Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 17 min czytania

Lektor

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

KIKI SMITH "LEKTOR" * Poznała go, kiedy miała piętnaście lat, z głową pełną marzeń o miłosnych upadkach i uniesieniach, snując absurdalne wyobrażenia o każdym napotkanym chłopaku. Spotkali się w szkole językowej, kiedy zaczynała przygotowawczy kurs do FCE, promieniując umiejętnościami i talentem. Przez pierwsze dziewięć miesięcy ich znajomości nie wydarzyło się nic, co warte byłoby pamiętania. Przez kurs szła z łatwością, chłonąc angielski jak gąbka chłonie wodę. Nie wiedząc kiedy stworzyła z niego największą pasję swojego krótkiego dotąd życia. Zmiany przyniósł czerwiec. Ostatniego dnia kursu lektor zabrał ich na colę, świętując zakończoną współpracę i zbliżający się wielkimi krokami egzamin. I w to ciepłe, czerwcowe popołudnie, po raz pierwszy naprawdę rozmawiali. I żadne nie zdawało sobie sprawy, na ile ta rozmowa okaże się dla nich ważna. W drodze powrotnej do domu, idąc chodnikiem i czując na twarzy ciepłe słoneczne promienie, zrozumiała, że coś się zmieniło. Nie wiedziała jeszcze, co to było, ani jak duża była ta zmiana, ale była pewna, że ten dzień nie był zwykłym dniem w jej życiu. I wtedy zaczęły się problemy. * Natalia Stankiewicz, dwudziestodwuletnia już studentka, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Zamarła w bezruchu, pochylona nad wiązanym jeszcze przed chwilą butem, z półotwartymi ustami przyglądając się jak do przedpokoju wchodzi ktoś, o kim zdążyła już zapomnieć i jak ten ktoś jak gdyby nigdy nic konwersuje z jej pracodawczynią. W piersi jej zakołatało, oddech naraz stał się krótszy i niespokojny. "Mój Boże" pomyślała po kilku długich sekundach, "świat rzeczywiście jest strasznie mały." Pani Nagły miała dwoje dzieci – dziesięcioletnią Anetkę i dwunastoletniego Dawida. Oboje zapisani byli na prywatne lekcje z języka obcego. Natalia uczyła małą Anetkę podstaw francuskiego, Dawid natomiast, z oporem, bo z oporem, uczył się angielskiego. I choć pracowała dla pani Nagły już półtora miesiąca, nigdy dotąd nie widziała nauczyciela Dawida, który w każde czwartkowe popołudnie przychodził zaledwie kilka minut po jej wyjściu. Nigdy nie przyszło jej też do głowy, żeby zastanawiać się nad jego tożsamością. Nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że był to jej były lektor. Ten sam, w którym kochała się przez niemiłosiernie długie osiem miesięcy. Mężczyzna odwrócił się i rzucił w jej stronę dziwne spojrzenie. Zamarła po raz drugi, czując, że się rumieni. "To nie może się dziać!" pomyślała w panice. "Miałam go przecież więcej nie zobaczyć! Przecież mi przeszło! Cokolwiek to było, przeszło mi dawno temu!" Żadna z tych myśli nie przeszkodziła jej w zauważeniu, jak bardzo się zmienił. Jasne włosy, co prawda wciąż dość długie i gęste, nie opadały mu już na oczy, tak jak dawniej. Kozia bródka, z którą go nigdy nie widziała, przyprószona była siwymi przebłyskami, a ledwo widoczne zmarszczki koło oczu, które pamiętała sprzed sześciu lat, pogłębiły się; same oczy zaś wydawały się być zupełnie inne od tamtych – znacznie starsze i mniej pogodne. Nadal jednak był chudy i wysoki, rysy wciąż miał nieregularne, ten sam krzywy uśmiech widniał na jego twarzy. Z transu wyrwał ją głos pani Nagły, która szybko i grzecznie przedstawiła im sobie nawzajem. Natalia poczuła, że język odmawia jej posłuszeństwa. Nie wiedząc, co powiedzieć, przygryzła tylko dolną wargę. Mateusz Sokołowski też się nie odezwał, ściągając brwi w zamyśleniu. - Miło mi – powiedział po chwili, wciąż dziwnie się na nią patrząc. I nagle zdała sobie sprawę, że jej nie poznał. Przez krótki moment poczuła się zraniona ("Jak to, nie pamięta mnie?"), ale już po chwili odrzuciła negatywne uczucia i prawie pękła pod naporem tysiąca figlarnych myśli. Bądź co bądź ze stanu totalnego zaskoczenia wyszła obronną ręką, mając na dodatek przewagę nad przeciwnikiem. "Ha. Nie ma to jak mieć kontrolę nad sytuacją." - Cała przyjemność po mojej stronie – odpowiedziała płynną angielszczyzną, unosząc do góry brew i podając mu rękę. - Szkoda tylko, że my się już znamy. Na imię mam Natalie. Jej triumf, wbrew jej oczekiwaniom, nie trwał jednak zbyt długo. Poległa przy pierwszym błysku w jego oku, przy jego pierwszym uważniejszym spojrzeniu, przy jego zagadkowym