Fantastyka · 38 min czytania
Legenda o pierwszej wiedźmie CZ.III
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Dziewczyna przeszła przez, solidy drewniany most, zbudowany z przepołowionych pni pokaźnych rozmiarów dębów. Tylko pojedyncze kroki oddzielały ją od bram grodu, które stały przed nią otworem. Zza rogu palisady spoglądała na nią kobieta w niebieskiej sukni ze zdobieniami z białej koronki. Na rękach trzymała niemowlę owinięte w starannie wykonany lniany kawałek materiału. Z zaciekawieniem przyglądała się czarnowłosej dziewczynie kuśtykającej w jej kierunku, spoglądając co raz to na twarz nieznajomej to na niedbały opatrunek na jej nodze. Dopiero po chwili doszło do niej, że osoba idąca w jej kierunku potrzebuje pomocy. - Bogdan ho tu, ino szybko – krzyknęła kobieta odwracając twarz w prawą stronę. Wiven zatrzymała się i zaparła cały ciężar swojego ciała na dębowym kiju. Mogło to się wydawać dziwne, przecież od kobiety z dzieckiem dzieliło ją raptem kilka kroków, lecz wtedy, gdy każdy z nich był okupiony bólem, było to rozsądne posunięcie. Wiven spojrzała w głąb grodu, orientowała się ni mniej ni więcej w którym miejscu się znajduje. Przed nią biegła droga wyłożona niewielkimi polnymi kamieniami, ta dalej zakręcała wokół jednej z dwóch piętrowych chat, które widziała, wcześniej ze wzniesienia w sosnowym lesie. W sumie nie tylko te chaty widziała, Wiven miała okazję przyjrzeć się rozmieszczeniu zabudowy całego grodu. Po chwili do kobiety w niebieskiej sukience podszedł dość młody mężczyzna o mocno opalonej twarzy i mysich włosach, niezbyt pokaźnej postawy, ale do słabiaków też zaliczyć go nie można było. Zamienił z nią dwa słowa i odwrócił się do obcej sobie zielonookiej dziewczyny. - Kim jesteś – zapytał ją spokojnym głosem, jednocześnie zmierzając w jej kierunku. - Wiven. Zgubiłam się i trafiłam do was, pochodzę z Nitr…ahhh – kij na którym wspierała się dziewczyna przesunął się po gładkim półokrągły kamieniu, choć wcześniej znajdował na nim oparcie. Wiven z impetem poleciała prosto na kamienną drogę. Mężczyzna doskoczył do niej i już rozłożył ręce by ją podnieść, lecz zwątpił. - Twoja noga… jak mogę… żeby cię nie urazić – pośpiesznie zapytał. - Poczekaj, co to za miejsce? Ten jednak nie miał zamiaru jej odpowiadać, był zestresowany całą sytuacją, jednak chciał sprawiać wrażenie pewnego siebie wziął Wiven na ręce. - Mówisz, że pochodzisz z Nitry – Bogdan podrzucił nią lekko, aby poprawić chwyt – słyszeliśmy co się stało. Spokojnie, zaraz zabiorę cię do Mirona. To uczony, pomoże ci. Czyli moja rodzina mnie poszukuje i wieść doszła także i tu, czyli to nie może być daleko – pomyślała Wiven. Przeszli koło jednego z gospodarstw odgrodzonego od drogi niewielkim drewnianym płotem, za nimi cały czas podążała kobieta z niemowlęciem na rękach. W grodzie Wiven nie zauważyła zbyt wielu ludzi, być może mają swoje zajęcia poza grodem, lub siedzą w domach. Część na pewno widziała wcześniej jak szli w kierunku wyrąbiska. - Dasz radę stanąć, drzwi są wąskie i nie przecisnę się z tobą na rękach. -Tak, spokojnie. Drzwi rzeczywiście były małe. Wiven, aby przejść przez nie musiała się schylić, do tego strasznie wąskie, ona sama nie miała problemu z przejściem, lecz Bogdan musiał przechodzić niemal bokiem. Zatrzymał się za nimi i powiedział coś do kobiety w niebieskiej sukience, lecz nie usłyszała co konkretnie. W środku panował półmrok. Przez niewielkie okna wpadało bardzo