Hobby · 7 min czytania
Lena i jej końskie przygody
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Konie są moim życiem
Rozdział I
Konie są moim życiem, tak zaczyna się ta historia i tak też się zakończy. Jak sama nazwa wskazuje, opowiadanie to będzie o miłości do koni. A jeśli nie lubisz koni to od razu odłóż tą książkę na półkę, bo na pewno ci się nie spodoba. Dobra zacznijmy od tego: Była sobie dziewczyna, o imieniu Lena. Miała 15 lat i chodziła do gimnazjum. Mieszkała w bloku w małym miasteczku w Polsce. Lena bardzo lubiła wszystkie zwierzęta a najbardziej Konie. Fascynowała się nimi od niedawna, bo mieszkała w mieście i nie miała nigdy z nimi do czynienia. Dopiero rok temu, gdy pojechali z klasą na wycieczkę do stadniny w pobliskiej wiosce. Byli tam oprowadzani na koniach i od tego momentu konie zawróciły Lenie w głowie. Po tej wycieczce ubłagała mamę, żaby mogła tam się zacząć jeździć konno. Mama jej na początku nie chciała się na to zgodzić, bo jak każda matka, bała się po prostu o Lenę, że spadnie z konia, ale w końcu się zgodziła. Dzisiaj od tego dnia minął już rok i Lena zdążyła się już zaprzyjaźnić z końmi w tej stadninie, nauczyła się jeździć galopem i zaznajomiła się z wieloma rzeczami związanymi z końmi. Stadnina do której ona przyjeżdżała nazywa się Kary Ogier, a to od tego, że był tam piękny kary ogier, zwany Demon. Cudowny koń, po prostu idealny, toteż Lena najbardziej go pokochała. Demon był koniem Pełnej Krwi Angielskiej, ale był wyjątkowy, taki grzeczny i posłuszny. Ale był też wielkim pieszczochem, uwielbiał się przytulać. W terenie uwielbiał galopować, a na padoku zawsze robił to czego jeździec od niego chciał. Oprócz Demona w stadninie było jeszcze 11 koni między innymi: klacz rasy palomino o imieniu Luna, ogier rasy wielkopolskiej koloru ciemno gniadego z dużą białą gwiazdką na czole i z białą chrapką o imieniu Kaszmir, klacz rasy małopolskiej maści ciemno kasztanowatej o imieniu Poezja, ogier rasy Szlachetnej Półkrwi koloru białego o imieniu Perin i jeszcze wiele innych koni, o których dowiecie się jeszcze podczas opowiadania. Gdy pojechały z mamą pierwszy raz na jazdę, to Lena była bardzo podekscytowana. Przez jej głowę wielokrotnie przepływały takie myśli jak: „czy nie spadnę z konia? Jak spadnę, to co na to moja mama? Czy pozwoli mi dalej jeździć?”. Ale starała się nie myśleć o tym co się może stać tylko o tym co chciałaby, żeby było. Bardzo chciała, żeby było cudownie, żeby ta pierwsza lekcja jazdy zapadła jej na całe życie w pamięć. Instruktorem jazdy był miły pan, który na oko miał 35 lat, na twarzy wyglądał na bardzo łagodnego, miał błękitne oczy i brązowe włosy. A nazywał się Maciek. Instruktor powitał Lenę i jej mamę. Zauważył, że Lena jest bardzo podekscytowana, ale też trochę przestraszona, więc powiedział, żeby się nie bała. Poszedł z nimi do stajni, przedstawił wszystkie konie i powiedział, że będzie jeździć na Demonie, pięknym karym ogierze, który swym wyglądem zachwycał innych, a wszyscy co się uczyli w tej szkółce zawsze chcieli na nim jeździć. Ale Maciek dawał go do jazdy tylko wyjątkowym osobom, a za taką właśnie uznał Lenę. Gdy już powiedział