Dla dzieci · 5 min czytania
Lekcja Jasia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
LEKCJA JASIA
W piękny wiosenny, słoneczny poranek, dziewięcioletni Jaś idąc do szkoły, wpadł na pewien pomysł. Postanowił zrobić psikusa Czarkowi, który słynął z tego, że zawsze spóźniał się do szkoły i dlatego zwykle do niej biegał, żeby spóźnić się możliwie najmniej. Jaś zaczekał na niego za węgłem budynku mieszczącego się niedaleko szkoły, a gdy Czarek przebiegał obok niego, podstawił mu nogę. Czarek, niespodziewający się niczego padł jak długi i poranił sobie ręce o płytki chodnika. Jaś zaś nie mógł powstrzymać się od śmiechu. - Ale walnąłeś! – krzyknął uradowany. – Aż ci tornister wpadł na głowę! - To wcale nie jest śmieszne – odpowiedział Czarek wstając. – Przez ciebie poraniłem sobie ręce. Powiem wszystko pani wychowawczyni! Jaś podszedł do Czarka i pomachał mu pięścią przed twarzą. Muszę tu wspomnieć, że Jaś był bardzo wyrośnięty, jak na swój wiek, przez co wzbudzał w swoich rówieśnikach respekt. Nikt nie chciał z nim zadzierać. - Tylko spróbuj, to zobaczysz, jak cię urządzę – groził Jaś. – Teraz idziemy na lekcję, a ty ani mru mru nikomu! Jaś puścił Czarka przodem i tak ruszyli w kierunku szkoły. Byli już spóźnieni dziesięć minut, ale Jaś wcale się tym nie przejmował. Jego rodzice nie zwracali uwagi na jego postępy w nauce, bo ze względu na swoją pracę rzadko bywali w domu. Przez to właśnie Jaś zrobił się taki niesforny i nieprzyjazny wobec innych dzieci. A niestety dzisiejszy wybryk z podstawieniem nogi Czarkowi nie należał do pierwszych w jego szkolnej karierze. W pewnej chwili Jaś zobaczył jakieś dziwne, zielone światełko w jednym z ciemnych zaułków starej kamienicy, którą mijali. Z miejsca zapomniał o Czarku i ruszył w to miejsce. Nie dziwiło go to, że nikt z przechodniów nie widział tego światełka. Wierzył, że on jest jedynym, któremu należą się wszystkie prezenty-niespodzianki, a tak właśnie myślał o ów światełku. W zaułku było zupełnie pusto, nie licząc zielonego światełka unoszącego się na wysokości ramion Jasia i rzucającego bladą łunę na ściany. Był to widok magiczny. Jaś zachwycił się nim. Przez chwilę nie mógł nawet wypowiedzieć słowa, ale wreszcie zdobył się na to. - Co to może być? – zapytał nie spodziewając się odpowiedzi. Równocześnie próbował dotknąć źródła dziwnego światełka, ale nie mógł tego zrobić. Ręka przenikała przez nie, jak gdyby był to twór z innego świata. - Jestem Poświatą Konsekwencji – odezwał się łagodny, kobiecy głos