mało światła. Ściany domostwa tworzyły poziomo ułożone bale, połączone drewnianymi klinami, szczeliny między nimi wypełniał mech. Przy ścianie naprzeciw drzwiom stał całkiem pokaźnych rozmiarów stół, a po jego prawej stronie niezbyt starannie wykonana szafa z miedzianymi okuciami. - Połóż się, Żywia już poszła po Mirona, ten pewnie zaraz przyjdzie i opatrzy twoją nogę. Wiven spokojnie podeszła do usytuowanego po lewej stronie łóżka, cały czas podpierając się ręką o ścianę. Jednak nie położyła się na nim tak jak kazał mężczyzna, a tylko usiadła. Podparła się prawą ręką o skrzynię, która stała obok. Wiven dopiero teraz zauważyła, że po całej chacie porozrzucane są zabazgrane pergaminy, nie umiała czytać, więc ich zawartość pozostawała dla niej tajemnicą. - Jak sobie chcesz – w jego głosie zdawało się odczuć drwinę. Nie udało się jednak jej zauważyć. - Bez przesady, nie jestem umierająca, co do nogi podróżuję z tą raną już dwa dni, także w tej chwili jest już lepiej niż gorzej. Bogdan wyglądał na lekko speszonego, jakby szukał tematu do dalszej rozmowy. - Jak trafiłaś tutaj do nas z Nitry – udało mu się w końcu wymyślić. - Yhhh, to długa historia może później, wiesz od dawna nie miałam w ustach porządnego jedzenia… jeśli nie byłby to problem… Dziewczyna spojrzała na pozwijane pergaminy, udając że jest nimi zainteresowana, chciała dać mu do zrozumienia, że ta rozmowa nie jest dla niej ważna. Może i wcześniej chciała z nim porozmawiać, teraz jednak bardziej ją interesowało czego może dowiedzieć się od nijakiego Mirona, wyglądało na to, że cieszył się dość dużym szacunkiem u miejscowych. - Zaraz znajdę coś u siebie i ci przyniosę, poczekaj tu na Żywię, zaraz przyprowadzi uczonego.
***
-AŁŁAAA – Wiven zawyła. -Poczekaj, żeś niecierpliwa. Inaczej tego opatrunku ci nie zdejmę. Gdyby był zrobiony jak należy nie bolałoby tak bardzo. Wiven zignorowała tą dokuczliwą uwagę, bardziej się dla niej liczył fakt, że w końcu ktoś fachowo zajmie się jej raną. Niski, chudy człowieczek o siwych włosach zacmokał nad jej kolanem. - Nie ma tragedii, choć ktoś powinien był ci to wcześniej zszyć. - Wiesz jakoś jak byłam sama w dziczy to zwierzyna płowa niezbyt się rwała do tego zadania – odgryzła się Wiven. - Wsiury, nie dość że człowiek próbuje pomóc to jeszcze im chamskie odzywki na język się niosą miast podziękować. – zbulwersował się uczony, lecz kontynuował swoje zadanie. - Co to za wieś – teraz już bardziej pokornym głosem spytała mędrca. - To nikt ci tego jeszcze nie powiedział – zadziwił się starzec – myślę, że jako karę mogę pozostawić cię w nieświadomości co do nazwy tego miejsca, a teraz wybacz mam tu swoje sprawy – powiedział kierując się w stronę drzwi. - A co ze mną? - Powiem starszemu wsi, że tu jesteś, on zadecyduje co z tobą, bo u mnie zostać nie możesz – po tych słowach wyszedł łagodnie zamykając za sobą drzwi. Wiven zainteresowana opatrunkiem wykonanym przez starca zaczęła go oglądać, w jej ocenie nie różnił się zbytnio niczym od tego, który wykonała sama dwa dni wcześniej, no może ten był wykonany z lepiej przygotowanego materiału. Wstała z łóżka sprawdzić jak się sprawuje nowy opatrunek w czasie chodzenia, czy nad zbyt nie krępuje ruchów. Przeszła kilka kroków po chacie. Okazało się, że starzec wykonał całkiem solidny kawał roboty. Zgłodniała trochę, mężczyzna który miał jej przynieść jedzenie chyba zapomniał o tym. Przypomniała sobie o swoim kiju, który pozostał przy bramie.
