Inne · 2 min czytania
Lęk w splocie słonecznym
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
milknę i milknę i milknę i krzyczę i chcę odejść stąd odejść stąd odejść szybko i wiem to tak wiem to że jest już inaczej i wiem że złych chwil nie policzę
idę drogą, wciąż przed siebie, ciągle naprzód mijam ludzi, tak jak ja nie mają twarzy, noszą maski idę dalej, mijam ludzi, ludzi w maskach i w przebraniu nic nie czują nic nie widzą zatopieni w umieraniu
Zajebałbym siebie najchętniej. Rozwalił łeb o ścianę, żeby nie mysleć, żeby nie analizować, nie wspominać, nie dręczyć się... Żeby nie czuć. Nic. A jednak czuję. Codziennie zastanawiam się, kiedy wezmę nóż i zadam sobie rany. Takie małe, koło nadgarstka, żeby nie było widać, żeby nikt się nie domyślił. Na początek wystarczy jedno nacięcie, nóż do chleba będzie w sam raz. Znowu pada. Lubię deszcz. Mógłbym stać na dworze godzinami i moknąć. Po prostu moknąć. Nie myśleć. Nie zastanawiać się. Tylko istnieć pośrodku tego wszystkiego. Obojętny, mijany przez ludzi, niewidzialny. Tylko, że tak się nie da. Boli mnie głowa. Lubię, jak boli…