ziemi i w powietrzu. - Nam tak... - potwierdza Kajtek i rzuca ciężkie spojrzenie na swoją torbę podróżną, z której dobiega bełkotliwe gaworzenie niemowlęcia - ...ale im go coraz mniej. Milkną oboje. Maciek podkurcza jedną nogę, spuszcza dziób w dół i nieruchomieje, relaksując się panującą wokół ciszą i grzejącym słońcem. Kajtek po cichu wraca do cienia. - Bez przesady, ja nie śpie, nie musisz stąpać na pazurkach - mówi Maciek - możemy spokojnie pogadać, chyba że ty wolisz podrzemać. - Nie, nie - protestuje Kajtek - wprost przeciwnie. Dawnośmy się nie widzieli, trzeba znowu trochę wspólnie ponarzekać. - Oj tak! To już normalne. Nad czym dziś będziemy biadolić? - Jak zwykle - nad upadkiem i zbydlęceniem rodzaju ludzkiego. - Ha, ha, oczywiście! Odwieczny to temat! Czegośmy już nie powiedzieli! - Tak - Kajtek zamyśla się - wiesz, uważam, że niedługo będą nas kierować prosto do domów dziecka, zamiast do szpitali.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%