Na zewnątrz zaczynało zmierzchać. Wiven chciała przejść się po wiosce, obejrzeć miejsce w którym przyszło jej znaleźć i o ile pozwoli na to starszy wioski – zostać na jakiś czas. Ciężko był jej iść bez podparcia, wyznaczyła sobie na pierwszy cel wrócić do bramy i zabrać z tego miejsca swojego ostatniego oddanego przyjaciela podróży. Cóż jeśli wszystko pójdzie gładko, to może w przeciągu dwóch tygodni wrócę do Nitry. Najważniejsze, żeby noga się zagoiła, jak pozwolą mi tu zostać do tego czasu, to po wyjeździe na pewno wrócę z bratem i z zapłatą za pomoc – planowała dziewczyna. Zatrzymała się , pozwalając kilku kurą przebiec przed nią. W tym momencie przykuł jej uwagę jakiś ruch. Spojrzała w prawą stronę, tuż przy ostrokole przy ramie do garbowania skóry kłopotał się jakiś człowiek. - Jak praca, masz trochę czasu? Teraz gdy podeszła bliżej, miała okazje lepiej przyjrzeć się człowiekowi z którym zaczęła konwersację. Wysoki, dobrze zbudowany młodzieniec z wygolonymi nad skroniami i dalej na półokrągło nad i za uszami włosami w kolorze mokrej słomy, spiętymi w kitę na karku. Jego twarz rysowała się dość twardo, choć trochę łagodniejszego charakteru nadawały jej niebieskie oczy. Wiven od razu też zauważyła szeroką bliznę na jego ręce biegnąca od samego nadgarstka przez całe przedramię kończąc się kawałek za łokciem. - Szłoby sprawniej, gdybyś nie…- odwrócił się w stronę dochodzącego go głosu dopiero teraz zobaczył nieznajomą sobie dziewczynę, zrezygnował z docinki, którą miał przygotowaną dla osób przerywających mu pracę właśnie w ten sposób. Nie chciał wyjść na gbura, przy dziewczynie, która w pewien sposób go urzekła. Wpadł w zakłopotanie jak wybrnąć ze słów, które już padły - Gdybyś nie… - zająknął się myśląc co dalej – …mogła mi – rozejrzał się po przygotowanych wcześniej narzędziach, w końcu łapiąc za brzozowy kubełek i niemal wciskając go dziewczynie w ręce z zadowoleniem dokończył – potrzymać mi tego oleju. - Wiesz z chęcią, ale… - uniosła nogawkę odsłaniając nowy opatrunek – trochę mi to dokucza, wolałabym na chwilę gdzieś usiąść i porozmawiać, ale widzę masz tu natłok roboty więc, chyba nie będę przeszkadzać. - Ależ siadaj, chłopak wręcz gorączkowo przełożył na ziemię wcześniej przygotowane przedmioty potrzebne mu do wygarbowania skóry, zawieszonej w ramie. Wiven usiadła na teraz już pustej ławce przypartej do ściany ostrokołu. Coś podpowiadało jej, żeby nie zaczynać rozmowy wprost od trapiącej ją kwestii, ale znacznie „pogawędkę” przedłużyć, przy okazji zabijając czas przed przyjściem starszego tej wsi. Pomysłu na nią jej nie brakowało, więc beztrosko rozpoczęła. - Z jakiej zwierzyny