uśmiechu. A kiedy otworzył usta i odezwał się, zgromiona leżała na polu walki bez perspektyw na kompromis. - Witaj ponownie, Natalie. Zmieniłaś się. * Następny miesiąc upłynął jej na ciągłych huśtawkach nastroju i bitwach z myślami, gdzie szala zwycięstwa wahała się to z jednej, to na drugą, a nawet i na trzecią stronę. Serce śmiało się i radowało, ciesząc się ze spełnionego marzenia. O tym, że spotkają się, kiedy będzie miała dwadzieścia lat, myślała już będąc w liceum, podsycając tym samym długotrwałe zauroczenie utrzymujące się wyłącznie na wspomnieniu jednej krótkiej rozmowy i rozmaitym wyobrażeniom o ewentualnej wspólnej przyszłości. Wiedziała wtedy, że była zbyt młoda i naiwna, by móc cokolwiek oczekiwać, dlatego też wystarczały jej marzenia. A teraz, kiedy jedno z nich właśnie się spełniło, sama nie wiedziała, co robić. Serce kazało jej subtelnie przedłużać lekcje Anetki tak, by przypadkiem naumyślnie się na niego po raz drugi natknąć. Rozum przypominał, że zaraz po zajęciach z dziesięciolatką miała jeszcze angielski z czternastoletnim Karolem, w dodatku na drugim końcu miasta. Rozsądek nakazywał również powściągliwość. Dobrze pamiętała swoje zauroczenie – trwało być może z osiem miesięcy, ale w ciągu tego czasu widziała go tylko dwa razy, a za drugim całe zakochanie umarło śmiercią tragiczną i nigdy dotąd nie dało żadnego znaku powrotu do świata żywych. Idealizowałaś go, podpowiadał rozum, wydawało ci się, że spotkałaś faceta, z którym miałaś coś wspólnego, z którym coś cię łączyło. Ale potem trochę dorosłaś i włożyłaś całą tę historię między bajki. I miałaś rację. Po części zgadzała się ze swoim rozumem. Wciąż mając nadzieję, że jakimś cudem znowu się spotkają, z żalem dała za wygraną z kombinowaniem. "Co będzie, to ma być. Ja umywam od tego ręce." I wtedy jej życzenie spełniło się. Czekał na nią na parkingu przed blokiem, opierając się plecami o swojego błyszczącego golfa IV i bębniąc palcami o karoserię. Dostrzegł ją jak wychodząc z klatki schodowej otulała szyję szalikiem. - Dobry wieczór, Natalie. Miło mi cię widzieć. Serce jej podskoczyło i o mało co nie poślizgnęła się na zamarzniętej kałuży. Czując narastający ucisk w klatce piersiowej, przywołała na twarz szeroki uśmiech i stanęła obok niego, automatycznie przestawiając się na angielski. Nie pamiętała, żeby kiedykolwiek rozmawiali w innym języku. Polski w parze z Mateuszem wydawał się być strasznie nienaturalny. - Dobry wieczór. Czemu nie wchodzisz na górę? - Widzisz, czekałem na ciebie – odpowiedział, wzruszając ramionami. - Przez ostatni miesiąc próbowałem przychodzić jak najwcześniej się dało, żeby się z tobą znowu zobaczyć. Bez rezultatu. Więc dzisiaj postanowiłem na ciebie specjalnie poczekać. Znowu wyprowadził ją z równowagi. Nienawidziła tego. Nie znosiła braku kontroli nad własnymi emocjami i nad własnym zachowaniem. Miała to po matce, która nauczyła ją, żeby zawsze iść przed siebie z uniesioną głową i nigdy nie dawać za wygraną. We wszystkich sferach swojego życia to ona zawsze brała inicjatywę. Kiedy sytuacja odwróciła się, zupełnie straciła rozum. - Jest jakiś specjalny powód, dla którego chciałeś się ze mną zobaczyć? - wydukała w końcu, plącząc się. Mateusz uśmiechnął się szerzej. - Oczywiście. Chciałem z tobą pogadać. - Naprawdę? - mruknęła. - A o czym chciałeś pogadać? - O wszystkim i o niczym. Tak po prostu porozmawiać. Dawno się nie widzieliśmy. - Owszem... - przytaknęła cicho. I nagle poczuła się bardziej pewna siebie. - Ale widzisz, jest drobny problem. Za dwie minuty mam autobus, a jak nim nie pojadę, to spóźnię się na drugie korepetycje. W duszy na przemian wyzywając się od kretynek i chwaląc się za opanowanie sytuacji, spojrzała na niego przepraszająco i już, już miała się zbierać na przystanek, kiedy zatrzymał ją, łapiąc za przedramię. Serce zabiło jej mocniej. - Daleko to jest? Mogę cię podwieźć, jeśli chcesz. - Ale... Ale spóźnisz się do Dawida – zaoponowała, zupełnie zbita z tropu. - Zawsze mogę zadzwonić, że przyjadę kilka minut później. Zrezygnowała. Na bycie asertywną miała jeszcze całe pół wieku. * Iga Han, jej najlepsza przyjaciółka i od niedawna także jej współlokatorka, była całym tym zajściem nieco zaniepokojona. Siedząc na swoim łóżku w ich małym mieszkanku i spoglądając na Natalię znad…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%