Hobby · 11 min czytania
Lena i jej końskie przygody. Rozdział IV
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział IV Niedziela. 10 rano. W salonie zadzwonił telefon, a było to dość dziwne w niedziele i jeszcze tak wcześnie. A Lena z rodzicami nie spodziewała się nikogo. - Mamo odbierz, może to ktoś do ciebie. – zawołała Lena ze swojego pokoju. - Ciekawe kto to dzwoni…- odpowiedziała jej. Podeszła do telefonu. – Tak, słucham? – powiedziała do słuchawki swoim niskim głosem. Ktoś się odezwał i mama Leny słuchała z minutę co mówi. – Dobrze, to ja ją zaraz zawołam do telefonu. – Położyła słuchawkę na stoliku i zawołała córkę. - Leno, podejdź tu proszę. – zawołała. - To ktoś do mnie? – Zdziwiła się dziewczyna. Nigdy nikt do niej nie dzwonił. - Tak to pan instruktor dzwoni, bo chyba chce żebyś jechała w teren czy gdzieś… Lena wybałuszyła oczy ze zdumienia. Ja w teren?- pomyślała. Przecież ja miałam dopiero drugą lekcję! Nawet mi się nie śniło, żeby jechać w teren. Nie no mama chyba zwariowała albo sobie ze mnie żarty robi, a może… Nie, na pewno nie. – Wybiła sobie to z głowy i z wahaniem podniosła słuchawkę. - Halo? – zapytała nieśmiało. - Dzień dobry Leno. Dzwonię, bo jadę dzisiaj z Ewą na lekcję jazdy w teren i tak sobie powymyślałem, że tobie wczoraj bardzo dobrze szło i może chciałabyś pojechać z nami… Lena nie mogła wyksztusić ani słowa. Czuła jakby miała jakąś gulę w gardle, która uniemożliwiała jej mówienie. Nie spodziewała się tego, to był dla niej szok. W teren… Ciekawe jak to będzie. Dziewczyna zaczęła sobie wyobrażać taką scenkę: Ona na Demonie, spod jej toczka wystają jej długie blond włosy. Jadą przez zielone łąki usiane polnymi kwiatami. Kłusują. Och ale by było fajnie, rozmarzyła się. - Leno, jesteś tam? – zapytał instruktor, który nie doczekał się odpowiedzi. - Eee, tak jestem- odpowiedziała szybko, zorientowawszy się, że zadano jej jakieś pytanie. - No to jak- chcesz pojechać z nami? - Pewnie, że chcę, ale nie wiem, czy moja mama wyrazi zgodę. - O to już się nie martw, twoja mama na pewno się zgodzi. - Skoro tak… To na którą godzinę wyjeżdżacie w ten teren? – zapytała z entuzjazmem. Dopiero teraz do niej dotarło, że już dziś będzie jeździć w terenie na Demonie. - Jedziemy o godzinie 13. Ewa na pewno się ucieszy, że będziesz razem z nią jeździć. Nie będzie tak nudno. - Tez się cieszę, że mogę sprawić jej radość. - Do zobaczenia. - Tak, do zobaczenia- zgodziła się z nim i odłożyła słuchawkę. - Wow- powiedziała - Co wow. – Zapytała mama - No jak to co. To, że dzisiaj jadę w teren! – wykrzyknęła radośnie i zaczęła skakać po pokoju. Skakała z kanapy na krzesło, z krzesła na podłogę i tak po całym pokoju. Jej mama patrzyła na nią z otwartymi ustami. W końcu odzyskała głos. - Jejku. Nie wiedziałam, że będziesz taka szczęśliwa. Tylko nie skacz tak i zachowaj energię na jazdę. Lena przestała skakać - No tak, to też prawda. – zrobiła dwusekundową pauzę- Nawet nie wiesz jak ja się cieszę! – Jej oczy aż błyszczały z podekscytowania. – Nawet nie marzyłam o tym, żeby jechać w teren. Ty na pewno tego nie rozumiesz. - No nie za bardzo, bo nie jeżdżę na koniach, ale też się cieszę, bo moja kochana córeczka jest szczęśliwa. - Och mamo, nawet nie wiesz co tracisz nie jeżdżąc konno. Lena doczekała się wreszcie godziny 12.30 bo o tej godzinie wyjeżdżają z mamą do stadniny. Dziewczyna była ubrana w czarne dresy i zieloną bluzkę z krótkim rękawkiem. Postanowiła, że z zaoszczędzonych pieniędzy kupi sobie niedługo bryczesy. Bryczesy to spodnie do jazdy konnej, które zapewniają swobodę ruchu, są wygodne i chronią przed obtarciami. Dziewczyny były już w drodze , a Lena była tak podekscytowana, ze nie mogła usiedzieć w miejscu. Cały czas zdawało się jej, że to tylko sen. Że się zaraz obudzi i wszystko wróci do normy. To było dla niej zbyt piękne, by mogło być prawdą. Dziewczyna pogrążyła się w marzeniach. Po chwili zobaczyła już znajome zabudowania tejże wioski, w której znajdowała się szkółka jeździecka „Kary Ogier”. Lena prawie skakała po siedzeniu samochodowym. Taka była podekscytowana, że serce jej łomotało w piersi jakby był tam uwięziony ptaszek, który machał skrzydełkami pragnąć się wydostać na wolność. Już nie mogła wytrzymać. Na myśl jej przyszło nawet wyskoczenie przez okno, bo zdawało jej się, że szybciej pobiegnie niż dojedzie autem, lecz szybko tą myśl porzuciła. Wreszcie- dojechały. Dla Leny ta podróż trwała z godzinę a nie 15 minut. Była przeszczęśliwa, że pobiegła prędko nawet nie zwracając uwagi na pełne zdziwienia z nutką rozbawienia spojrzenie matki. Pierwsze miejsce, do którego się udała był boks Demona. Gdy weszła do stajni, w której się znajdował, koń zarżał głośno na powitanie. Stadnina składała się z trzech stajni. Ta, w której był boks Demona, była pierwsza od lewej. - Cześć Demonku. – powiedziała do konia łagodnym i czułym głosem. Gdy weszła do boksu, pogłaskała go, a on stał spokojnie. - Cieszysz się, że pojedziemy zaraz w teren? Bo ja się bardzo cieszę, ale nie wiem nawet jak to będzie i gdzie pojedziemy. Nic nie wiem, bo nawet o tym nie marzyłam… - Dziewczyna pożegnała się i poszła do siodlarni. Spotkała tam swoją mamę, rozmawiającą z instruktorem. -… pojedziemy sobie z dziewczynami łąkami do lasu i wrócimy. – mówił instruktor.…