skórę wyprawiasz? – spytała młodzieńca. Oczywiście sama dobrze wiedziała, z jakiego zwierza pochodzi skóra. W końcu mając w rodzinie myśliwego, wręcz wyzwaniem stawało się nie wiedzieć jak wygląda chociaż z opowiadań i opisów jeleń. Skóra z tego osobnika była duża, znaczy że ktoś upolował naprawdę pokaźną zwierzynę. - To… - spojrzał na ramę – …z jelenia, Bogusza mi przyniósł, trochę z tym roboty będzie, ale da się radę. Z kim tu przyjechałaś? - Sama tu jestem – zobaczyła, po wyrazie jego twarzy, że ta odpowiedź go nie satysfakcjonuje i szybko dodała – zgubiłam się, blisko tygodnia, a przynajmniej tak mi się wydaje błąkałam się po pobliskich puszczach, aż w końcu trafiłam tutaj. Już w grodzie niejaki Miron opatrzył mi nogę – Znów z jego twarzy udało jej się wyczytać chęć zadania kolejnego pytania, więc znów dodała – z Nitry. - Z Nitry… w takim razie słysz… - Wivenka – krzyknął ktoś z za rozciągniętej jeleniej skóry. Dziewczyna zerwała zapominając o ranie na kolanie i odwróciła się w stronę dochodzącego ją głosu. Jednak ból, który ją przeszył w nodze spowodował, że usiadła jeszcze szybciej niż wstała. Złapała rękoma za bolące miejsce, ale nawet ten ból nie mógł spowodować, by choć na chwilę przestała myśleć o głosie, który właśnie usłyszała. Jego właściciel podbiegł do dziewczyny przewracając wiadro z wodą stojące na jego drodze. - Pokaż mi dziecko tą nogę – powiedział klękając przy niej. - Stryju – Wiven rzuciła się mężczyźnie na szyję mocno go ściskając. Młodzieniec ze zmieszaniem przyglądał się całemu zajściu, dopiero po chwili zrozumiał całą sytuację.
***
- Proszę – powiedziała do niej Dalmiła stawiając przed nią miskę wypełnioną gryczaną kaszą. - Także Wiven powiedz nam co dokładnie wydarzyło się w Nitrze w dniu w którym no wiesz… - zapytał ją Wilczmir siadając naprzeciwko niej przy stole. Był to naprawdę wielki chłop, potężnie zbudowany lecz miał on już swoje lata. - Zapomniałam… nie pamiętam tego dnia, jakby on nigdy nie istniał – spojrzała na twarz swojego stryja – możesz mi wierzyć, bądź nie, ale nie jestem w stanie sobie go przypomnieć – zaczęła nerwowo się przed nim tłumaczyć. - Ehhh… wierzę ci, a teraz spokojnie opowiadaj od najwcześniejszego momentu, który jesteś w stanie sobie przypomnieć.
Część 22 / 2
Na zewnątrz było już kompletnie ciemno, a tylko w pojedynczych chatach połyskiwało światło. Lecz niewielu wiedziało, że właśnie w jednej z nich, młoda Wiven opowiada swoją historię starszemu tego grodu. Jeszcze mniej znało tą historię, a przeżyła ją tylko ona, lecz wielu wiedziało to czego ona nie pamiętała to co musiało pozostać dla niej tajemnicą przez jeszcze pewien czas.
