Aktualności · 12 min czytania
LEKCJA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
Kiedy wysłużony dzwonek obwieścił wszystkim, że nastąpił koniec przerwy, nauczycielka weszła do klasy, ciągnąc za sobą, nakręcony cukrem, ogon ucznioplastyczny. Niczym spłoszone kapłony, dzieci błyskawicznie zaatakowały krzesła w taki sposób, jakby te były ich największymi wrogami i od lat je znieważały, a teraz wreszcie przyszedł czas na zemstę. Szuranie szkolnymi meblami, ważącymi jak nic, pół tony każde, trwało dłuższą chwilę. Kiedy wszyscy szczęśliwie i bez większych uszczerbków na zdrowiu zajęli swoje miejsca, przyszedł czas na starodawny rytuał. Kajetan, człowiek z największymi uszami w klasie, zaczął:
- Psze panią, eeem…, jestem nieprzygotowany bo mama zapomniała mi spakować książkę, ale zadanie zrobiłem, przysięgam.
- Było jakieś zadanie? – po klasie rozlał się pytający szept.
- Zadanie domowe było na stronie szesnastej, proszę pani – dało się usłyszeć głos Kasi, klasowej prymuski, której nikt specjalnie nie darzył sympatią bo była zarozumiała.
- Też nie mam.
- I ja też.
- I ja – chór odśpiewał znaną nauczycielce pieśń.
- Cisza, zaraz to odnotuję – powiedziała kobieta powstrzymując się od komentarza. – Dzisiaj do zadania domowego potrzebny mi jest Bernard. Gdzie jesteś, złotko?
Część 22 / 6
Bernard, który właśnie angażował się w wyczerpujący proces dźgania współsiedzacza długopisem w udo, na dźwięk swojego imienia zamarł w pozie surykatki, wyczuwającej drapieżnika, na obraz której składają się w pięćdziesięciu procentach wielkie oczy.
- Co? – wydobyło się z gardła młodzieńca.
- Jestem przekonana, że chciałeś powiedzieć „proszę”, Bernardzie – dało się słyszeć głos znad dziennika.
- Tak, tak, aaa…, by…., ooo, hmmm… o co chodzi? – spytał Bernard popisując się elokwencją człowieka, którego właśnie wyrwano ze snu i spytano o PKB Ghany.
- Zadanie domowe! – krzyknął ktoś zniecierpliwiony z ostatnich rzędów.
- Mam, proszę panią – odpowiedział Bernard, zaskakując tym wszystkich i odczytał swoją pracę na forum.
- Ślicznie chłopcze, bardzo dobrze, naprawdę bardzo dobrze. Z przyjemnością wpiszę ci piątkę.
Z dumą wypisaną na twarzy, Bernard omiótł klasę wzrokiem by zobaczyć zazdrość w oczach kolegów i koleżanek, szczególnie tych, dla których jedyny cel chodzenia do szkoły polegał na tym, żeby nauczyciele byli z nich dumni.
Część 33 / 6
Uczniowie wyraźnie uspokojeni powrócili do wytwarzania szumu, na który składało się wyjmowanie przyborów, poprawianie pozycji na krześle, temperowanie ołówków i smarkanie.
- Dzisiejszy temat… – powiedziała nauczycielka i poczłapała w kierunku tablicy, a schwyciwszy kawałek kredy, napisała, czytając na głos: „Dlaczego jestem małym geniuszem?” 27.02.2012. Hmmm… – rzuciła okiem na klasę i okopała się za biurkiem.
- Przepiszcie – zwróciła się do dzieci.
Większość dziewcząt i chłopców ambitnie przystąpiła do przepisywania. Było jednak kilku osobników, którzy nadal usiłowali zrozumieć dlaczego są tu i teraz, dlaczego jedna świetlówka ciągle miga i ile jeszcze czasu zostało do przerwy.
- A to jest „dy” czy „o” ta pjersza litera? – spytał mały Filip, który miał się za najmądrzejszego w klasie, chociaż był w tej opinii odosobniony.
- „O” – odpowiedziała nauczycielka i ze zdziwieniem odkryła, że Filip to notuje. – Co tam nasmarowałeś, Filipku? – spytała zaciekawiona. – Przeczytaj, proszę.
- Olaczego – odpowiedział dumnie Filip, zwany przez kolegów, z powodu charakterystycznego tornistra, Skarabeuszem.
- A co, według ciebie, znaczy to słowo, kochany? – spytała nauczycielka.
Część 44 / 6
Cała klasa ryknęła śmiechem. Filip był jednak gotowy, żeby odpowiedzieć, bowiem braki w wiedzy nadrabiał sprytem i pewnością siebie, które to cechy występowały w tym młodym człowieku w ilościach, znacznie przekraczających średnią pod tą szerokością geograficzną.
- Myślałem, że to jakieś nowo powstałe słowo. Pani często takich używa, na przykład syndrom, sprzyjać, obwoluta, czy rycina. No przecież to nie mogą być prawdziwe wyrazy.
- Ale tu gupi jesteś – powiedział ktoś z końca sali, jednak pedagog tego już nie usłyszała bo skomplikowana operacja przepisywania tematu z tablicy wymagała dalszych wyjaśnień.
- A jaka jest dzisiaj data? – odezwał się mały Krzysio.
- Data jest na tablicy wypisana dziesięciocentymetrowymi cyframi. Przepraszam, że cię to zmyliło – zareagowała nauczycielka.
- Ale dzisiaj nie mamy dwudziestego siódmego lutego – zauważył Jasio, mały rudzielec.
- A po czym wnioskujesz?
Część 55 / 6
- Bo luty ma tylko dwadzieścia sześć dni – odparł bez namysłu Jasio.
- No właśnie – wtórowało mu pół klasy.
Wiedząc, że zapewnienia kogoś dorosłego mogą doprowadzić do rozlania się dyskusji nad datą na dużą część lekcji, pani pedagog umiejętnie odwołała się do obdarzanego nieograniczonym zaufaniem młodzieży medium.
- Dzisiaj pozwalam na chwilę włączyć telefony komórkowe, żeby każdy sprawdził jaką rzeczywiście mamy datę.
Głowy zanurkowały tornistrach i już po minucie data zapisana na tablicy okazała się prawidłowa, a przy okazji ktoś sprawdził, że informacja o dwudziestu sześciu dniach lutego nie jest do końca prawdziwa, co definitywnie ucięło dalszą dyskusję.
Temat udało się szczęśliwie wszystkim przepisać.
- Czy mogę iść do ubikacji? – zapytał Franek.
Część 66 / 6
- Franciszku, przecież przed chwilą był dzwonek, a wcześniej mogłeś delektować się dwudziestominutową przerwą – zdziwiła się nauczycielka.
- Tak, ale jakoś nie było czasu – odpowiedział chłopiec, obejmując wymownie swoje krocze i przestępując z nogi na nogę.
- No idź, jeśli już musisz.
Kiedy Franek znikał za drzwiami rozpoczynając swą podróż w poszukiwaniu ulgi, w ławce pod oknem rozgrywał się dramat.
- Proszę pani, a Karol wyciąga gluty z nosa i mnie nimi straszy – zawołała Joasia.
- Przestań Karolu i zachowaj wydzieliny wewnątrz swego ciała bo, jak słyszysz, Asia najwyraźniej nie jest nimi zainteresowana. Dziękuję.
- Proszę