Środowisko · 8 min czytania
Lepszy Świat
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Stoję na wzgórzu, przede mną wznosi się kolejne wzgórze. Widok zieleni uderza mi do głowy. Trawa wyrasta tu ponad moją talię, nikt dawno temu tu nie zaglądał. Zresztą- po co niszczyć tak wspaniały widok? Po mojej lewej, w dolinie między wzgórzami znajduję się niewielki lasek, może jakieś pięćdziesiąt metrów od miejsca w którym stoję. Las ten wydaję się być jakiś mroczny. Stoi tu- niby ponury strażnik wzgórz. Jest bardzo zarośnięty, czerń bije w oczy spomiędzy drzew, nie przebija się przez nią żadne światło. Zatracam się w paszczy nieprzejednanej ciemności, ogarnia mnie mrok. Naglę między drzewami widzę wyraźnie żółte ślepia patrzące wprost na mnie. Mrugam oczami, ślepia znikają. Wróciłem do mojego zielonego świata. Pszczoły głośno dają o sobie znać, ptactwo zaczyna swe śpiewy. W trawach w dole, w dolinie, zaczyna coś szeleścić. Wyskakuje z nich zajączek, zagłębiając się w labiryncie zieleni obok. Daleko na horyzoncie, na szczycie przeciwległego wzgórza, oddalonego od tego o jakieś sto metrów, rośnie kukurydza, właściwie jest to wielkie pole kukurydzy. Wokół tego pola wycięto wielkie trawska, tworząc ogromne koło, opatulające ciasno idealny, żółto- zielony kwadrat pola kukurydzy. Z dzieciństwa pamiętam, że pole jest na tyle duże, aby mogło zgubić się w nim troje dzieci. Trawa po prawej od pola także została wycięta, tworząc trasę między trawami, prowadzącą do domu skrytego za drzewami topoli i dębów. Trasa zwieńczona jest żółtym słonecznikiem, które opadają do środka dróżki, tworząc piękną alejkę. Na całym przeciwległym wzgórzu rosną czerwone maki, które rosną gęściej wraz z wysokością wzniesienia. Przez dno doliny płynie rzeczka. Ma co najwyżej dwie stopy szerokości. Byłaby zupełnie niewidoczna, gdyby nie fakt, że trawy oblegające ją, opadając że wzgórz wprost do niej, są co raz niższe. Wypływa ona z niewielkiego lasku po prawej, który spina się po zboczu wzgórza, na którym stoję. Rzeczka kończy się na obrzeżach lasu mrocznego, gdzie tworzy błotnisty teren. Las po prawej jest bardziej przejrzysty, bardziej przyjemny w widoku, od tego mrocznego. Oba lasy, stojące naprzeciw siebie są jakby przeciwnością, wyglądają, jakby miały za chwilę rzucić się sobie do gardeł, chroniąc swych terytoriów. Jedno drzewo, wyraźnie stoi przed szeregiem swoich żołnierzy. Zarówno w mrocznym lesie, jak i w lesie przejrzystym. Dowódcy zerkają na siebie podejrzliwie, gotowi wydać rozkazy podwładnym. Zając skacze w trawie. Jak to się dzieję, że nie wydaje żadnych odgłosów? nie szeleszczą nawet trawy. Skrada się niczym zwiadowca. To szpiedzy obu armii, próbują zebrać jak najwięcej informacji o wrogu. Czerwone maki, zaścielające całe przeciwległe wzgórze, to polegli w bitwie, padający pod rozkazami swoich dowódców- wielkich dębów stojących na przedzie swoich armii. Pole kukurydzy to labirynt przez który musi przejść poległy w bitwie, jeśli chce trafić do Lepszego Świata. Aleja słoneczników to przejście do Lepszego Świata. Lepszy Świat to dom skryty zazdrośnie za topolami i dębami. Mój dom. Nie zauważyłem, kiedy słońce zaczęło zachodzić. Nad wzgórzem pojawiły się czerwono- pomarańczowe ślady zachodzącego słońca. Wzgórze zasłaniało słońce, lecz wielki czerwony łuk wyznaczał, jakby, sferę lądowania słońca. Tak jakby wylądowało ono na przeciwległym wzgórzu. W miejscu, gdzie powinna rosnąc kukurydza. Wyżej czerwień mieszała się z pomarańczem i żółcią, blednąc powoli. Rozmyte, białe ślady pozostawione przez samoloty znaczyły swe trasy na niebie. Dwa przecinały się wyraźnie nad moim domem, przy wtórze barwy żółtej i pomarańczowej, a trzeci, rozmyty i bardziej puchaty ślad widniał w miejscu lądowania słońca. Nie było mowy o pomyłce, słońce na pewno lądowało, i to awaryjnie, na tamtym wzgórzu. Stoję na wzgórzu, próbując…