- A właśnie moja torba została chyba u tego waszego Mirona, swoją drogą straszny z niego gbur. - Prawda przysłał nam go wojewoda, w sumie można rzec, że sam po niego posłałem, ale jeśli cię to interesuje, to porozmawiamy o tym jutro, bo to dłuższa historia. A co do twojej torby, to staruszek przyniósł mi ją sam zaraz po tym jak żeśmy tu przyszli. - Stryju, nie chcę ci się specjalnie narzucać. Gdy tylko moja noga mi się zagoi jak najszybciej wrócę do Nitry - Oczywiście dziecko, oczywiście – skłamał – No dobra, pojedli, popili to teraz do łóżek pora, bo jutro robota jest! Oczywiście ty Wiven poczywaj rano ile ci trzeba – po tych słowach wstał i udał się do pokoju na górze. - Chodź Wiven udało mi się na szybkiego przygotować dla ciebie pokoik, nie wiedziałam, że do nas trafisz, gdybym… - Dziękuję – przerwała Dalmili – doceniam, co dla mnie robicie, a swoją drogą, nie miałyśmy okazji wcześniej się poznać – Moi rodzice i starszy brat byli na waszej swaćbie, a ja z siostrą zostałyśmy w Nitrze, także miło, że mam w końcu okazję – Wiven uśmiechnęła się.
Wiven rozglądała się po swoim pokoiku. Wydawał jej się całkiem przytulnym miejscem, nie był zbyt wielki, ale jako tymczasowe lokum wydawał się wystarczyć. Miała tu swoje własne łóżko z miękką pierzyną wypchaną gęsim pierzem. Tuż przy wejściu stał solidnie wykonany, pięknie zdobiony kredens, a na przeciw niemu drewniana, mała tak aby pasowała do pokoiku meblościanka. Od ostatnich kilku dni w końcu kładła się najedzona, porządnie umyta i w miękkim łóżku. W głowie krążył jej mętlik myśli, całym dzisiejszym dniem była tak podekscytowana, że nie chciała spać.
***
W pomieszczeniu było już całkowicie jasno, choć światło dochodziło tu jedynie jednym małym oknem. Wiven przetarła oczy, rozejrzała się po pokoju. Wciąż nie do końca rozbudzona zaczęła wpatrywać się w zdobienia kredensu, jeszcze przez chwilę nie mogła zmusić się do wyjścia z miękkiej pościeli. Ciągle była w tej samej lnianej bluzce, którą rozdarła by zatamować krwotok. Może Dalmiła – będzie miała coś co by na mnie pasowało – pomyślała, lecz szybko stwierdziła, że to raczej mało prawdopodobne, Wiven była od niej sporo chudsza. Odruchowo zaczęła rozglądać się za swoim kijem, żeby się podeprzeć i wstać, ale przypomniała sobie, że ten nadal leży pod bramą. Podparła się o komodę i wstała wyszła ze swojego pokoiku do głównej sali domostwa, gdzie jeszcze wczoraj miała przyjemność zjedzenia pierwszego od wielu dni porządnego posiłku. Przeszła obok kilku wspierających strop belek, na których ktoś najwyraźniej kiedyś próbował coś wyrzeźbić, lecz jak widać ze słabym efektem. Wydało jej się, ze w chacie nikogo nie ma, chyba że na piętrze, lecz nie miała zamiaru tego sprawdzać. Chciała wyjść na dwór poobserwować trochę życie w grodzie. Przypomnieć sobie jak to jest… między ludźmi, gdy w każdej chwili ktoś może cię zaczepić, o coś spytać, nie tak jak przez ostatnie kilka dni. Na niebie nie było widać ani jednej chmury, ogólnie zapowiadał się ciepły i przyjemny dzień. Dziewczyna kuśtykając przeszła od domu do chlewika, obok którego znajdowało się wyjście z zagrody jej stryja. - Wiven, czekaj! – dobiegł ją głos Dalmili. Odwróciła się w stronę swojej stryjenki, która jeszcze przed chwilą rozwieszała pranie na lnianych sznurach zawieszonych między ścianą chaty, a kurnikiem. - Ja… nikogo nie było w domu chciałam wyjść na zewnątrz, trochę się rozejrzeć. - A źle ci w łóżku było, widzę nie wdałaś się w Wilczmira, ten jakby mógł to i do południa w wyrze by leżał, no ale ni może – zaśmiała się. - A co teraz jest – sarkastycznie zapytała Dalmiłe, uśmiechając się z wyższością. - Dobra, wygrałaś – przerzuciła koszulę męża przez sznur – w sumie pewnie nie ma sensu zatrzymywać cię, po twojej minie widać, że i tak pójdziesz szukać stryja. - Jakbyś zgadła – powiedziała wdzięcznie, była zadowolona że udało się uniknąć dłuższej rozmowy o tym. - Bądź co bądź, poszedł z Mironem doglądać budowy ostrokołu, ja tu mam trochę pracy, ale jeśli kogoś w grodzie zapytasz, to na pewno wskażą ci drogę. Wiven ukłoniła się kobiecie i kuśtykając udała się w stronę bramy po swoją zgubę, mogła uczciwie przed sobą powiedzieć, że przywiązała się do tego kija i dopóki jej noga się nie zagoi, bądź ten sam nie ulegnie destrukcji innego nie chce.
Nie musiała nikogo pytać o drogę, sama trafiła na miejsce, w sumie ciężko było nie zauważyć takiego zbiorowiska, było tu w sumie ze dwadzieścia chłopa. Wiven szła w ich kierunku próbując wypatrzeć Wilczmira. Tuż przy niej leżały hałdy okorowanych bali, jak się domyśliła na budowę ostrokołu, tylko po co budować drugi pierścień – zaczęła się zamyślać. Nagle poczuła mocne szarpnięcie za ramię, odwróciła się w tę stronę. Szarpiącym okazał się słomianowłosy młodzieniec, z którym wczoraj miała przyjemność rozmawiać. - Jak się czujesz – nieśmiało zapytał. Wiven zmierzyła go wzrokiem, upewniając się czy to na pewno ten sam chłopak. Wczoraj była dość zmęczona, więc można był zrozumieć jej zachowanie, lecz ten wydawał się o tym nie wiedzieć. - Obraziłaś się na mnie – brnął dalej, by przykuć jej uwagę. - Nie wybacz, szukałam tu starszego. - Dla kogo starszy dla tego starszy, a dla ciebie chyba krewniak – wesoło odpowiedział – o wczorajszym zajściu cała wieś huczy. - Gród – poprawiła go Wiven - Co? - Gród, wieś to to była przed budową pierwszej palisady, a jak widzę tu już druga się szykuje. - Do grodu to tu jeszcze brakuje, a swoją drogą kto powiedział ci, że budujemy kolejną? - A Dalmiła… - Ech ta moja żona – przerwał jej głos stryja – widzisz Wivenka, nie budujemy drugiego ostrokołu, lecz wzmacniamy ten pierwszy – przerwał na chwilę spoglądając na kij, którym się dziewczyna podpierała – rozkazy od wojewody, nie wiem dlaczego tak rozkazał, po prostu przyjechał tu z Mironem i kilkoma wojownikami ostatniej jesieni i nakazał budowę umocnień, w zamian wieś na 10 zim z daniny obiecał zwolnić. Zupełnie jakby jemu to miało służyć. - Wybacz sołtysie, że się wtrącę – zaczął młodzieniec, ale to może ma związek z… - Nie powinieneś pomagać przy glinie? – przerwał mu Wilczmir – No już do pracy, później jeszcze porozmawiamy. - Nie myślałeś stryju, że może wojna się szykuje – z zaciekawieniem spytała Wiven. - Wojna tu a z kim, a nawet jeśli to nie w centrum Lechii. - Nie chcę przekombinować, ale przecież są kaganaty wschodnie, albo Helleni na południu, a kto wie, może nasi władykowie posprzeczali się ze Skandynawami – zaczęła z zafascynowaniem wymieniać. - Gdyby coś takiego miało nastąpić, to wojna już by trwałą, w końcu od jesieni trzeci kwartał już mija – Wilczmir zaczął się zastanawiać – nawet jakby wojna wybuchła wątpię aby jakakolwiek…